Pustki — Kalambury

Posted on 24/11/2009 by

0


Kryzys tek­stowy w pol­skiej pio­sence? Można wziąć słowa napi­sane przez kogoś, kto się na tym zna. Pustki do swo­jej muzyki dobrały wier­sze pol­skich poetów, sprzed wieku lub pół, a od sie­bie dorzu­ciły tylko „Nieodwagę” z tek­stem koja­rzą­cym się ze „Strzeż się tych miejsc” Janerki. Część pio­se­nek jest już znana ze skła­da­nek „Broniewski”, „Wyspiański wyzwala”, „Gajcy”. Na nich wśród innych wyko­naw­ców Pustki wyróż­niały się tym, że odda­wały kli­mat „zada­nej” poezji, a zara­zem ukła­dały do niej muzykę bar­dzo cha­rak­te­ry­styczną, od razu roz­po­zna­walną, wia­ry­godną. Za każ­dym razem inną.

(Recenzja pocho­dzi z ser­wisu Polskiego Radia).

pustki-kalamburyŚlad poetycz­nych skła­da­nek jest na „Kalamburach”. Tytułowy utwór, przej­rzany i nagrany jesz­cze raz, sza­nuje frazę Władysława Broniewskiego, nic nie kom­pli­kuje, za to eks­po­nuje jego ryt­micz­ność, mar­szo­wość. Inny utwór nie­do­szłego autora hymnu PRL, też znane wcze­śniej „Przekwitanie” to hołd dla rytmu, z bar­dzo ogra­ni­czo­nym pod­kła­dem i śpie­wem na kilka gło­sów. Taki był począ­tek flirtu zespołu z poezją cztery lata temu. To nie jest tak, że wiersz zna­czy śmierć, miłość albo schi­zo­fre­nia. Nie trzeba się bać poezji. Kapitalne, wesołe i pogięte „Pożałuj mnie” — do wier­sza dla dzieci autor­stwa Danuty Wawiłow, albo „Wesoły jestem” według Stanisława Wyspiańskiego nie zawdzię­czają swo­jego nie­zrów­na­nego czaru kontemplacji.

Wyjątkowość Pustek polega na tym, że bar­dzo szybko się zmie­niają, ewo­lu­ują. Muzyka jest coraz lep­sza i coraz trud­niej ją skla­sy­fi­ko­wać. Po bar­dzo dobrze przy­ję­tej pły­cie „Koniec kry­zysu” zespół nie osiadł na lau­rach, nie wybrał łatwej kon­ty­nu­acji wyty­czo­nego wtedy kie­runku. „Kalambury” to prze­cież gra z cudzą arty­styczną robotą, już dawno oce­nioną celu­jąco i miesz­ka­jącą w pod­ręcz­ni­kach. Poziom trud­no­ści dzie­sięć, czego dowo­dem liczne skła­danki „w hoł­dzie”, na któ­rych da się słu­chać góra jed­nej trze­ciej zawar­to­ści. Pustki oparły się na takim trud­nym mate­riale (naszym sekre­tem jest cia­sto), okieł­znały go i nadały mu nowe obli­cze, nowy cha­rak­ter. Z suk­ce­sem. Naszym sekre­tem jest forma.

Pustki są w for­mie. Bez dwóch zdań na nowej pły­cie naj­lep­sze są nowe kawałki — te star­sze, w więk­szo­ści bar­dzo dobre, ustę­pują rewe­la­cyj­nej „Trawie” czy ete­rycz­nemu, pół­noc­nemu „Dłoń zanu­rzasz we śnie”. „Notes”, perła w Pustkowym kata­logu, poka­zuje ich prze­bie­głość i bie­głość w muzycz­nej pracy. Bardzo dobra Nosowska roz­pływa się w tym kawałku, robi swoją robotę, ale nie szar­żuje — współ­two­rzy płytę Pustek, a nie swoją legendę. Jej występ wypadł świet­nie. Basia Wrońska wyko­nuje na kla­wi­szach par­tię koja­rzącą się z kla­we­sy­nem i to działa. Na pomy­słach inwen­cja zespołu się nie koń­czy. Realizacja jest nawet lep­sza niż pomy­sły. W now­szych pio­sen­kach jest dreszcz, nie da się ich puścić mimo uszu.

Wstydziłbym się napi­sać, że jakość war­stwy dźwię­ko­wej przy­kryła słowa, ale biorę odpo­wie­dzial­ność za zda­nie, że muzyka — melo­die, rytm, pro­gre­sje akor­dów, aran­ża­cja, refreny, kli­mat — dorów­nuje tek­stom, dla któ­rych jest ilu­stra­cją. To jest eks­tra­klasa. Inni pol­scy wyko­nawcy, nawet jeśli już prze­ko­nali się do poezji lub tek­sty o niczym śpie­wają dla zmyły po angiel­sku, mogą jesz­cze zapi­sać się do Pustek na lek­cje muzyki.

strona zespołu, myspace

Tagged: , ,
Posted in: recenzje