Arcade Fire, Afrojax i żadnej BB

Posted on 24/06/2011 by

2


Słuchałem sta­rych płyt Arcade Fire — rze­czy­wi­ście ta trze­cia jest dobra. Pierwsze dwie śred­nio. Sporo smę­ce­nia, wczu­wa­nia się za mocno. Właściwie chęt­nie zasta­no­wił­bym się jesz­cze raz, czy iść na naj­droż­szy poje­dyn­czy kon­cert, jaki pamię­tam. Przecież to na pewno da się usły­szeć w sieci, będzie tłum odpi­co­wa­nych nasto­la­tek, trudno się będzie prze­pchnąć do przodu etc. Z tym że już nie mogę się zasta­no­wić, mam wydru­ko­wany bilet. Cóż, towa­rzy­stwo będę miał dobre i zaja­rane, tyle dobrego.

Gulda pisze, że to naj­lep­szy kon­cer­towy zespół świata, że w tym roku nikogo lep­szego nie da się obej­rzeć. On lubi uży­wać dużych słów, więc pozo­staję nie­ufny. Z tych trzech płyt, owszem, uło­żył­bym dobry zestaw na dzi­siej­szy wie­czór, ale czy pań­stwo z Kanady ułożą coś podob­nego? Oby. Oby nikt nie miał gorączki. W środę nie byłem na Nomeansno, a we wto­rek byłem na Afro Kolektywie, pierw­szy raz. O kon­cer­cie dowie­dzia­łem się parę godzin wcze­śniej, przy­pad­kiem. Tak jak Arcade Fire nagrali trzy płyty i trze­cia wymiata, w dro­dze jest czwarta. Na szczę­ście dużo było sta­rego mate­riału, w tym hity sprzed tych dzie­się­ciu już lat: ”Seksualna cze­ko­lada”, ”Karl Malone”, ”Bełgot obo­wią­zuje w tej chwili”. Krótko mówiąc, niech się Arcade Fire uczy ukła­dać setli­sty od chło­pa­ków z Warszawy. Czekaliśmy do końca, ale zabra­kło ”Trenera Szewczyka”. Niestety, Duże Pe wystą­pił wyłącz­nie w roli ludo­żerki pod sceną. Też mu się podo­bało wszystko. Na Torwarze chyba się nie zobaczymy.