Słowo „prze­lot” oprócz głów­nych zna­czeń nosi jesz­cze jed­no - dobry, bez­pro­ble­mo­wy kon­takt z kimś. Ptaki poka­zu­ją prze­lot, jaki pol­ski pop lat 70. i 80. ma z tanecz­ną, didżej­ską odmia­ną współ­cze­snej muzy­ki.

ptaki-przelotThe Phantom i Funkoff bio­rą w obro­ty sta­re winy­lo­we pły­ty i nowo­cze­sne narzę­dzia, a efek­ty pod­pi­su­ją hasłem „sam­pled based music” - muzy­ka opar­ta na sam­plach. Ułożona z takich wycin­ków może być linia basu, poży­czo­na melo­dycz­na zagryw­ka, dwa zaśpie­wa­ne sło­wa, cza­sem pół­se­kun­do­wy frag­ment (Prońko, Frąckowiak, Biliński?). Z tego powsta­ły nowe utwo­ry - nie kola­że, pio­sen­ki.

Spod nowiut­kich basów, moc­nych bęb­nów prze­bi­ja się kli­mat PRL-owskiej roz­ryw­ki. W nagra­niach Ptaków jest spo­ra doza nostal­gii i egzo­ty­ki, któ­rą dzi­siej­si kry­ty­cy lubią nazy­wać „bale­arycz­ny­mi” (ta kal­ka z angiel­skie­go ma dziś wyłącz­nie muzycz­ne zna­cze­nie) brzmie­nia­mi. „Przelot” to muzy­ka na leni­we upal­ne lato z bry­zą od morza: aku­stycz­na gita­ra, kla­wi­sze i wil­got­ny, głę­bo­ki bas. Dużo tego ostat­nie­go w dubo­wym „Gdy nad­cho­dzi księ­ży­co­wa pora” z frag­men­tem z Gałczyńskiego, spo­ro w jamaj­skim, nowo­cze­snym „Nie zabi­jaj”. Największe wra­że­nie robią czte­ry utwo­ry z koń­ca pły­ty, te, któ­re wej­dą na dru­gą stro­nę winy­la. Paradoks: mozol­na robo­ta dała rzecz do słu­cha­nia na dużym luzie.

Tekst uka­zał się 5/6/15 w „Gazecie Wyborczej” - w por­ta­lu wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz