Debiut żeńskiego tria z własnym pomysłem na ludowe piosenki. Nic przesadnie szalonego – ogromna większość tekstów i melodii to oryginały – ale już tą pierwszą płytą Sutari zajmują własne, odrębne miejsce na scenie folkowej. „Wiano” to hołd zarówno dla muzyki wiejskiej, jak i jej badaczy, ale słucha się tego albumu jak współczesnej muzyki popularnej.

sutari-cdTe pieśni są śpiewane przez trzy miejskie głosy, bez wiejskich akcentów, głośno, wyraźnie i współcześnie. W warstwie dźwiękowej „Wiano” wykorzystuje nie tylko talenty instrumentalne artystek, ale też przyrodę, dawniej przecież nieodłączną część życia na wsi, a także o tym życiu opowiadania w pieśniach i przekazach. Dlatego wśród wykorzystanych w poszczególnych utworach instrumentów są: jezioro w Rzecinie, szum miejski, pies z Wielkopolski czy las w Radachówce, a same artystki jeden z utworów wykonują na sprzętach kuchennych (nazywa się on, bez niespodzianek, „Kuchenny”, a tekst i melodia są ludowe).

Podkreślam, że ta „przyroda” Sutari jest współczesna, dzisiejsza i nie dominuje ona w pieśniach, lecz tylko delikatnie je zabarwia, daje im kontekst. Zresztą w tych najbliższych ludowej muzyce wykonaniach instrumentów jest jak na lekarstwo. Grają skrzypce i perkusjonalia. Dzięki temu jest mnóstwo miejsca na śpiew, rzecz na „Wianie” najważniejszą i najlepszą – nie da się tego nazwać inaczej, słuchając harmonii głosów trzech artystek. Wybrane przez nie pieśni pokazują przede wszystkim kobiecy ogląd świata, a zwłaszcza – wreszcie – „typowego Jasia”, uwodzicielskiego durnia, który sprowadza na przemian szczęście i łzy.

Basia Songin, Kasia Kapela i Zosia Barańska mają też pomysł na stronę wizualną Sutari. Ich sesje zdjęciowe są zwykle niesamowite, mieszają współczesność z ludowym strojem, a sama oprawa graficzna płyty, na wskroś nowoczesna i schludna, może się kojarzyć z pracą Macio Morettiego. Odczytuję tę wizualność tak samo jak sposób wykonywania pieśni: dzisiejsze miasto może i powinno docenić muzykę etniczną, może na tym tylko zyskać, może się czegoś nauczyć.

Tekst ukazał się 10/10/14 w Wyborcza.pl/kultura – tamże więcej recenzji

Dodaj komentarz