52um — Superego

Posted on 06/06/2010 by

0


Warszawsko-sosnowiecki 52um na eta­pie pierw­szej płyty był dla mnie sym­bo­lem D.I.Y., raczej przed­się­wzię­ciem czy wyzwa­niem rzu­co­nym światu, niż zespo­łem muzycz­nym. Wtedy w ten pro­jekt zaan­ga­żo­wało się kil­ka­dzie­siąt osób. Debiutanckie wydaw­nic­two skła­dało się z wła­ści­wej płyty, ze świet­nych remik­sów i, na deser, z DVD peł­nego dość cięż­kich fil­mów do tej muzyki.

Antysystemowość wycho­dziła poza sferę słowną, pole­gała na wyda­niu i dys­try­bu­cji tego — nazwijmy to po imie­niu — pro­duktu bez pomocy wyspe­cja­li­zo­wa­nych firm. Przy sprze­daży wysył­ko­wej oka­zało się, że moż­liwa jest tylko płat­ność za pobra­niem, bo zespół nie zna cze­goś takiego jak konto ban­kowe. Muzyka 52umu była eklek­tyczna, od punk rocka do dubu i cięż­kich, che­micz­nych transów, ale to nie ona decy­do­wała o donio­sło­ści zespołu (wyda­rze­nia, zja­wi­ska, pro­jektu...). Wydawnictwo sprzed dwóch lat było war­to­ścio­wym, pięk­nym, roman­tycz­nym gestem. Jego treść nie była tak istotna jak to, że wresz­cie ten gest ktoś wyko­nał. Nie oglą­dali się na nikogo.

To, co nagrali, było prze­wod­ni­kiem po zbun­to­wa­nej muzyce prze­łomu wie­ków. Muzyka i zespół był jed­nak tylko czę­ścią, moim zda­niem nie naj­waż­niej­szą, zestawu pod tytu­łem: co to jest bunt, co to jest sztuka życia obok sys­temu i poza nim, ale na wła­snych zasa­dach. Przekaz bar­dzo huma­ni­styczny, ide­ali­styczny, wol­no­ściowy, indy­wi­du­alny. Teraz uka­zał się sequel przy­gód Brylewskiego i Januszka w spo­łe­czeń­stwie kon­sump­cyj­nym. Już bez Pawła Bogocza. To, że mam zachwa­lać publicz­no­ści nowe pio­senki, nie uła­twia mi zada­nia, bo 52um, powta­rzam, nie polega na samych piosenkach.

Konrad Januszek wciąż nie ma głosu, śpiewa nie­wy­raź­nie, sen­nie. Robert Brylewski już dawno wyco­fał się z eks­pe­ry­men­tal­nej ścieżki, bli­żej mu do ostat­niej płyty Izraela „Dża ludzie”, bar­dzo kon­ser­wa­tyw­nej w stylu, niż do kla­sycz­nych, pory­wa­ją­cych „Duchowej rewo­lu­cji” czy „1991” sprzed 20 lat. Porównania nowego 52umu do legen­dar­nego Falarka (połowa lat 90.) wydają mi się mocno prze­sa­dzone. „Superego” to nie taki walec, sporo bra­kuje nawet do miana wal­czyku. Są tu raczej tra­dy­cyjne rytmy, jest cha­rak­te­ry­styczna, luźna, kostro­pata gitara R.B. i cie­kawe par­tie kla­wi­szowca Wojciecha Konikiewicza, ale jak na te nazwi­ska zaska­kuje pio­sen­ko­wość utwo­rów z „Superego” („W jasność dnia”, „Struny”). Bardzo kon­ser­wa­tyw­nie – zwrotka, refren, przej­ście – usta­wione numery ujaw­niają pod war­stwą brudu cał­kiem zgrabne melo­die (roz­mem­łane, roz­czu­la­jące „Kwiaty” z dobrą robotą Pawła Stawarza na wibra­fo­nie; naj­bar­dziej falar­kow­ska „Gwiazda”). Te pio­sen­kowe, anty­agre­sywne rze­czy koja­rzą się z muzyką drogi. Może nie­ko­niecz­nie od razu w oce­any i do gwiazd, ale tak jak śpiewa Januszek, z zawodu lekarz, „do wnę­trza czło­wieka” („Schody”). Też nieźle.

Tytułem zespół leci w psy­cho­ana­lizę, a okładką w kosmos. Co w tek­stach? Podejrzliwe szu­ka­nie wro­gów: „kto chce zabić naszą wraż­li­wość / znie­czu­lić na zło” („Ego”), co cie­kawe, koń­czy się zna­le­zie­niem błędu w sobie: „czło­wieku zły, wyjdź ze mnie”. Trudno mi się zde­cy­do­wać, czy prze­waża tu inspi­ra­cja nar­ko­ty­kami, chrze­ści­jań­stwem, czy nie­za­po­mnia­nym, jak widać, Freudem. Nie brak roz­my­ślań i poszu­ki­wań – „ściga nas jedna myśl / co zmie­nia świat w jedną nić” („Granice”). Dużo jest mora­li­zo­wa­nia – „sumie­nie, jedyna broń czło­wieka” („Schody”), mowa o samot­no­ści, nie­przy­sto­so­wa­niu – „jesteś teraz w mie­ście i nie ma tu nikogo (...) nie masz prawa błą­dzić tu” (okrut­nie smętny, roz­pacz­liwy „Mały wojow­nik”), cha­osie codzien­no­ści („Struny”). Z więk­szo­ści tek­stów wyła­nia się nie­we­soły obraz świata i sytu­acji czło­wieka w tym świe­cie. A według słów Januszka ta płyta ma „dodać nam wszyst­kim otu­chy”... Jak śpie­wał Grabaż, strze­laj lub emi­gruj, i tyle tego optymizmu.

Solidna pol­ska muzyka alter­na­tywna. Jeden odczyta te słowa jako obe­lgę, inny jako pochwałę. Nie ma zasko­cze­nia, nie ma obja­wie­nia. No ale z ręką na sercu — kto się spo­dzie­wał rewolucji?

strona zespołu, myspace (tu płyta do prze­słu­cha­nia w całości)

Recenzja pocho­dzi ze strony Polskiego Radia

Tagged: , ,
Posted in: recenzje