VA — Football EP

Posted on 27/12/2009 by

0


Zrobiłem sobie pre­zent na Gwiazdkę — dorwa­łem na rynku wtór­nym epkę z kowe­rami sta­rych dobrych pol­skich pio­se­nek o piłce noż­nej. Cztery pio­senki i czte­rech wyko­naw­ców odgrze­wa­ją­cych te kotlety cza­sem bra­wu­rowo, cza­sem popraw­nie. Those glory, glory days of Sissy Records. Płytka tak zapo­mniana, że jej okładkę można zna­leźć chyba tylko na aukcjach internetowych.

Występują Homosapiens, Futro, Nun oraz Cool Kids Of Death. Pierwsi zagrali Rodowiczowe „Futbol, fut­bol, fut­bol” z Weltmeisterschaft w ’74 w stylu zbli­żo­nym do gry pol­skich pił­ka­rzy w tam­tym pamięt­nym roku. To poto­czy­ste, lek­kie i ele­ganc­kie wyko­na­nie spra­wia, że oczyma duszy widzę peka­esy na twa­rzach muzy­ków. Bigbit na całego. Dobry zespół swoją drogą, ten Homosapiens o twa­rzy Guzika (zna­nego m.in. z Flapjacka). Tak dobrze tę manierę przy­swoił chyba tylko Tymon w „Widziałem, widzia­łem”. Jest zabawa, są piękne akcje, radość.

Futro wypada jak Futro. Blado. Może to tylko numer — cepe­liowe i błahe „Polska gola”, wpa­da­jące w ucho, ale wpa­da­jące „na nie”. Wypada jed­nak i miło byłoby, żeby tak mar­kowy skład mistrzów pro­duk­cji dał radę lepiej. Tak jak debiu­tu­jący na tym wydaw­nic­twie Nun. „Bezkompromisowo” to nie jest odpo­wied­nie słowo dla ich roboty — może raczej uro­czo i słodko, po pro­stu od nowa, i nie­prze­cięt­nie. Elektroniczny sznyt nie znisz­czył refrenu „A ty się bra­cie nie dener­wuj”, tylko dodał mu uroku. Bardziej jaj­car­sko niż Andrzej Dąbrowski, jaz­zowy cza­ro­dziej, gwiaz­dor i luzak — się nie dało. Więc się zro­biło inaczej.

Zestaw uzu­peł­nia „Piłkarski poker” w wyko­na­niu Cool Kids Of Death. Za chłop­cami z Łodzi nie prze­pa­dam, ale trzeba im oddać, że zagrali dobry mecz. W tym samym cza­sie wyszła ich debiu­tancka płyta, która bar­dzo grubo namie­szała w pol­skim popie — bo była inna. Industrialna, kom­pu­te­rowa, zadziorna i bun­tow­ni­cza. Było na niej jed­nak sporo sła­bych kawał­ków i można się było spo­dzie­wać, że na „Football EP” tra­fił jakiś tra­giczny odrzut. Nie. Zagrali zupeł­nie ina­czej niż na peł­nej pły­cie — zaczy­nają intry­gu­jące kla­wi­sze, sta­rut­kie jak ham­mond, leci bojowa, gło­śna zwrotka, typowe CKOD, i wtedy WTEM! zba­wienny łobu­zer­ski refren. Wszystkiego dwie minuty: „Gramy wście­kle w pił­kar­ski poker w pie­kle”. Ten zespół wtedy i dystans? Wydawało się to nie­moż­liwe. Szacunek.

Płytka poka­zuje, że kie­dyś Polacy potra­fili pisać bar­dzo fajne refreny i śpie­wać w nich w rodzi­mym języku. Nawet o głu­po­tach. Można się zorien­to­wać, dla­czego w tam­tych cza­sach inspi­ra­cji szuka cudowne zja­wi­sko o nazwie Muzyka Końca Lata.

Posted in: recenzje