Menu Zamknij

Tag: 2009

Blade Loki – Torpedo los!!!

To oni jesz­cze gra­ją? Płyty nagry­wa­ją? Blade Loki wyświe­tli­ły się w poło­wie lat 90., śpie­wa­jąc zalot­ny utwór o tym, że „mło­dzież ole­wa Front Narodowy”. Strasznie daw­no. Wtedy jesz­cze wstaw­ki mię­dzy kawał­ka­mi śmie­szy­ły. Co się sta­ło z dziew­czy­na­mi, co Grabaża kocha­ły, czar­ne T‑shirty mia­ły, na pamięć zna­ły „Tatę Kazika”? Łza się im w oku zakrę­ci nad naj­now­szą pro­po­zy­cją wro­cław­skiej eki­py, czy raczej przej­dą na dru­gą stro­nę uli­cy?

Metro Station – Metro Station

Metro Station wyda­li swój self titled debiut już dwa lata temu. Teraz, pół roku po Wal-Mart Edition, przy­szedł czas na euro­pej­skie wyda­nie ich pły­ty. Niestety, w porów­na­niu z super­mar­ke­to­wą edy­cją ame­ry­kań­ską euro­pej­scy słu­cha­cze zosta­li pozba­wie­ni jed­ne­go utwo­ru bonu­so­we­go. Ubytek, jak sobie wyobra­żam, nie­wiel­ki, bo pły­ta z grub­sza brzmi jak jeden kawa­łek i wła­ści­wie trud­no napi­sać o niej coś wię­cej ponad to, że jest nud­na. Plusem jest to, że trwa wszyst­kie­go 40 minut. Prawie jak Pixies...

Kobiety – 3 City Big Beat (DVD)

Dziesięciolecie zespo­łu Kobiety uczczo­ne zosta­ło jubi­le­uszo­wym kon­cer­tem jesie­nią 2008 i wyda­niem DVD z tego wystę­pu. Zespół Grzegorza Nawrockiego gra pop, ma bar­dzo dobre melo­die i nie­ba­nal­ne tek­sty, jego ostat­nia pły­ta „Amnestia” ma opi­nię naj­le­piej wypro­du­ko­wa­ne­go pol­skie­go albu­mu od wie­lu lat. Tak dobrze jest od począt­ku Kobiet – od prze­bo­ju „Marcello”, pierw­szej i ostat­niej pio­sen­ki w kata­lo­gu zespo­łu, któ­ra była napraw­dę czę­sto pusz­cza­na w radiu. Dlaczego więc swo­je świę­to Kobiety obcho­dzi­ły w klu­bie Żak, a nie na jakimś gdań­skim sta­dio­nie, nie na molo w Sopocie, nie na Wembley?

Muse – The Resistance

Muse cie­szy się opi­nią świet­ne­go zespo­łu kon­cer­to­we­go. Bez pro­ble­mu kil­ka razy z rzę­du zapeł­nia Wembley. To jesz­cze o niczym nie świad­czy, bo w Polsce – jądrze muzy­ki pop – zespół Matthew Bellamy’ego ma kiep­ską pra­sę. Wokalista śred­nio spraw­nie rżnie Thoma Yorke’a z Radiohead oraz śp. Jeffa Buckleya, jego cha­rak­te­ry­stycz­ny fal­set raczej draż­ni, niż zachwy­ca, a muzy­ka zespo­łu to paw rzu­co­ny po spo­ży­ciu kok­taj­lu z bry­tyj­skie­go roc­ka ostat­nich 20 lat. Muse pozu­ją na arty­stów i krad­ną czas ante­no­wy lep­szym od sie­bie, ale nie tak popu­lar­nym zespo­łom. Taka panu­je opi­nia.