California Stories Uncovered — Confabulations

Posted on 04/03/2010 by

2


Oto następny gita­rowy pol­ski zespół śpie­wa­jący po angiel­sku. Jeśli cho­dzi o wybór Stany — Wyspy, California Stories Uncovered wolą Brytanię. Nie grają na gita­rach wier­tar­kami. Ściana dźwięku jest roz­chwiana, roz­po­gło­so­wana, wokal przy­mglony. Trochę środkowo-późne The Cure (wokal, gęstość), ślady Sigur Ros (baj­ko­wość, momen­tami). Mogwai nie.

Prawdopodobnie California Stories Uncovered zostali ochrzczeni bli­sko para­fii Hatifnats. Zdarzają się kawałki podobne do Myslovitz (mnó­stwo gitar i kla­wi­sze na dokładkę). Wokal jest raczej wysoki, deli­katny, ledwo się prze­bija zza przy­jem­nie ukła­da­ją­cych się w kolejne war­stwy gitar, ale wkładka pomaga roze­znać się w tek­stach. Jest potrzebny ratu­nek, za dużo uda­wa­nia, odczu­wa­nie za mocno, oczy­wi­ście miłość, poro­zu­mie­nie i brak, izo­la­cja, a poza tym fuck it any­way. Czyli w nor­mie. Napisane tak, że nie ma obciachu.

Muzycznie CSU lepiej wypa­dają w żwawych pio­sen­kach, ale rów­nież te potra­fią długo roz­wi­jać. Moim zda­niem tro­chę za długo, bo pra­wie godzinna płyta to za dużo — dzieje się mnó­stwo i naraz, ale czy jest ku temu przy­czyna? Znaczy czy uza­sad­niony jest nawał środ­ków. Dla mnie to jest za inten­sywne, może jestem stary — dla mnie dys­cy­plina to pod­stawa nie tylko wycho­wa­nia. Łuka­szowi Kuśmierzowi podo­bało się bar­dzo. Czytałem pre­ten­sje, że lepiej zespo­łowi szło za cza­sów postrocka, bez wokalu. Mogło tak być, ale w obec­nej indie-nie-wiadomo-co for­mule Ankowerdzi radzą sobie co naj­mniej nie­źle. Teraz trzeba się czymś wyra­zi­stym wyróż­nić, z bogac­twa pomy­słów wybrać naj­lep­sze i je wymasterować.

strona zespołu, myspace

Posted in: krótko, recenzje