Pieszczoch muzycz­nych kro­ni­ka­rzy wra­ca z moc­ną pły­tą. Zdobył świat w latach 90. jako lider Pavement, gita­ro­wej anty­gwiaz­dy, któ­ra po ponad 10 latach prze­rwy reak­ty­wo­wa­ła się w zeszłym roku i gra­ła m.in. w Polsce. Zainspirowany tym powro­tem Malkmus nagrał naj­lep­szą rzecz „po Pavemencie”. Produkcją zajął się Beck.

stephenmalkmus-mirror45-let­ni muzyk to oso­bo­wość na mia­rę Bowiego czy Zappy. Ma smy­kał­kę do chwy­tli­wych melo­dii, ale łamie je zmia­na­mi ryt­mu, tona­cji, dyna­mi­ki. Jego muzy­ka koi i draż­ni w jed­nym momen­cie, wciąż ma się wra­że­nie, że utwór zaraz się roz­sy­pie - wie­lo­wąt­ko­we kom­po­zy­cje są zagra­ne na wiel­kim luzie, jak­by na gra­ni­cy potknię­cia. Gonitwa pomy­słów ukła­da się jed­nak w przy­stęp­ne pio­sen­ki: „No One Is (As I Are Be)” czy leni­we „Long Hard Book”.

Tak samo tek­sty - z „dziw­nych” słów powsta­je nie tyl­ko zna­czą­ca, ale i świet­nie brzmią­ca całość. „No one is your per­fect fit / I do not belie­ve in that shit” - powia­da Malkmus w „Forever 28”. Wciąż jest 20-lat­kiem.

Tekst uka­zał się 25/8/11 w „Dużym Formacie” - w por­ta­lu wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz