Gentleman! — Opowiem ci kilka historii

Posted on 02/07/2010 by

0


Dżentelmen z wykrzyk­ni­kiem nazwę (i nie tylko) ma od Afghan Whigs, zasoby ludz­kie z Trójmiasta, a muzykę czę­sto od Editors i Placebo. Rock, rock, rock, bez dodat­ko­wych określeń.

Na przy­kład otwie­ra­jące płytę „Samoloty” niby „lecą w dół”, w stronę Radiohead, aż tu nagle lądują w oko­li­cach „Chłopca z pla­ste­liny” Lenny Valentino. Pozytywne wra­że­nie robi śpie­wany po pol­sku tekst — roz­pacz­liwe woła­nie „podaj mi dłoń” jakoś nie roz­pala mi wyobraźni, ale reszta gra. Szkoda, że na „Opowiem ci kilka histo­rii” zespół nie zre­zy­gno­wał z angiel­skich tek­stów, jest ich aż pięć na dwa­na­ście utwo­rów i są śpie­wane z sil­nym pol­skim akcen­tem. Liczę tu kower Pat Benatar „Love Is A Battlefield”, który zapa­mię­ta­łem, bo ma naj­cie­kaw­szą melo­dię i bar­dzo pomaga mu jako drugi głos Anna Chyłkowska.

Zespół słusz­nie obie­cuje, że pisa­nie po angiel­sku już się nie powtó­rzy. Część mate­riału jest dość stara, Gentleman! nagrał tu rze­czy z dwóch swo­ich epek i tylko dwie pre­mie­rowe pio­senki („Anna i jej kora­liki”, „Taxi Ride With Robert De Niro”, do tego ww. kower). Nie można było dopi­sać słów po pol­sku? To przy­wią­za­nie do sta­rych, ogra­nych moty­wów — czy cho­dzi o tek­sty, czy o całe pio­senki — nie­zu­peł­nie się sprawdziło.


Gentleman! — Anna I Jej Koraliki — Radio Euro, Studio S4

GENTLEMAN ! | Teledyski w MySpace

Nie zasta­no­wili się więc nad kwe­stiami języ­ko­wymi i zmu­szają do zasta­no­wie­nia się mnie. Sprawa wygląda tak. Polskie tek­sty mają ten atut, że publicz­ność je rozu­mie. Angielskich — nie, ale za to nie­źle brzmią, zagra­nicz­nie. Są kon­se­kwen­cje. Angielskie potrze­bują popraw­nego akcentu woka­li­sty, żeby nie śmie­szyły, a pol­skie zdol­nego autora, który unik­nie gra­fo­ma­nii. Angielskie mogą być o niczym, ale wyma­gają od zespołu dobrych melo­dii i aran­ża­cji, bo pio­senki bez tre­ści słow­nej, opo­wie­ści, poezji nudzą. Polskie powinny być o czymś, ale za to nie muszą być ide­al­nie tech­nicz­nie wyko­nane. W spra­wie „Opowiem ci kilka histo­rii” musia­łem przy­jąć metodę omi­ja­nia angiel­sko­ję­zycz­nych tek­stów, w tych utwo­rach nie udało mi się zna­leźć nic ciekawego.

Gentleman! po pol­sku ma coś do powie­dze­nia, w sło­wach o miej­scach, ludziach, we wspo­mnie­niach („Jaśkowa”) są emo­cje i wie­rzę, że mogą tych dobrych, i jesz­cze lep­szych, tek­stów pisać wię­cej. „Jestem zro­biony z gru­bego szkła / nigdy nie doj­rzysz, co w sobie mam” — śpiewa drugi woka­li­sta Piotr Malach w żwawym „Ego” („ostat­nio sporo o sobie myśla­łem”), a głos ma cie­kawy, chło­pięcy. Pisze, dość melan­cho­lij­nie, także coś takiego: „opo­wiem ci kilka histo­rii, które dobrze znasz / jak dziecko usta zasło­nisz, gdy się będziesz śmiać” i dalej: „Książki sma­kują gorzej, bo wiem, że nie czy­ta­łaś ich / mówi­łaś mi kto zabił zawsze” („Maj albo coś koło tego”). Skojarzenia mi się podo­bają, pasują do muzyki i nawet nie trzeba doda­wać tu mitycz­nego „jak na Polskę”. Głos główny, Michał Toś, śpiewa bar­dziej na poważ­nie, z baje­rami, ale z kolei gorzej pisze. Jego wokal jest czę­sto niski — echa sta­dio­nów, na któ­rych nigdy nie grali The National?

Wszystko to, co Gentleman! poka­zali muzycz­nie, już nie­stety było. Było już tyle razy, i to aku­rat w ostat­nich latach, że naprawdę trudno na tym tere­nie czymś zasko­czyć słu­cha­czy. Nikogo nie pod­nieca oświad­cze­nie, że Editors i Interpol kie­dyś faj­nie grali. Co to ma do Trójmiasta? Za to podzię­ko­wa­nia dla Lechii Gdańsk i Arki Gdynia zara­zem — o, to robi wrażenie!

Recenzja uka­zała się w mie­sięcz­niku „Lampa”, nr 6/2010

strona zespołu, myspace, face­book

Gentleman!

Opowiem ci kilka historii

wyd. Fonografika 2010

Dżentelmen z wykrzyk­ni­kiem nazwę (i nie tylko) ma od Afghan Whigs, zasoby ludz­kie z Trójmiasta, a muzykę czę­sto od Editors i Placebo. Rock, rock, rock, bez dodat­ko­wych okre­śleń. Na przy­kład otwie­ra­jące płytę Samoloty niby lecą w dół, w stronę Radiohead, aż tu nagle lądują w oko­li­cach Chłopca z pla­ste­liny Lenny Valentino. Pozytywne wra­że­nie robi śpie­wany po pol­sku tekst - roz­pacz­liwe woła­nie podaj mi dłoń jakoś nie roz­pala mi wyobraźni, ale reszta gra. Szkoda, że na Opowiem ci kilka histo­rii zespół nie zre­zy­gno­wał z angiel­skich tek­stów, jest ich aż pięć na dwa­na­ście utwo­rów i są śpie­wane z sil­nym pol­skim akcen­tem. Liczę tu kower Pat Benatar Love Is A Battlefield, który zapa­mię­ta­łem, bo ten utwór ma naj­cie­kaw­szą melo­dię i bar­dzo pomaga mu jako drugi głos Anna Chyłkowska. Zespół słusz­nie obie­cuje, że pisa­nie po angiel­sku już się nie powtó­rzy. Część mate­riału jest dość stara, Gentleman! nagrał tu rze­czy z dwóch swo­ich epek i tylko dwie pre­mie­rowe pio­senki (Anna i jej kora­liki, Taxi Ride With Robert De Niro, do tego ww. kower). Nie można było dopi­sać słów po pol­sku? To przy­wią­za­nie do sta­rych, ogra­nych moty­wów - czy cho­dzi o tek­sty, czy o całe pio­senki - nie­zu­peł­nie się sprawdziło.

Nie zasta­no­wili się więc nad kwe­stiami języ­ko­wymi i zmu­szają do zasta­no­wie­nia się mnie. Sprawa wygląda tak. Polskie tek­sty mają ten atut, że publicz­ność je rozu­mie. Angielskich - nie, ale za to nie­źle brzmią, zagra­nicz­nie. Są kon­se­kwen­cje. Angielskie potrze­bują popraw­nego akcentu woka­li­sty, żeby nie śmie­szyły, a pol­skie zdol­nego autora, który unik­nie gra­fo­ma­nii. Angielskie mogą być o niczym, ale wyma­gają od zespołu dobrych melo­dii i aran­ża­cji, bo pio­senki bez tre­ści słow­nej, opo­wie­ści, poezji nudzą. Polskie powinny być o czymś, ale za to nie muszą być ide­al­nie tech­nicz­nie wyko­nane. W spra­wie Opowiem ci kilka histo­rii musia­łem przy­jąć metodę omi­ja­nia angiel­sko­ję­zycz­nych tek­stów, w tych utwo­rach nie udało mi się zna­leźć nic cie­ka­wego. Gentleman! po pol­sku ma coś do powie­dze­nia, w sło­wach o miej­scach, ludziach, we wspo­mnie­niach (Jaśkowa) są emo­cje i wie­rzę, że mogą tych dobrych, i jesz­cze lep­szych, tek­stów pisać wię­cej. Jestem zro­biony z gru­bego szkła / nigdy nie doj­rzysz, co w sobie mam - śpiewa drugi woka­li­sta Piotr Malach w żwawym Ego (ostat­nio sporo o sobie myśla­łem), a głos ma cie­kawy, chło­pięcy. Pisze, dość melan­cho­lij­nie, także coś takiego: opo­wiem ci kilka histo­rii, które dobrze znasz / jak dziecko usta zasło­nisz, gdy się będziesz śmiać i dalej: Książki sma­kują gorzej, bo wiem, że nie czy­ta­łaś ich / mówi­łaś mi kto zabił zawsze (Maj albo coś koło tego). Skojarzenia mi się podo­bają, pasują do muzyki i w dodatku nie trzeba doda­wać tu mitycz­nego „jak na Polskę”. Głos główny, Michał Toś, śpiewa bar­dziej na poważ­nie, z baje­rami, ale z kolei gorzej pisze. Jego wokal jest czę­sto niski - echa sta­dio­nów, na któ­rych nigdy nie grali The National?

Wszystko to, co Gentleman! poka­zali muzycz­nie, już nie­stety było. Było już tyle razy, i to aku­rat w ostat­nich latach, że naprawdę trudno na tym tere­nie czymś zasko­czyć słu­cha­czy. Nikogo nie pod­nieca oświad­cze­nie, że Editors i Interpol kie­dyś faj­nie grali. Co to ma do Trójmiasta? Za to podzię­ko­wa­nia dla Lechii Gdańsk i Arki Gdynia zara­zem - o, to robi wrażenie!

Jacek Świą­der

Gentleman!

Opowiem ci kilka historii

Dżentelmen z wykrzyk­ni­kiem nazwę (i nie tylko) ma od Afghan Whigs, zasoby ludz­kie z Trójmiasta, a muzykę czę­sto od Editors i Placebo. Rock, rock, rock, bez dodat­ko­wych okre­śleń. Na przy­kład otwie­ra­jące płytę ”Samoloty” niby ”lecą w dół”, w stronę Radiohead, aż tu nagle lądują w oko­li­cach ”Chłopca z pla­ste­liny” Lenny Valentino. Pozytywne wra­że­nie robi śpie­wany po pol­sku tekst — roz­pacz­liwe woła­nie ”podaj mi dłoń” jakoś nie roz­pala mi wyobraźni, ale reszta gra. Szkoda, że na ”Opowiem ci kilka histo­rii” zespół nie zre­zy­gno­wał z angiel­skich tek­stów, jest ich aż pięć na dwa­na­ście utwo­rów i są śpie­wane z sil­nym pol­skim akcen­tem. Liczę tu kower Pat Benatar ”Love Is A Battlefield”, który zapa­mię­ta­łem, bo ten utwór ma naj­cie­kaw­szą melo­dię i bar­dzo pomaga mu jako drugi głos Anna Chyłkowska. Zespół słusz­nie obie­cuje, że pisa­nie po angiel­sku już się nie powtó­rzy. Część mate­riału jest dość stara, Gentleman! nagrał tu rze­czy z dwóch swo­ich epek i tylko dwie pre­mie­rowe pio­senki (”Anna i jej kora­liki”, ”Taxi Ride With Robert De Niro”, do tego ww. kower). Nie można było dopi­sać słów po pol­sku? To przy­wią­za­nie do sta­rych, ogra­nych moty­wów — czy cho­dzi o tek­sty, czy o całe pio­senki — nie­zu­peł­nie się sprawdziło.

Nie zasta­no­wili się więc nad kwe­stiami języ­ko­wymi i zmu­szają do zasta­no­wie­nia się mnie. Sprawa wygląda tak. Polskie tek­sty mają ten atut, że publicz­ność je rozu­mie. Angielskich — nie, ale za to nie­źle brzmią, zagra­nicz­nie. Są kon­se­kwen­cje. Angielskie potrze­bują popraw­nego akcentu woka­li­sty, żeby nie śmie­szyły, a pol­skie zdol­nego autora, który unik­nie gra­fo­ma­nii. Angielskie mogą być o niczym, ale wyma­gają od zespołu dobrych melo­dii i aran­ża­cji, bo pio­senki bez tre­ści słow­nej, opo­wie­ści, poezji nudzą. Polskie powinny być o czymś, ale za to nie muszą być ide­al­nie tech­nicz­nie wyko­nane. W spra­wie ”Opowiem ci kilka histo­rii” musia­łem przy­jąć metodę omi­ja­nia angiel­sko­ję­zycz­nych tek­stów, w tych utwo­rach nie udało mi się zna­leźć nic cie­ka­wego. Gentleman! po pol­sku ma coś do powie­dze­nia, w sło­wach o miej­scach, ludziach, we wspo­mnie­niach (”Jaśkowa”) są emo­cje i wie­rzę, że mogą tych dobrych, i jesz­cze lep­szych, tek­stów pisać wię­cej. ”Jestem zro­biony z gru­bego szkła / nigdy nie doj­rzysz, co w sobie mam” — śpiewa drugi woka­li­sta Piotr Malach w żwawym ”Ego” (”ostat­nio sporo o sobie myśla­łem”), a głos ma cie­kawy, chło­pięcy. Pisze, dość melan­cho­lij­nie, także coś takiego: ”opo­wiem ci kilka histo­rii, które dobrze znasz / jak dziecko usta zasło­nisz, gdy się będziesz śmiać” i dalej: ”Książki sma­kują gorzej, bo wiem, że nie czy­ta­łaś ich / mówi­łaś mi kto zabił zawsze” (”Maj albo coś koło tego”). Skojarzenia mi się podo­bają, pasują do muzyki i w dodatku nie trzeba doda­wać tu mitycz­nego „jak na Polskę”. Głos główny, Michał Toś, śpiewa bar­dziej na poważ­nie, z baje­rami, ale z kolei gorzej pisze. Jego wokal jest czę­sto niski — echa sta­dio­nów, na któ­rych nigdy nie grali The National?

Wszystko to, co Gentleman! poka­zali muzycz­nie, już nie­stety było. Było już tyle razy, i to aku­rat w ostat­nich latach, że naprawdę trudno na tym tere­nie czymś zasko­czyć słu­cha­czy. Nikogo nie pod­nieca oświad­cze­nie, że Editors i Interpol kie­dyś faj­nie grali. Co to ma do Trójmiasta? Za to podzię­ko­wa­nia dla Lechii Gdańsk i Arki Gdynia zara­zem — o, to robi wrażenie!

Posted in: recenzje