Saluminesia — Sprzedając pamięć

Posted on 02/08/2010 by

0


Redakcja jak zwy­kle wyzna­czyła mnie do recen­zo­wa­nia zale­głego debiutu kolej­nej nadziei trój­miej­skiej sceny. Jeszcze raz oka­zuje się, że jeśli cho­dzi o gita­rowe gra­nie, w Sopocie rzą­dzi kon­serwa. Saluminesia gra przy­jemny, lekko histe­ryczny pop rock pro­sto z audy­cji Piotra Stelmacha (i jego pierw­szej skła­danki z 2007 roku). Muchom poszło prze­bo­jowo, Psychocukrowi under­gro­un­dowo, a zespół na S. tkwi w swo­jej bajce.

To takie łzawe opo­wie­ści, ćwier­ka­jące pogłosy gitar, roz­bie­gany, nośny rytm, naprawdę może się podo­bać. Dawno, dawno temu Bartek Chmielewski oma­wiał w „Lampie” płytę grupy Manchester z Torunia i to jest mniej wię­cej ten sam sto­pień muzycz­nej wraż­li­wo­ści. Te prze­bo­jowe kawałki nagrano bar­dzo sta­ran­nie, lekko i gustow­nie — robota Tomasza Bonarowskiego (pro­du­ko­wał w życiu wszystko, od Illusion do Tomka Makowieckiego; a zwłasz­cza Myslovitz).

Wokalista Remigiusz Augustyniak śpiewa po pol­sku, z płacz­liwą manierą leci wcze­snym Rojkiem. Rojek nie jest wiel­kim woka­li­stą, ale ma cha­rak­ter i tek­sty. A wła­śnie, Saluminesia też ma coś w rodzaju tek­stów, jest to pod­pi­sane zespo­łowo. W sta­reń­kich, Stelmachowych „100 dniach” Augustyniak mówi na przy­kład tak: „sto wil­got­nych dni, które nazy­wano miłość / prze­świe­tlony film nie­warty nic”. Ocena sytu­acji jest surowa, prze­szłość w śmiet­niku, a wszystko przez miłość. „Czas nie da nam / szans zbyt wielu by / bez prze­szkód odbić od dna” („Zielone świa­tło”). Jest kiep­sko, przy­szłość też zagro­żona, zde­cy­do­wa­nie woka­li­ście potrzebna jest pomoc. Nie wąt­pię, że wśród czy­tel­ni­czek „Lampy” znaj­dzie się miło­sierna sama­ry­tanka. Byle nie czy­niła prze­szkód. „Codziennie każdy z nas snuje plan / jak żyć i nie wpaść w nie­smaczny żart (Budzimy się)”. Kto pomoże w reali­za­cji tego już wysnu­tego planu Saluminesii?

Żyjemy w cza­sie dziw­nej depre­sji która zawsze koń­czy się tak / samo dla cie­bie i tak samo dla mnie nie dając nam / kół ratun­ko­wych w morzu wymó­wek które lubią padać jak deszcz / zna­ków na nie­bie bez któ­rych prze­cież nie będzie cie­bie i mnie” — śpiewa roz­pacz­li­wie Augustyniak w „Stojąc na rękach”, a ja się zasta­na­wiam, czy znaj­dzie dla mnie miej­sce w swoim ter­mi­na­rzu. Jestem dość depre­syjny, mógł­bym zdą­żyć z odpo­wied­nim para­so­lem, zanim depre­sja się skoń­czy, nie dając ratunku przed desz­czem wymó­wek. Depresja jest wszakże nie­zbędna woka­li­ście poproc­ko­wemu, to zro­zu­miałe, że ciężko opę­dzić brak depre­sji byle wymówką. Rockmani nie stro­nią też od napo­jów, bo na tle super­cięż­kich gitar Augustyniak grozi: „Nieuleczalnie prze­ni­kam przez ściany / wybie­ram te ładnie wyta­pe­to­wane / by z tobą pić her­batę z cytryną”. Cały ten dzie­wi­czy, pozy­tywny kli­mat („Kochać co noc i bez myśli złych wsta­wać co dzień”) koja­rzy się z Jonas Brothers i chyba to do fanek tego typu grup jest skie­ro­wany pro­jekt Saluminesia. Generalnie to też bar­dzo ładni chłopcy i bez dwóch zdań tzw. zna­ko­mi­tym posu­nię­ciem był ich udział w festi­walu Opole 2008. W roku bie­żą­cym nie są bez szans u kolo­nij­nych gim­na­zja­li­stek, zwłasz­cza tych zbun­to­wa­nych i cierpiących.

Wytwórnia 2.47 Bodka Pezdy wydało płytę ele­gancko, może poza zszy­ciem wkładki tak, że wszystko się pomie­szało — kolej­ność tek­stów, foty i kre­dyty. Za to sam nośnik tak jak okładka jest ozdo­biony przed­sta­wie­niem zmierz­wio­nego czar­nego prze­ście­ra­dła. Fanki roman­tycz­nego, pio­truś­pa­no­wego rocka mają więc jesz­cze jeden powód do pisz­cze­nia. Reszta zwo­len­ni­ków kra­jo­wego pop rocka może posłu­chać „Sprzedając pamięć” do śnia­da­nia. Będzie naprawdę przy­jem­nie, ale tym razem obę­dzie się bez rozmyślań.

strona zespołu, myspace

Tekst uka­zał się w mie­sięcz­niku „Lampa”, numer 7–8/2010

Posted in: recenzje