Alians — Egzystencjalna rzeźnia

Posted on 01/10/2010 by

1


Umiejętność wra­ca­nia z zaświa­tów jest w naszej kul­tu­rze bar­dzo wysoko ceniona. Z dłu­go­wiecz­no­ścią zespo­łów jest zgoła odwrot­nie — kla­syczne jest zda­nie, że Kazik, T.Love czy nawet Ścianka albo Starzy Singers skoń­czyli się na „Kill’em All”. Nie ina­czej jest z Aliansem, który 20-lecie ist­nie­nia uczcił płytą nagraną po sied­miu latach prze­rwy. Jak po każ­dym wcze­śniej­szym albu­mie zespół z wielu stron usły­szał, że naprawdę zaje­bi­ście to grał na pierw­szej kasecie.

Po prze­cięt­nej, mało bły­sko­tli­wej „Pełni” Alians wraca z kil­koma nie­złymi melo­diami. Pierwszy z brzegu „Oni zmie­nią nasze życie w pie­kło” — paste­lowy kla­wisz i płynna, zdy­scy­pli­no­wana gra sek­cji dętej to znaki roz­po­znaw­cze „środ­ko­wego” Aliansu z jego cha­rak­terną moto­ryką. Niepokoi tylko wyco­fany akor­deon, który daw­niej był fun­da­men­tem aran­ża­cji pilan, podob­nie jak ele­menty folku. W latach 90. dorzu­ce­niem do punk rocka akor­de­onu i fol­ko­wej prze­kory Alians wyprze­dził „Styropian” Pidżamy Porno. Teraz wygląda na to, że role się odwró­ciły — nie­które pio­senki Aliansu idą ścieżką wydep­taną przez Grabaża i Strachy na Lachy. To nie tylko kwe­stia spo­sobu śpie­wa­nia i barwy głosu Kaziego, które od lat koja­rzą się z KGG. Także poetyka: „Urodziłem się w dziw­nym kraju, który dziś nie należy już do mnie” („Generacja”). Gdy do tego doło­żyć muzykę, podo­bień­stwo jest uderzające.

Mocnym punk­tem płyty jest też sin­giel (sprzed trzech lat) „Nielegalni”. Zagrany z ner­wem kara­ib­ski rytm (salsa?), nastrój ponu­rego roz­li­cze­nia ze sobą („tro­chę świa­tła — dzieło przy­padku”) i swoim poko­le­niem. Autor tek­stu sytu­uje sie­bie jako out­si­dera, odrzu­co­nego mędrca, który już tylko prze­strzega młod­szych, jest rzecz­ni­kiem tole­ran­cji, rów­no­ści, ludz­kiego prawa do sta­no­wie­nia o sobie itp. zanie­dba­nych ide­ałów. Oni to wygry­wają naprawdę świet­nie, tak samo jak inny laty­no­ski kawa­łek — „Poeta”. Tak się szczę­śli­wie zło­żyło, że cie­kaw­sze muzycz­nie rze­czy są bar­dzo dopra­co­wane tek­stowo. Do tych moc­nych punk­tów dorzu­cam jesz­cze jasne „Nie mam nic do powie­dze­nia” — zagrane jak „Washington Bullets” Clashów, mniej poli­tyczne, a bar­dziej przekorne.

Zaczęli od gwał­tow­nego, źle nagra­nego kase­to­wego punk rocka, jak Pidżama Porno i setki innych grup, które prze­szły do legendy z oka­zji tego, że się roz­pa­dły zaraz po nagra­niu kilku pio­se­nek. Z bie­giem lat łago­dzili i dopiesz­czali brzmie­nie, poja­wiały się ele­menty ska, dubu, coraz wię­cej rege, eks­plo­ro­wali Jamajkę, się­ga­jąc do lat 70., 60. Najlepiej było to widać na „Równych pra­wach” z 2000 roku, gdzie kilka ostrych, gita­ro­wych nume­rów (nie­złych!) roz­ta­piało w nawał­nicy prze­róż­nych jamaj­skich brzmień. Kowerowali na tam­tej pły­cie The Clash i Petera Tosha, a także — tak jak dziś — samych sie­bie („Nic do stra­ce­nia”). Już wtedy jed­nak — jak Grabaż z Pidżamą — byli odsą­dzani od pun­ko­wej czci i anar­chi­stycz­nej wiary jako „zdrajcy ideałów”.

Na dowód, że Alians 2010 to nie Alians 1994, na „Egzystencjalnej rzeźni” zespół umie­ścił utwór „Zosia na wrot­kach” z wcze­snej płyty „Gavroche”. Żeby poka­zać, że punk rock w 2010 roku polega na czym innym niż 20 lat wcze­śniej. Co jed­nak z tego wycho­dzi? W pio­sence zostało nie­wiele Aliansu, za to występ nawi­ja­czy rodem z reg­gae hip-hopu XXI wieku nie­wiele różni się od potopu takich pro­duk­cji, w któ­rych tonie pol­ska scena. Raczej pudło. Brak pro­por­cji — pół zwrotki nawijki w „Nielegalnych” jest w sam raz. „Zosia na wrot­kach” jest nudna.

Widziałem kon­cert jesie­nią 2007 na Brylfeście. Nie brzmieli wtedy świet­nie. Publiczności w Stodole było nie­wiele i ener­gia mię­dzy sceną a widow­nią nie­stety nie zadzia­łała. W „Egzystencjalnej rzeźni” sły­szę zwyżkę formy i zara­zem poten­cjał robie­nia jesz­cze lep­szych rze­czy. Fajnie, że ten zespół ist­nieje i ma nowe rejony zain­te­re­so­wań. Nowa płyta Aliansu muzycz­nie jest cie­pła i buja­jąca, nie ma w niej tego wyrzutu wście­kło­ści wprost, zna­nego z wcze­snych nagrań. Język wciąż jest gorzki, autor miota się mię­dzy nadzieją a zgorzk­nie­niem, żeby w końcu stwier­dzić: „po to jesteś poetą, żeby pozbyć się złu­dzeń” („Poeta”). Otóż wła­śnie. Czekam na płytę bez złu­dzeń, „od samego początku do samego końca”.

strona zespołu, myspace, wywiad o pły­cie z Kazim

Tagged: , ,
Posted in: recenzje