Michał Biela — wywiad o cudach

Posted on 29/01/2011 by

0


Kiedyś myśla­łem, że muzyka to jest po pro­stu takie „coś”, jak drzewo czy słońce — mówi Michał Biela. Rozmawiamy przez net z oka­zji wyda­nia przez Kristen nowej, bar­dzo dobrej płyty „Western Lands”. Pytam raczej o obser­wa­cje i o muzykę w ogóle niż o samą płytę, o któ­rej sporo można prze­czy­tać gdzie indziej. A i ja sam też już ją oma­wia­łem i chwaliłem.

Michał Biela (ur. 1977) jest woka­li­stą i gita­rzy­stą szcze­ciń­skiego zespołu Kristen, któ­rego współ­za­ło­ży­cie­lem był w 1997. Od 2005 gra na basie w trój­miej­skiej gru­pie Ścianka (z którą na razie nagrał „Secret Sister”). Z jej lide­rem Maćkiem Cieślakiem spo­tkał się też na pły­cie zespołu Kings Of Caramel (2008), która poka­zała bar­dziej liryczną i pio­sen­kową stronę muzyki Michała Bieli. Z Kristen wydał pięć płyt, ostat­nia „Western Lands” uka­zała się późną jesie­nią 2010 nakła­dem Lado ABC. W 2011 ukaże się jego pierw­sza solowa płyta.

Kristen, któ­rego jesteś lide­rem, wydało płytę po pię­ciu latach prze­rwy. Czy coś nowego w pol­skiej muzyce zachwy­ciło cię lub zainspirowało?

Nie jestem lide­rem Kristen! To zespół demo­kra­tyczny — obo­wią­zuje u nas nawet libe­rum veto. A co do samego pyta­nia, to raczej nie mogę się wypo­wia­dać na temat całej „pol­skiej muzyki”, bo mam wra­że­nie, że nigdy nie jestem na bie­żąco. Wydaje mi się jed­nak, że wciąż naj­cie­kaw­sze rze­czy powstają na naj­dal­szym mar­gi­ne­sie, na offie offu. I czuję, że mam szczę­ście, że je poznaję. Największe wra­że­nie zro­bili na mnie Mikrokolektyw, Etam Etamski, Adam Repucha i Marcin Masecki. Ed Wood jesz­cze. A także Wojciech Stanisław Bąkowski i jego pro­jekty — Czykita, Kot, Niwea.

Adam Repucha spo­śród innych pol­skich son­gw­ri­te­rów wyróż­nia się tym, że śpiewa nie tylko świet­nie, ale też po pol­sku. Ty w Kristen i Kings Of Caramel po angiel­sku — dlaczego?

Od dziecka nie słu­cha­łem pol­skiego radia, tylko raczej kato­wa­łem Elvisa Presleya, potem Beatlesów. Nie znam za dużo pol­skich pio­se­nek i natu­ralne dla mnie jest śpie­wa­nie po angiel­sku. Polski jest aryt­miczny i ma mało krót­kich słów, ciężko jest budo­wać sen­sowne frazy i trzeba iść na kom­pro­mis, zmie­niać melo­dię, etc. Niektórym się udaje z tego wybrnąć w pięk­nym stylu, na przy­kład Maćkowi Cieślakowi czy Adamowi Repusze, ale wiem dobrze, że jest to oku­pione bar­dzo ciężką pracą, do któ­rej wciąż nie mam cierpliwości.

Czy możesz się utrzy­mać z muzyki?

Nie utrzy­muję się z muzyki i nigdy się nie utrzy­my­wa­łem. Żyję z tłu­ma­czeń na angiel­ski i dzięki temu moja praca jest tam, gdzie mój lap­top. A utrzy­my­wa­nie się z takiej muzyki, jaką gram, jest chyba tak samo praw­do­po­dobne jak utrzy­my­wa­nie się z poezji. Ciekawe, czy ktoś pyta poetów, czy utrzy­mują się z poezji! Ale gdy nie­dawno zosta­łem ojcem i nagle oka­zało się, że mam bar­dzo mało czasu na gra­nie i myśle­nie o muzyce, to poja­wiła się we mnie deter­mi­na­cja, żeby choć w czę­ści utrzy­my­wać się z muzyki. Daję sobie czas do siedemdziesiątki.

Latem gra­łeś w Warszawie z trio Rogiński/Biela/Szpura. Recenzje był bar­dzo pozy­tywne. Będzie płyta czy to oka­zjo­nalna sytuacja?

Grzesiek Lewandowski z Chłodnej 25 zapro­po­no­wał, żeby­śmy zagrali z Raphaelem razem kon­cert. Ja nie umiem impro­wi­zo­wać, więc przed­sta­wi­łem mu swoje pomy­sły, a on zapro­sił Pawła Szpurę i po jed­nej pró­bie zagra­li­śmy kon­cert. Co prawda Marcin Masecki w poło­wie wyszedł, ale z dru­giej strony wytrzy­mał całe pół godziny. Upojeni suk­ce­sem, zagra­li­śmy jesz­cze z dwa razy, i będziemy to nagry­wać pod koniec lutego. Ale z dru­giej strony, jak się chce roz­śmie­szyć Pana Boga, to trzeba mu opo­wie­dzieć o swo­ich planach.

Wszedłeś w środo­wi­sko war­szaw­skich muzy­ków? Czy może czu­jesz się ele­men­tem ukła­danki trój­miej­skiej albo berlińskiej?

Mam poczu­cie, że znam coraz wię­cej osób w Warszawie, chyba jest tam fajny fer­ment, ale ja nie należę do żadnej sceny. W wielu miej­scach w Polsce mamy przy­ja­ciół i sprzy­mie­rzeń­ców, któ­rzy mają podobne podej­ście. W Warszawie może jest ich naj­wię­cej, ale to chyba dla­tego że jest największa.

Jak mocno Twoja muzyka łączy się z miej­scem, w któ­rym powstaje?

Bycie „skądś” jest chyba bar­dzo ważne, i w mojej gło­wie muzyka Kristen zawsze była mocno zwią­zana z naj­bliż­szym oto­cze­niem, naj­czę­ściej ze Szczecinem. Ale z dru­giej strony muzyka powstaje przede wszyst­kim w gło­wie i w sercu, i w tym sen­sie bar­dzo bym chciał, żeby nasza muzyka „łączyła się z miej­scem, w któ­rym powstaje”.

Kristen, które wydaje się czę­ścią cie­bie, aż pięć lat mil­czało. Czy było zagro­że­nie, że już nic nie powstanie?

Po wyda­niu ostat­niej płyty byli­śmy już tro­chę zmę­czeni i doszło do dwu­let­niej prze­rwy. Ale od 2007 czy 2008 znowu zaczę­li­śmy grać próby i kon­certy, więc nie czuję, że „mil­cze­li­śmy” przez bite pięć lat. Było takie ryzyko, że już nie będzie nam się chciało, ja też nawet mia­łem mały kry­zys, ale wydaje mi się, że to już przeszłość.

Czy muzyka to komu­ni­ka­cja, czy wysy­ła­nie sygna­łów w zimny kosmos?

Kiedyś myśla­łem, że muzyka to jest po pro­stu takie „coś”, jak drzewo czy słońce, które samo w sobie nie ma zna­cze­nia. Teraz myślę, że muzyka i sztuka powinny przede wszyst­kim słu­żyć komu­ni­ka­cji, by za pomocą jak naj­prost­szych środ­ków opo­wie­dzieć o tym, co w inny spo­sób byłoby trudne do opo­wie­dze­nia. Taka muzyka mnie naj­bar­dziej rusza.

Nagrywasz krót­kie płyty. Pisanie to męka czy święto?

Z reguły piszemy utwory razem, na pró­bie, i jest to cza­sem męka, bo ciężko trzem róż­nym face­tom zna­leźć wspólny mia­now­nik. Ale jak już coś zasko­czy, to mamy wtedy naj­więk­szą frajdę. A co do dłu­go­ści płyt, to z reguły powstaje o wiele wię­cej utwo­rów, niż wynika to z nagrań czy nawet kon­cer­tów. Dużo z nich odrzu­camy, cza­sem tylko dla­tego że jed­nemu z nas coś nie pasuje, czyli zgod­nie ze świętą zasadą libe­rum veto.

Nakład poprzed­nich płyt Kristen jest wyczer­pany. Jak to jest być legendą pod­zie­mia? Dlaczego ludzie wciąż chcą słu­chać tych płyt i czy będą wznowienia?

Nie wiem, jak to jest być legendą pod­zie­mia, trzeba by się spy­tać jakiejś legendy pod­zie­mia. Albo może nie będę tak skromny: wstaję rano o 7 rano zro­bić mleko syn­kowi, patrzę w lustro, i cie­szę się na samą myśl co tam zoba­czę: legendę podziemia!

Może fak­tycz­nie ktoś jesz­cze cza­sem słu­cha naszych sta­rych nagrań, ale nie będzie wzno­wień: mamy plan udo­stęp­nić je hur­tem za darmo, gdy już stwo­rzymy swoją stronę internetową.

Czy twoje zespoły mają oddźwięk za gra­nicą? Jak ci się tam grało?

Gdy kon­cer­to­wa­li­śmy tro­chę w Berlinie, to parę osób nas tam zaczęło koja­rzyć, ale dosłow­nie parę.

Myślę, że w porów­na­niu do Polski cudem Bożym są nie­mieccy aku­stycy. Oprócz tego ciężko mi się wypo­wia­dać sze­rzej, bo oprócz Berlina gra­łem tylko spo­ra­dycz­nie tu i tam.

Czy w ogóle przy­wią­zu­jesz wagę do wyda­wa­nia płyt na nośni­kach, czy jest to tylko jeden ze spo­so­bów kon­taktu ze słuchaczem?

Tak, przy­wią­zuję! Dobrze jest oddzie­lić się grubą kre­ską od prze­szło­ści i zacząć myśleć o nowych kawał­kach. Czasem tylko trudno to wszystko zorganizować.

Kiedy uwie­rzy­łeś, że to ma sens?

Na początku nie musia­łem wie­rzyć, że gra­nie muzyki ma sens, po pro­stu musia­łem to robić, nie było innego wyj­ścia. A póź­niej kilka razy zoba­czy­łem, że w muzyce można wyra­zić inny świat, świat ducha, że tak powiem. To było, gdy usły­sza­łem na żywo Roba Mazurka, Blonde Redhead, Tortoise, Volapuk, Girls Against Boys, Deerhoof. To wtedy zro­zu­mia­łem, że to wszystko ma sens. A jakiś czas temu widzia­łem Wayne’a Shortera i jego sola też tak dzia­łały na mnie.

Czy inter­net zabije muzykę?

Wydaje mi się, że nie ma takiej siły, która mogłaby zła­mać ludzką potrzebę komu­ni­ka­cji, więc nie ma się co martwić.

Co poza muzyką jest dla Ciebie inspi­ru­jące — film, foto­gra­fia, książki?

Wszystko!

Posted in: rozmowa