Muniek — Muniek

Posted on 14/04/2010 by

0


Zygmunt Staszczyk zaty­tu­ło­wał swą pierw­szą solową płytę „Muniek”. Tytuł świad­czy o tym, że chce być młody, chce być tym, kim był daw­niej. Zawsze Muniek. Nagrał płytę ze sta­rym kum­plem Jankiem Benedkiem z pierw­szego war­szaw­skiego wcie­le­nia T.Love („Pocisk miło­ści”, „King”). W macie­rzy­stym zespole Muńka ponoć męczy ostat­nio nad­miar odpo­wie­dzial­no­ści, teraz powstała płyta, na któ­rej oddał wszel­kie pre­ro­ga­tywy Benedkowi, jego są tylko tek­sty. Można chyba mówić o pró­bie powrotu do sta­rych dobrych czasów.

Autorzy płyty oce­nili, że naj­faj­niej będzie grać tak, jak się grało w ich dość już odle­głej mło­do­ści. Benedek w aran­ża­cjach kon­se­kwent­nie co kawa­łek zmie­nia deko­ra­cje, ale ma w zana­drzu wyłącz­nie pomy­sły sprzed ćwierć wieku. To jest jakiś pomysł na muzykę, ale z pro­jektu wymik­so­wał się basi­sta Kuba Czubak z The Car Is On Fire. Sporo star­szy Benedek spraw­nie imi­tuje ponury kawa­łek w stylu Toma Waitsa („Ring dong”), szybki Maanam („Njutella Marcella” z udzia­łem Kory) czy „Train In Vain” The Clash („Hot hot hot”). Muzycznie z całej płyty trzyma się ten ostatni utwór oraz „Święty” (w stylu Queen). Mało.

W prze­ci­wień­stwie do Grabaża — ten napi­sał płytę dla swo­ich rówie­śni­ków — Z.S. posta­no­wił uwieść mło­dzież („Tina”, „Georgie Brown”, „Stary boy”). Wybrał naj­gor­szy spo­sób, żeby to osią­gnąć: przez „mło­dzie­żowe” tek­sty, ale zamiast słów pro­stych i natu­ral­nych spod pióra wyszły mu prostackie.

Making of „Świę­tego” tutaj.

Na uwagę zasłu­guje kosz­marny tekst do bez­pł­cio­wego coun­try pt. „Gan”. Staszczyk stara się tu być kon­tro­wer­syjny, głosi pochwałę dostęp­no­ści broni. Nie wiem, czy roz­myśl­nie, ale pisze ten głupi tekst głu­pa­wymi rymami: „Gazeta mówi gej OK / ta sama waze­lina, klej / moją kró­lową zostać chciej”. Czy ten czło­wiek, wielki świa­to­wiec, wiel­bi­ciel Londynu, wie, co łączy angiel­skie słowa „gay” i „queen”? Otóż Staszczyk pchnął pol­ski rock na nowe tory — na prze­strzeni trzech lini­jek wyeks­pli­ko­wał swoją homo­fo­bię i doko­nał coming outu. Naprawdę kon­tro­wer­syjny ten „Gan”... Jest w tej pio­sence wię­cej pere­łek: „Zaproś przy­ja­ciół, nie wpusz­czaj wro­gów / jestem kow­bo­jem u two­ich pro­gów”. Progów gitary? Może lepiej było zry­mo­wać tu pierogi.

Przykro, gdy tek­ściarz kie­dyś bazu­jący na świet­nej, żywej wyobraźni i nie­sa­mo­wi­tych sko­ja­rze­niach („Moja kola­cja to imi­ta­cja”, „Gumka baba­lumka”, do tego choćby „Gwiazdka”, „Przemoc” czy „Kołysanka zabi­janka” o wymo­wie prze­ciw­nej do „Gana”), nazywa pio­senką zestaw infan­tyl­nych poglą­dów, z tru­dem zry­mo­wany przez głu­chego i pod­pi­sany wła­snym nazwi­skiem. W wywia­dzie dla ”Lampy” obja­śnił, że jest prze­ciw­ni­kiem broni, a w tek­ście cho­dzi o meta­forę — trzeba mieć swoje poglądy. Aha.

Zdumiewające, że autor świet­nych tek­stów — o miło­ści, mie­ście, prze­mocy, nowych cza­sach, nie­przy­sto­so­wa­niu — tak bar­dzo nie ma nic do powie­dze­nia. „Dziś popiół jest w mym domu”, „wyba­czać nie jest łatwo / lecz miłość nie­sie świa­tło”, mówi do Anny Marii Jopek, bo i ona jest atrak­cją płyty. A prze­cież zamiast robić dobrą minę do złej gry, gdy nic faj­nego nie przy­cho­dzi do głowy — można jak Grabaż czy Adam Nowak zro­bić z zespo­łem covery. Muniek potrze­buje wczo­raj, jak nigdy dotąd.

Recenzja udo­stęp­niona przez ser­wis Polskiego Radia.

strona zespołu

Tagged: , ,
Posted in: recenzje