Wakacje z telefunkenem

Posted on 15/08/2011 by

0


Po Offie (o któ­rym kie­dyś póź­niej) wyje­cha­łem na wczasy w miej­sco­wo­ści nad Bałtykiem. Z jakichś przy­czyn bar­dzo cenione są tu „pokoje z tv”, po pro­stu wszyst­kie są takie i nie spo­sób zare­zer­wo­wać „bez tv”. W środę padało, obej­rza­łem koń­cówkę meczu Polska — Gruzja, nie pomo­gło, naza­jutrz padało jesz­cze mocniej.

- na wcza­sach noto­wa­łem, to pierw­sza z paru notatek.

W desz­czowy pią­tek, rano, otwo­rzy­łem tele­pu­dło na kanale, który zna­czy dla mnie tyle co Świt Jelonki albo Marcin Gortat, restau­ra­cja Mekong czy parę innych rze­czy. Najlepiej moją rela­cję z tym nadawcą obra­zuje to, co Al Bundy powie­dział kie­dyś o swej mał­żonce: to larwa, ale to moja larwa.

W TVP Kultura szedł oto nie­zły film o Słonimskim, taka laurka. Redaktorka Szymańska, Turowicz, Konwicki, wielcy sami mówili. To zna­czy na pewno wielcy przy­ja­ciele ska­man­dryty, choć nie widzia­łem wśród nich mojej daw­nej wykła­dow­czyni od roman­ty­zmu. Mimo że ton wielce był pochwalny wobec boha­tera, patrzy­łem w ekran zauro­czony — „dawni” ludzie, dobry język, sprawne for­mu­ło­wa­nie myśli, iro­nia. Niestety, jak Michnik zaja­rał kolej­nego szluga, to film się (TVP Kulturze) urwał, po kilku minu­tach zakłó­ceń obraz zastą­piła plan­sza kon­tro­lna, a póź­niej reklamy. Zabrakło więc puenty, trudno, bo lubię aneg­doty pogrzebowe.

Po Słonimskim nastą­pił film o arty­ście z Uzbekistanu. Jak powie­dzia­łaby Drotkiewicz — robią­cym w drew­nie. Bardzo to był kształ­cący doku­ment, można się było zorien­to­wać, na czym pole­gają prze­wagi pol­skiej demo­kra­cji nad uzbecką, był tylko jeden kło­pot. Świe­ciło w rogu zie­lone kółeczko, zatem audy­cję dopusz­czono dla milu­siń­skich, lecz w fil­mie poka­zano walki psów. Dziennikarka z upo­rem god­nym lep­szej sprawy drą­żyła temat obsta­wia­nia za pie­nią­dze i skali eks­plo­ata­cji star­tu­ją­cych sym­pa­tycz­nych czwo­ro­no­gów. Że niby co? W Polsce są objęte ubez­pie­cze­niem? W Polsce nie ma nie­le­gal­nych zakła­dów? Związek uzbec­kiego arty­sty z wal­kami psów był wątły, jeśli nie żaden.

A Uzbecy patrzyli to na psy, to na kamerę, i żuli pestki. Chyba sło­necz­nika, ale moż­liwe, że dyni.

Posted in: film, poza wszystkim