Menu Zamknij

Autor: Jacek Świąder

Polskie płyty 2000–2009 (wstęp)

Redaktor Dunin-Wąsowicz do stycz­nio­wo-luto­wej „Lampy” kazał wybrać dzie­sięć płyt na minio­ne dzie­się­cio­le­cie. Uznałem zada­nie za trud­ne, bo tych płyt było prze­cież od 2000 całe mnó­stwo, nawet jeśli odjąć wszyst­kie te, któ­rych nie sły­sza­łem. Redakcja szy­ku­je pod­su­mo­wa­nie lat zero­wych bie­żą­ce­go wie­ku, więc kolej­ność, punk­ta­cja, kom­pro­mi­sy, obro­na meto­dą „każ­dy swe­go”... Chodzi wyłącz­nie o pły­ty kra­jo­we, któ­ry to dział jest moim ulu­bio­nym, więc obja­śnię tutaj swo­je typy.

Mum – Sing Along To Songs You Don’t Know

W sta­rej Polsce niby zima stu­le­cia lub wię­cej, ale mróz na szy­bach prze­ter­mi­no­wa­nych ika­ru­sów nie jest cza­ro­dziej­ski. Jest syf­ny jak sto pięć­dzie­siąt. Śnieg islandz­ki – inna roz­mo­wa – czyst­szy, lód bar­dziej szkli­sty. Mum nie liczy prze­trwa­nych zim, nie emo­cjo­nu­je się tym, ile jest stop­ni na minu­sie, nie spraw­dza, czy latem jest ponad pięt­na­ście. Mróz, zaspy, brud­ne bło­to nie rzu­tu­ją. Mecz o trze­cie miej­sce w Europie w czymś o nazwie szczy­pior­niak – też nie.

Armia – Freak

Najpierw ona mi powie­dzia­ła, że ma dwie wia­do­mo­ści dobrą i złą. Przechylając się przez bar. To któ­rą chcę naj­pierw. Ja mówię, że dobrą. To ona mi powie­dzia­ła, że podob­no Brylewski zno­wu jest w Armii. Ja mówię, że skąd wie, a ona, że sły­sza­ła. To mówię, że wte­dy złą. To ona wyję­ła wal­tor­nię i mi powie­dzia­ła, że Budzy teraz śpie­wa po angielsku.

Naiv – Przedświt

Naiv, mło­dy pol­ski zespół. Dwie gita­ry, bas, per­ku­sja i bar­dzo żywe, emo­cjo­nal­ne gra­nie spod zna­ku choć­by Happysad. Teksty – jak pisze sam zespół, „o rze­czach waż­nych i trud­nych – wie­rze, nadziei i miło­ści”. To wszyst­ko nie jest odkryw­cze i chy­ba nie ma być odkryw­cze. Jeśli cho­dzi o odwiecz­ny w naszym kra­ju kon­flikt: kopio­wać Zachód czy grać swo­je, Naiv opo­wia­da się za dru­gą opcją. Wybór słusz­ny, o ile dany zespół umie się wyróż­nić w tłu­mie podob­nych do sie­bie graj­ków, zna­leźć w tra­dy­cji coś, co dobrze zagra tu i teraz.

Biff – Ano

Boże mój słod­ki, wię­cej hała­su było w tym roku chy­ba tyl­ko o Paristetris. Biff – fan­ta­zyj­ny pro­jekt (prze­pra­szam, ale peł­ne zna­cze­nie tego sło­wa jest tu na miej­scu) połą­czo­nych z Pogodnem Ani Brachaczek i Fochmanna, do tego bar­dzo dobry basi­sta powyż­szej for­ma­cji Pfeiff oraz bęb­niarz Miczów Kozłowski (nie reży­ser fil­mo­wy). Produkcja: Marcin Bors. Jak ujął­by to Maleńczuk, jest to zatem naj­now­sza pozy­cja kra­jo­wej supergrupy.

Football EP (różni wykonawcy)

Zrobiłem sobie pre­zent na Gwiazdkę – dorwa­łem na ryn­ku wtór­nym epkę z kowe­ra­mi sta­rych dobrych pol­skich pio­se­nek o pił­ce noż­nej. Cztery pio­sen­ki i czte­rech wyko­naw­ców odgrze­wa­ją­cych te kotle­ty cza­sem bra­wu­ro­wo, cza­sem popraw­nie. Those glo­ry, glo­ry days of Sissy Records. Płytka tak zapo­mnia­na, że jej okład­kę moż­na zna­leźć chy­ba tyl­ko na aukcjach internetowych.