Menu Zamknij

Pustki – Kalambury

Kryzys tek­sto­wy w pol­skiej pio­sen­ce? Można wziąć sło­wa napi­sa­ne przez kogoś, kto się na tym zna. Pustki do swo­jej muzy­ki dobra­ły wier­sze pol­skich poetów, sprzed wie­ku lub pół, a od sie­bie dorzu­ci­ły tyl­ko „Nieodwagę” z tek­stem koja­rzą­cym się ze „Strzeż się tych miejsc” Janerki. Część pio­se­nek jest już zna­na ze skła­da­nek „Broniewski”, „Wyspiański wyzwa­la”, „Gajcy”. Na nich wśród innych wyko­naw­ców Pustki wyróż­nia­ły się tym, że odda­wa­ły kli­mat „zada­nej” poezji, a zara­zem ukła­da­ły do niej muzy­kę bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ną, od razu roz­po­zna­wal­ną, wia­ry­god­ną. Za każ­dym razem inną.

Happysad – Mów mi dobrze

Zespół muzy­ki mło­dzie­żo­wej Happysad po nie­dłu­gim cza­sie od wyda­nia kon­cer­to­we­go DVD przy­po­mi­na się pre­mie­ro­wym mate­ria­łem. W tym momen­cie Wojewódzki mówi: „Jestem na nie!” i wycho­dzi, dys­ko­te­ko­wa Chylińska ze wsty­dem spusz­cza oczy, a Foremniak zachę­ca: „Prosimy bardzo”.

Pearl Jam – Backspacer

Starzy już muzy­cy powie­dzie­li sobie chy­ba: zagraj­my tro­chę muzy­ki. Na dzie­wią­tej ich pły­cie zwra­ca uwa­gę roc­ko­wa świe­żość, zadzior­ność, pozy­tyw. Żadnej pre­sji, ciśnie­nia, są tu kawał­ki wydzier­ga­ne tak jak trze­ba, z tego co trzeba.

Yo La Tengo – Popular Songs

Niczego nie jest za dużo – a jak jest, to moż­na łatwo pomi­nąć, bo na koń­cu. Cała pły­ta brzmi jak audy­cja ame­ry­kań­skie­go radia z lat 70., na szczę­ście krą­ży nad tą audy­cją duch zaba­wy. Oblicze Yo La Tengo jest jasne, pogod­ne... a nie­bo jest przy tym niebieskie.

Camera Obscura – My Maudlin Career

Talent do zaba­wy w kon­wen­cje (być może nale­ży napi­sać: w kon­wen­cję) to cen­na rzecz i nale­ży go pogra­tu­lo­wać zespo­ło­wi. Granie to tak­że zaba­wa. Gdzie jed­nak podzia­ła się umie­jęt­ność pisa­nia chwy­tli­wych nume­rów, któ­re nie chcą wyjść z głowy?

Off Festival 2009, 6–9 sierpnia, Mysłowice (edycja 4.)

Pierwszego dnia nie dotar­łem na festi­wal, wca­le nie dla­te­go, żebym był na U2. Drugiego, trze­cie­go i czwar­te­go widzia­łem mnó­stwo kon­cer­tów, sta­ra­łem się jed­nak omi­jać rze­czy dobrze mi zna­ne i czę­sto widzia­ne na kon­cer­tach w Warszawie, stra­ci­li na tym m.in. Janerka, Pustki, Komety, Armia, czy­li wyko­naw­cy czę­sto wymie­nia­ni przez oglą­da­ją­cych festi­wal jako tzw. magne­sy. Widziałem ich po kil­ka-kil­ka­na­ście minut lub wca­le. Wszystkie spo­strze­że­nia gru­pu­ję w kolej­no­ści alfabetycznej.