Vespa — Starsi grubsi bogatsi

Posted on 24/05/2010 by

0


Weterani ska ze Szczecina są ostat­nio bar­dzo aktywni. Po nagra­niu ostat­niej płyty „Potwór” (2007) wzno­wili swój debiut „Vespa” (1997), na któ­rym zda­niem Warszawy się skoń­czyli. Lata minęły od pierw­szej, rewe­la­cyj­nej płyty. Muzyka Vespy stała się mniej podwór­kowa i roz­kosz­nie pro­win­cjo­nalna, a bar­dziej rasowa i, nie­stety, przewidywalna.

Z daw­nych cza­sów został przede wszyst­kim spe­cy­ficzny humor — „naj­gor­szy zespół w Polsce since 1995″, „blichtr tanich gar­ni­tu­rów”, „żenu­jący słu­cha­cza kicz i wąt­pliwe umie­jęt­no­ści muzy­ków”. Ten lans na marny zespół od potań­có­wek (tro­chę żołnier­ski humor) z mety zyskuje im sym­pa­tię, daje swo­bodę ruchu, a zara­zem pod­kre­śla nasta­wie­nie na zabawę. Zespół zna umiar i posłu­guje się tą kli­szą głów­nie w kon­cer­to­wej kon­fe­ran­sjerce, we wkład­kach do płyt i (nie­licz­nych) ski­tach mię­dzy utwo­rami. Same tek­sty nie potrze­bują i nie uży­wają tego, niech pad­nie to słowo, szta­fażu. Vespa to brak spiny i luz.

W tek­stach „Starszych grub­szych bogat­szych” dosta­jemy zestaw miło­snych tema­tów typowy dla muzyki jamaj­skiej — kochaj, a będę („Law me fore­wer”), ja cię kocham, a ty się zasta­na­wiasz („Miś chce iść”), nie mogę cię dobu­dzić („Wstawaj dziew­czyno”). Podkreślam, że te tek­sty są świet­nie, takie, jakie powinny być. Nieprzekombinowane, popraw­nie napi­sane, bez­pre­ten­sjo­nalne. A naj­faj­niej­sze, że mają prze­ło­że­nie na lokalny pol­ski kli­mat. „Powiem to / naj­gło­śniej jak się da / tak by sły­szał cały blok, ulica, świat” — i od razu to widzę, jestem tam. Nie doma­gam się od żadnego wyko­nawcy pisa­nia o mnie, ale w tek­stach Vespy lubię ten miej­ski kon­kret bar­dziej niż bajki o gang­ste­rach. „Zejdź mi z oczu zejdź / sam pro­sisz się, żeby dostać w łeb” — śpiewa Alicja w „Zejdź mi z oczu”, co w swo­jej pro­sto­cie jest piękne, zwiewne i naturalne.

Na tle innych tek­stów wyróż­nia się ” To tyle dziś kosz­tuje” — dia­log, w któ­rym baba z chło­pem deli­be­rują nad finan­so­wym aspek­tem rand­ko­wa­nia i w ogóle bycia razem. Na miejsko-gangsterski pod­kład padają roz­bra­ja­jące frazy w rodzaju: „wyobraź sobie / za kotlet, setę, ogórki kiszone zapła­ci­łem jak za zboże”. Albo wer­sja oszczęd­no­ściowa: „kocha­nie zaba­wimy się? / dziś na Polsacie leci dobry film / kuku­ry­dzę upra­żysz i będzie jak w kinie”. Lirycznym boha­te­rem „Starszych grub­szych bogat­szych” jest słodko-gorzka para ludzi, któ­rzy są razem mimo pew­nych wad cha­rak­teru i róż­nic men­tal­nych, jak rozu­miem, wyni­ka­ją­cych z płci — pies z kotem. Owszem, cza­sem nie star­cza im na scha­bo­wego, ale zawsze mają dość ener­gii, żeby iść na potań­cówkę i się zapomnieć.

Piosenki Vespy są zro­bione jak trzeba, kla­syczne i nie ma się do czego przy­cze­pić. Muzyka ich jest wesoła, a słowa smutne, jak powie­działby Maleńczuk. Utwory jak z ame­ry­kań­skiego filmu o poli­cjan­tach wyja­śnia­ją­cych zagadkę seryj­nego mor­dercy czar­nych pro­sty­tu­tek („Christine”) sąsia­dują z tra­dy­cyj­nym, uro­czym rock­ste­ady („Vespa pany”). W tej bar­dzo przy­stęp­nej for­mie drażni mnie tylko maniera, którą upodo­bała sobie woka­listka Alicja. Przypomniał mi się dawny wywiad z Jeremim Przyborą w „Wysokich Obcasach” (nr 300 z 24 grud­nia 1999). Poeta narze­kał w nim na Kalinę Jędrusik: „Wmówiła sobie tę Monroe i wpa­dła w dziwną manierę, któ­rej bar­dzo u niej nie lubi­łem. Starałem się wtedy, żeby w „Kabarecie” jak naj­mniej mówiła. Śpie­wała świet­nie”. Mi lepiej od prze­sło­dzo­nej, komik­so­wej Alicja brzmi ta natu­ralna. Reszta w porządku.

Recenzja uka­zała się w mie­sięcz­niku „Lampa”, nr 5/2010.

Tagged: , ,
Posted in: recenzje