Rock wyjechał na wakacje. Popsysze poszerzają spektrum i większy nacisk kładą na fragmenty instrumentalne. „Kopalino” jest próbą uchwycenia energii momentu wspólnego grania, tworzenia.

Materiał na płytę powstał we wsi Kopalino, którą od wybrzeża Bałtyku dzieli niecała godzina drogi pieszo, a od pięknego jeziora – kilka minut. „Kopalino” jest więc ucieczką od miasta.

Dokąd? W piosence „Kasieńka” Jarosław Marciszewski śpiewa: „W głębokim jeziorze pływają stwory wodne/ Kasieńka z nimi w nocy do ludzi śpiewa”. Mowa jest tu – także w innych tekstach – o mitologiach: lokalnych i własnych, przyrodzie, no i o potrzebie zaburzenia rutyny (wyrażonej w miejskim utworze o „zdradzeniu” linii tramwajowej).

Piszę o tekstach, ale tych na trzeciej płycie tria nie jest wcale dużo. Rządzą instrumenty. Wydaje się, że oparte na riffach rockowe numery są po części improwizowane, oddalają się od piosenkowych form czy to w stronę shoegaze’owego piłowania gitary, czy pełnych napięcia wyciszeń. To progres w stosunku do poprzedniej płyty: wtedy muzykom znacznie bliżej było do formuły, w której po zwrotce i refrenie, zwrotce i refrenie następował instrumentalny odjazd. „Kopalino” jest zorganizowane w mniej oczywisty sposób – zanim wokalista zabierze głos, może upłynąć dobre półtorej minuty („Jądro ciemności”). Muzycy cierpliwie budują nastrój.

W pomyśle zespołu na muzykę istotną rolę odgrywa Jakub Świątek – silny perkusista o jazzowej wyobraźni. Chętnie sięga po etniczne, plemienne rytmy, ale nawet proste rockowe 4/4 umie zmienić w przygodę dla słuchającego. Producent albumu, basista Sławomir Draczyński, zagrał też na gitarze, a każdy z muzyków – na perkusjonaliach. Puls bywa i nerwowy, i swobodny.

W utworach nagranych „na setkę” (cały zespół razem w studiu) jest sporo pogłosów i przestrzeni. Po przygodach tria z fuzzową rockową przebojowością a la Hendrix czy Cream, po piosenkach przeplatanych improwizacjami, na trzeciej płycie chodzi o coś nowego. Popsysze wychodzą poza rock, Marciszewski chwyta za gitarę klasyczną i akustyczną. Obok inspiracji etnicznych („Słońce” na dwie gitary, bez basu) występują wręcz ambientowe („Kurhan”), a zaraz później szybkostrzelna, amerykańsko-folkowa gra na gitarze prowadzi „Powiedz, co widziałeś”.

Grające od 2008 r. Popsysze wciąż mają radość grania, zdają się świeże i gotowe do eksperymentów. „Kopalino” brzmi tak, jakby trójmiejski zespół po paru miesiącach na morzu, w ograniczonej przestrzeni statku, wyszedł na ląd i na wolną przestrzeń. Taki opis nie brzmi zbyt rockowo – żadnych klisz o zadymionym klubie, w którym gorące powietrze skrapla się pod sufitem. „Kopalino” to haust świeżego powietrza.

Tekst ukazał się 25/4/17 w Wyborcza.pl/kultura – tamże więcej recenzji

Dodaj komentarz