Lu­bię tę rzad­ką w Pol­sce kom­bi­na­cję: ar­ty­sta ma­ją­cy po­czu­cie hu­mo­ru ma też po­czu­cie me­lo­dii. Nie ma prze­gin­ki w sen­sie sła­bych żar­tów. Jed­no­cze­śnie jed­no­znacz­nie Vre­en, gło­wa i no­gi kil­ku czy kil­ku­dzie­się­ciu nad­mor­skich pro­jek­tów, da­je tu po­kaz swo­jej je­dy­no­ści, od­ręb­no­ści. To du­ża sztu­ka, zwłasz­cza gdy do gra­nia za­pra­sza się pa­ru ład­nych mu­zy­ków.

W po­rów­na­niu z elek­trycz­ną, gi­ta­ro­wą pły­tą In The Na­me Of Na­me, któ­rą Vre­en wy­dał w ze­szłym ro­ku, sty­li­sty­ka zmie­ni­ła sie o co naj­mniej 90 stop­ni. Te­raz Vre­ena do­zna­je­my w wer­sji aku­stycz­nej, le­ni­wie pio­sen­ko­wej. Za­ci­na­ją­cy się, po­psu­ty Malk­mus bez prą­du. Plus pre­cy­zyj­ne aran­ża­cje smycz­ko­we, bęb­ny, bas, ban­dżo - Pau­la i Ka­rol mi­nus dżoj plus dżojnt, a tem­pe­ra­tu­ry za­miast on­ta­riań­skich tro­pi­kal­ne, roz­le­ni­wia­ją­ce.

Mo­że bar­dziej pre­cy­zyj­ne jest pół zda­nia Fight!Suzan o tym na­gra­niu: „Trzy atu­ty al­bu­mu, któ­re moż­na by okre­ślić mia­nem smut­ne­go buf­fo - po­twor­na dyk­cja, chu­jo­we te­ma­ty i dzi­wacz­na ma­nie­ra gry na gi­ta­rze - współ­gra­ją z so­bą w tak ko­he­rent­nym sty­lu, że...” - da­lej tu­taj.

Słu­cham te­go z peł­nym sza­cun­kiem, na wy­grze­ba­nym z kryp­ty di­sc­ma­nie (przy­po­mi­na mi się, jak kie­dyś So­ny za­strze­gło na­zwę di­sc­man i ca­ły świat za­czął uży­wać od­twa­rza­czy oso­bi­stych). Mój od­twa­rzacz oso­bi­sty ma pro­blem z po­ten­cjo­me­trem. Szu­ra tam coś, jak u Vre­ena. Vre­en „pro­blem ma, tyl­ko po­ga­dać chce”. I wzy­wa: „więc za­graj ze mną mecz, ście­raj­my się na de­fen­sa i ofen­sa, aż opu­ścisz gar­dę swą”... Tu co chwi­la se­ty, me­cze, ro­dzin­na roz­gryw­ka. Przy tych bal­la­dach, wal­cach i sam­bach nie da się nie opu­ścić gar­dy. Ka­se­ciar­skie to jest w peł­nym zna­cze­niu te­go sło­wa.

On jest swój i to jest naj­więk­sza dziś umie­jęt­ność, te­go Vre­eno­wi po­win­ni za­zdro­ścić wszy­scy. Nie ma żad­ne­go cza­ru w opo­wie­dze­niu żar­tu po to, że­by by­ło śmiesz­nie. Vre­en mó­wi żart, bo tak już jest, bo to jest on w wer­sji se­rio. „Za­sta­na­wiam się, czy zro­bić coś ze so­bą, czy nie/wczoraj to nie tak mia­ło być/ mó­wi­łaś mi, że nie mu­szę ty­le pić/ale szko­da by by­ło, że­by zmar­no­wa­ło się” (7). I Re­fren: „a śli­ma­ki niech sza­le­ją, szaleją/ a żo­łąd­ki niech nie bo­lą, nie bo­lą”. Kto mi na­pi­sze ta­ki wą­tek o isto­cie ży­wo­ta ludz­kie­go, o kło­po­cie z dziew­czę­ta­mi, z al­ko­ho­lem, z roz­pa­czą? Nie tam ja­kieś sta­nie pod blo­kiem al­bo sie­dze­nie w zim­nej wan­nie.

Ta­ka sam­ba: „Dziew­czy­na z Ipa­ne­ma no­si tip­sy, sztucz­ne cycki/mnie to nie prze­szka­dza, ty­le że nie mam jej (...) chciał­bym ją rzu­cić, lecz nie chciał­bym jej tra­cić [to aku­rat o pra­cy, ale... - jś] (...) mo­że trze­ba o zdro­wie po­mo­dlić się?”. Do cy­to­wa­nia jest tu ka­wał pły­ty, nie­któ­re pio­sen­ki w ca­ło­ści, ale rów­nie istot­ne jak tek­sty jest to, że tu ma­my bio­rą­ce me­lo­die. Re­fren „PTTK” jest za­bój­czy, nie mo­gę prze­stać go nu­cić, „PTTK, od­dzia­ły re­gio­nal­ne PTTK/udanej nie­dzie­li ży­czą nam”. Siel­ska ta me­lo­dia, dia­bo­licz­ne, dwu­znacz­ne wąt­ki w sło­wach. Coś brzyd­kie­go, wsty­dli­we­go jest w tej opo­wie­ści o nie­zu­peł­nie uda­nym spa­ce­rze, a ja nie mo­gę się ode­rwać.

Al­bo „Tem­plum”, w któ­rym gło­sem pro­bosz­cza na­wo­łu­ją­ce­go z am­bo­ny, w bla­sza­nym ba­ra­ku z koń­ca XX wie­ku, wo­ka­li­sta śpie­wa: „i na mi­łość bo­ską, do­pro­wadź­cie do po­jed­na­nia Ger­mań­czy­ków z We­ne­cja­na­mi”. Już tro­chę od­pa­dam od nar­ra­cji, nie­usta­ją­co uro­czej - „w tym ro­ku zda­rzy­ło się, że tem­pla­riu­sze i woj­ska zakonne/wyprawili się, by roz­bić, a zo­sta­li roz­bi­ci sro­dze”... ale roz­ko­szu­ję się brzmie­niem, dźwię­kiem. Do­cho­dzi, za prze­pro­sze­niem, do sy­pial­nia­ne­go ale­ato­ry­zmu. Ach, nie­waż­ne, „Go­od luck ro-Man...” po pro­stu głasz­cze po głów­ce. Kto umie, niech tak gra (i śpie­wa), po­za se­zo­na­mi i mo­da­mi, z na­tu­ral­no­ścią i pew­no­ścią sie­bie mor­mo­na. Vre­en wie. Bóg za­płać.

2 thoughts on “Vreen - Good luck ro-Man, good luck Witch”

Dodaj komentarz