Elvis Presley wydał dobre pół wieku temu kompilację „50 000 000 Elvis Fans Can’t Be Wrong”. Bon Jovi sześć lat temu w tytule swojej poprawił wynik na 100 000 000. The Fall w tym samym czasie ironizowali, że „50 000 Fall Fans Can’t Be Wrong”. A czwarta czwórka Gry Pozorów ujrzała światło dzienne dzięki finansowemu wsparciu 356 użytkowników serwisu Megatotal.pl. To już jest pewien wynik jak na niszową markę. Epkę można kupić na koncertach, w internecie lub w sklepie Hey Joe na Złotej.

Na płytce są trzy kawałki i remiks. Zestaw otwiera „Last Journey”, nowoczesna brytyjska piosenka z mamroczącym, neurotycznym, a może nieśmiałym wokalem w zwrotce i otwartym, wysokim śpiewem w refrenie. Bębniarz trzyma rytm na studni zamiast na hi-hacie, co kojarzy się z Joy Division/New Order, gęsty bas wędruje góra dół, lubi oktawy. Gitary w pogłosach kładą na to cienkie pitu-pitu, akordy są uruchomione dopiero w refrenie. Muzycy sobie nie przeszkadzają, to cenne. Czytałem w serwisie We Are From Poland jako komplement, że tu wszystko jest idealnie na miejscu, „wie się wcześniej, co za chwilę będzie”. Dla mnie to strącenie graniczące z dyskwalifikacją. Taki dość ograny model „Last Journey” łamie doklejone, z innej bajki, ale proste przejście. Otóż po nim pół zwrotki chłopak śpiewa na tle rozjechanej, wciąż niepasującej gitary. Tego momentu warto posłuchać, bo czuć w nim talent i piękną skłonność mogącą się kiedyś, kiedyś przerodzić w znak firmowy.

Później leci „Myself” o patrzeniu na yourself, intensywny, świdrujący gitarą kawałek pod hasłem „taneczna muzyka gitarowa” z klasycznym bitem à la robot. Też ma chwile zamieszania, nie melodycznego, ale rytmicznego – i to na podobnym, końcowym etapie. Chciałbym, żeby takich sztuczek grali więcej.

„1000 jumbo jetów” jest po polsku i o niczym, dzięki czemu umacnia się wrażenie, że Gra Pozorów ogółem polega na czymś podobnym jak fetowane w Polsce w ostatnich latach Muchy. Gra Pozorów wygrywa, bo jej tekst ma ze dwie linijki, więc nie ma się na czym potknąć. Fajnie. Muchy swoje brytyjskie, gitarowe piosenki podbiły skocznymi, parkietowymi rytmami. Śpiewali po polsku i to współgrało z płaczliwą manierą wokalisty. Gra Pozorów unika popadania w podobną manieryczność, ale przez to w rubryce „cechy charakterystyczne” nie można wpisać zbyt wiele. Ale przecież hej, to zespół bez płyty, za to z pomysłami! Na koncertach potrafią rozbujać budę, to słychać. Jeśli będzie płyta i jeśli pomoże im ktoś rozgarnięty, to spokojna czaszka. Tylko, jak pisał Janerka: śmielej!

Tekst pochodzi z miesięcznika „Lampa”, numer 1-2/2010

strona zespołu, myspace

Dodaj komentarz