Belle & Sebastian — Write About Love

Posted on 13/01/2011 by

0


Przyjeżdżają wresz­cie do Polski — to była wia­do­mość doda­jąca ducha w te zimowe mie­siące. Zespół z Glasgow przez kil­ka­na­ście lat dzia­łal­no­ści zyskał w Polsce masę wiel­bi­cieli. Czym? Muzyką i tek­stami, które wołały: lata 60. rzą­dzą! Czy ktoś to jesz­cze kupuje? Stawiam na to, że na kon­cer­cie zoba­czymy naj­wię­cej mło­dzieży w wieku 30–40.

Banda Stuarta Murdocha żyje ze śpie­wa­nia o fil­mach i książ­kach sprzed pół wieku. Może raczej ze „śpie­wa­nia nimi”, powi­nie­nem zazna­czyć. Żyje z eks­plo­ato­wa­nia mitu ludzi miesz­ka­ją­cych raczej w świe­cie lite­ra­tury, wśród jej postaci, niż na dżdży­stych i mgli­stych uli­cach Glasgow, wśród pie­go­wa­tych dziew­cząt i pucu­ło­wa­tych chłop­ców („I’m Not Living In The Real World”). Taka hip­ster­ska kapela, że aż wstyd im powinno być. A pro­pos wstydu — okładka „Write About Love” do złu­dze­nia jest podobna do okładki ich sin­gla sprzed 14 lat.

Bajki opo­wia­dane gło­sem Stuarta Murdocha i innych to smętne histo­rie intro­wer­tycz­nych oku­lar­ni­ków. Mniej liczne, ale bar­dzo cie­kawe były sytu­acje, gdy oku­lar­nicy z tru­dem, gorącz­kowo wią­zali buty i bie­gli gdzieś, by zmie­nić swoje życie lub (zwłasz­cza) wcho­dzili na par­kiet. W tej ostat­niej dzie­dzi­nie Belle & Sebastian zbli­żali się nawet do lat 70. (teraz od biedy „I Want The World To Stop”, daw­niej np. „Stay Loose”). Mentalnie jed­nak The Smiths jak żywi, z uwzględ­nie­niem tej 10-letniej prze­rwy mię­dzy tam­tych koń­cem a tych star­tem. Melancholijny zespół nie bez poczu­cia humoru.

Na nowej pły­cie Belle & Sebastian dłu­gimi frag­men­tami grają strasz­nie wolno („Calculating Bimbo”, „Little Lou, Ugly Jack, Prophet John”, „Read The Blessed Pages”). Może przez to błysz­czą wyjątki — raźna pio­senka tytu­łowa, świet­nie brzmiące, wspa­niale roz­wi­ja­jące się „I Didn’t See It Coming” i wspo­mniane „I Want The World To Stop” ze świetną linią basu. Jednak coraz mniej w B&S daw­nej zacię­to­ści, żywio­ło­wo­ści. Oby na war­szaw­skim kon­cer­cie zechcieli wystą­pić z prze­kro­jo­wym reper­tu­arem. W nowych pio­sen­kach szli­fują umie­jęt­no­ści aran­ża­cyjne, to swoje sprawne gra­nie dopro­wa­dzają do per­fek­cji, słodko-gorzki prze­kaz rów­nież. Z poko­le­nia, które ceniło za to Belle & Sebastian, w pol­skich klu­bach bez wstydu poka­zują się już tylko naj­młodsi, circa 28–32-letni. Reszta albo pia­stuje dzieci, albo do reszty ześwi­ro­wała, pogrą­ża­jąc się w samot­no­ści i paranoi.

Mamy więc sprawę z nauczy­cie­lami śpie­wa­ją­cymi o szkole, zda­rza się, ale bar­dziej wia­ry­godni byli jako led­wie dok­to­ranci niż pro­fe­so­rzy, któ­rymi są teraz. Pastelowe pio­senki Szkotów nabie­rają smaku dopra­wione ero­tyką („Come On Sister”), nawet jeśli to ero­tyka lice­alna. Zawsze, w tych szkol­nych pio­sen­kach też, wię­cej jest o tym, co mogłoby być, ale się nie zda­rzyło, i co było, ale przez upływ czasu wspo­mnie­nie zostało przy­mglone i prze­krę­cone. Pomysł banal­nie pro­sty, dosto­so­wa­nie słów do muzyki, wolno wszystko, bo nic nie jest praw­dziwe. Dystans do naj­waż­niej­szych w życiu prze­żyć powstaje przez odda­le­nie, iro­nię, zrzu­ce­nie odpo­wie­dzial­no­ści za swoje czyny na niedojrzałość.

Belle & Sebastian na wszystko patrzą przez upływ czasu i uczest­nic­two w kul­tu­rze, nakła­dają te fil­try na zwy­kłe pio­sen­kowe histo­rie. Zostają one znie­kształ­cone, zamknięte w obej­rza­nych sce­na­riu­szach, prze­czy­ta­nych fabu­łach — upodob­nione do fil­mów i ksią­żek. Morrissey śpie­wał „there’s more to life than books, you know, but not much more”. Stuart Murdoch? „The only fre­edom that you’ll ever really know is writ­ten in books from long ago”. „Write About Love” jest więc potrawą dla sen­ty­men­tal­nych i/lub fanów kunsz­to­wa­nia aran­ża­cyj­nego. Na zacho­dzie bez zmian.

strona zespołu, myspace

Posted in: recenzje