Pospolite Ruszenie określa swoją muzykę mianem rocka staropolskiego, na okładce albumu anonsuje: „polska muzyka dawna w rockowych aranżacjach”, i naprawdę trudno znaleźć trafniejszą definicję zawartości „Pospolitego Ruszenia”. Oczywiście napawa mnie to przestrachem, to nie moja bajka, myślę, sam z siebie bym tego nie posłuchał, ale słucham i trudno mi się oderwać.

pospolite-ruszeniePomysł na Pospolite Ruszenie może brzmieć ryzykownie, ale realizacja dostarcza sporo radości. To nie może być serio. Proszę sobie wyobrazić wyraziste hardrockowe riffy, do tego brzmienia dud, skrzypiec, fletów, liry korbowej i lutni, momentami growlującego wokalistę, delikatny kobiecy śpiew, nawiązania do estetyki ludowej i oryginalne XVI-XVII-wieczne teksty oraz muzykę.

Wacław z Szamotuł (ok. 1525 – ok. 1560) zagrany na przesterowanych gitarach z zachowaniem oryginalnych rozwiązań rytmicznych brzmi doprawdy pysznie („Błogosławiony człowiek (Psalm 1)” do słów Andrzeja Trzecieskiego z tego samego okresu). W instrumentalnym fragmencie skrzypce współbrzmią z gitarą, podczas gdy perkusista podwójną stopą prowadzi do zwrotki: „Da owoc czasu swego nigdy nieodmienny / liść jego z swej czerstwości zawsze się zieleni”. Na koniec utworu następuje moment wręcz liryczny, w nastroju rocka progresywnego spod znaku Jethro Tull. Z jeszcze innej strony – Pospolite Ruszenie zahacza o rejestry folkowe, a płytę zrecenzował m.in. „Gość Niedzielny”. Jazz, funk, punk i metal są więc tu całkiem przyjazne.

To zaskakujące, ale tam, gdzie muzyka brzmi bardziej współcześnie i nierockowo, jak w „Do Kasie”, odczuwam znużenie. Znacznie cenniejsze są dla mnie momenty… growlingu połączonego z podwójną stopą, które z niesamowitą łatwością przechodzą w muzykę graną z udziałem instrumentów z epoki („Nie złodziejem”). Te groźne elementy w wykonaniu Pospolitego Ruszenia są niewinne, mogą kojarzyć się z obrzędami w rodzaju kolędy czy zapustnych kusaków, które opisywał Andrzej Bieńkowski – gdy korowód przebierańców krąży po wsi, strasząc i bawiąc jednocześnie.

Tekst ukazał się 22/3/15 w Wyborcza.pl/kultura – tamże więcej recenzji

Dodaj komentarz