Ten ogień to ro­bo­ta tyl­ko dwóch in­stru­men­tów - per­ku­sji, ba­su - i ener­ge­tycz­nej, mię­si­stej pro­duk­cji. Z czte­rech strun, dwóch pa­ty­ków, kil­ku mem­bran i pół­to­ra me­tra bla­chy po­zna­nia­cy ro­bią War­szaw­ską Je­sień Śre­dnio­wie­cza.

Gra­ją wszyst­ko: od po­ła­ma­ne­go hardcore’a w „Bra­in” po fil­mo­we­go blu­esa w „Tra­vel”. Brzmie­nie jest po­tęż­ne, noise’owe, ale w my­śle­niu o mu­zy­ce Wo­ody Alien za­ha­cza o jazz. Mi­mo że ich kon­cer­ty są mor­der­cze, na pły­cie ha­łas nie wy­klu­cza roz­bra­ja­ją­cych me­lo­dii, w śpie­wie czy se­kwen­cjach dźwię­ków sły­chać tę­sk­no­tę za naj­lep­szy­mi la­ta­mi So­me­thing Li­ke Elvis („Kill Ene­mies”).

Tekst z „Du­że­go For­ma­tu”, z 19/5/2011, ca­łość tu.

Dodaj komentarz