Gra Pozorów — Gra Pozorów EP (Last Journey)

Posted on 08/03/2010 by

0


Elvis Presley wydał dobre pół wieku temu kom­pi­la­cję „50 000 000 Elvis Fans Can’t Be Wrong”. Bon Jovi sześć lat temu w tytule swo­jej popra­wił wynik na 100 000 000. The Fall w tym samym cza­sie iro­ni­zo­wali, że „50 000 Fall Fans Can’t Be Wrong”. A czwarta czwórka Gry Pozorów ujrzała świa­tło dzienne dzięki finan­so­wemu wspar­ciu 356 użyt­kow­ni­ków ser­wisu Megatotal.pl. To już jest pewien wynik jak na niszową markę. Epkę można kupić na kon­cer­tach, w inter­ne­cie lub w skle­pie Hey Joe na Złotej.

Na płytce są trzy kawałki i remiks. Zestaw otwiera „Last Journey”, nowo­cze­sna bry­tyj­ska pio­senka z mam­ro­czą­cym, neu­ro­tycz­nym, a może nie­śmia­łym woka­lem w zwrotce i otwar­tym, wyso­kim śpie­wem w refre­nie. Bębniarz trzyma rytm na studni zamiast na hi-hacie, co koja­rzy się z Joy Division/New Order, gęsty bas wędruje góra dół, lubi oktawy. Gitary w pogło­sach kładą na to cien­kie pitu-pitu, akordy są uru­cho­mione dopiero w refre­nie. Muzycy sobie nie prze­szka­dzają, to cenne. Czytałem w ser­wi­sie We Are From Poland jako kom­ple­ment, że tu wszystko jest ide­al­nie na miej­scu, „wie się wcze­śniej, co za chwilę będzie”. Dla mnie to strą­ce­nie gra­ni­czące z dys­kwa­li­fi­ka­cją. Taki dość ograny model „Last Journey” łamie dokle­jone, z innej bajki, ale pro­ste przej­ście. Otóż po nim pół zwrotki chło­pak śpiewa na tle roz­je­cha­nej, wciąż nie­pa­su­ją­cej gitary. Tego momentu warto posłu­chać, bo czuć w nim talent i piękną skłon­ność mogącą się kie­dyś, kie­dyś prze­ro­dzić w znak firmowy.

Później leci „Myself” o patrze­niu na your­self, inten­sywny, świdru­jący gitarą kawa­łek pod hasłem „taneczna muzyka gita­rowa” z kla­sycz­nym bitem à la robot. Też ma chwile zamie­sza­nia, nie melo­dycz­nego, ale ryt­micz­nego — i to na podob­nym, koń­co­wym eta­pie. Chciałbym, żeby takich sztu­czek grali więcej.

1000 jumbo jetów” jest po pol­sku i o niczym, dzięki czemu umac­nia się wra­że­nie, że Gra Pozorów ogó­łem polega na czymś podob­nym jak feto­wane w Polsce w ostat­nich latach Muchy. Gra Pozorów wygrywa, bo jej tekst ma ze dwie linijki, więc nie ma się na czym potknąć. Fajnie. Muchy swoje bry­tyj­skie, gita­rowe pio­senki pod­biły skocz­nymi, par­kie­to­wymi ryt­mami. Śpie­wali po pol­sku i to współ­grało z płacz­liwą manierą woka­li­sty. Gra Pozorów unika popa­da­nia w podobną manie­rycz­ność, ale przez to w rubryce „cechy cha­rak­te­ry­styczne” nie można wpi­sać zbyt wiele. Ale prze­cież hej, to zespół bez płyty, za to z pomy­słami! Na kon­cer­tach potra­fią roz­bu­jać budę, to sły­chać. Jeśli będzie płyta i jeśli pomoże im ktoś roz­gar­nięty, to spo­kojna czaszka. Tylko, jak pisał Janerka: śmielej!

Tekst pocho­dzi z mie­sięcz­nika „Lampa”, numer 1–2/2010

strona zespołu, myspace

Posted in: recenzje