Południca! — Spóźnione wejście w XXI wiek

Posted on 28/07/2010 by

0


Teraz już umiem wyobra­zić sobie zespół, który na luzie łączy poezję z ludo­wym kli­ma­tem i nowo­cze­snymi aran­ża­cjami, a do tego, dro­biazg, jest z Krakowa. Na pierw­szym pla­nie trzy cha­rak­terne dziew­czyny w spód­ni­cach, w tle paru zdol­nych face­tów i ogień.

W pro­gra­mo­wym „Nocorożcu” (auto­iro­niczne „na co komu noso­ro­żec”) zespół sam nazywa po imie­niu swoje dzieło: „metro, etno, retro trans”. Utwór czła­pie jak rhi­no­ce­ros — pro­wa­dzą kon­tra­bas, klar­net, cym­bałki i flet — żeby roz­pę­dzić się, roz­ha­ła­so­wać do powyż­szej frazy na jed­nej nucie, poda­wa­nej dodat­kowo na man­do­li­nie. Firmowy skok dyna­miki, bez prze­ro­stu formy.

Na mia­sto jest miej­sce w spo­so­bie gra­nia. Południca! mie­sza ludowe tematy z instru­men­ta­rium zupeł­nie neu­tral­nym: for­te­pian, sak­so­fon i wszystko co wyżej, cza­sem nawet zwy­kła per­ku­sja, jak sły­szę. Bity są zro­zu­miałe dla prze­cięt­nego słu­cha­cza (i recen­zenta), żwawe, taneczne („Południca”, „Chinka”), do prze­twór­stwa elek­tro­nicz­nego włącz­nie. Fajnie, że instru­menty per­ku­syjne, ryt­miczne, są trak­to­wane przez Południcę! rów­nież jako melo­dyczne, impo­nu­jąco wypa­dają frag­menty, w któ­rych one rzą­dzą. Mam wra­że­nie, że w pol­skiej muzyce, zdo­mi­no­wa­nej przez pod­róbki zachod­niego za prze­pro­sze­niem indie, ludzie poza­po­mi­nali, że per­ku­sjo­na­lia nie służą wyłącz­nie do robie­nia bum, łups i tszsz. Południca! robi nimi nie tylko rytm i fak­turę, potrafi też pięk­nie zgrzy­tać, dzwo­nić, dryn­dać, kotło­wać, klą­skać, buczeć, naprawdę wycho­dzi jej to nie gorzej niż takim Radiohead w „There There”. Brzmienie jest ważne. W ten spo­sób też można się odróż­nić, z jed­nej strony od tłumu wier­nych tra­dy­cji kapel, z dru­giej — od tej ze Wsi Warszawa, która śmiało przy­bija swój XXI-wieczny stem­pel na tej tradycji.

Krakowska hała­stra mimo całej ener­gii nie boi się spo­koj­nych, sza­mań­skich utwo­rów („Wieloryb”, „Mala diva”, „Diabolica”). Kontemplacyjne „Ostrygi” z wdzię­kiem idą w stronę, gdzie stoi Mum jak byk. Na „Spóźnionym wej­ściu w XXI wiek” śmiało drą się żeńskie głosy, tro­chę ozdob­nie, tro­chę popi­sowo, prym wie­dzie postać w rodzaju Renaty Przemyk, tylko faj­niej­sza. Teksty cał­kiem do rze­czy, ale nie zostały umiesz­czone w okładce, bo waż­niej­szy jest komiks ryso­wany dzie­cięcą kre­ską, dość abs­trak­cyjny, pole­ga­jący na dąże­niu do absur­dal­nej puenty. Dla mnie zbędny, ale komiks zamiast tek­stów to sta­te­ment, naj­pięk­niej­sza od lat ucieczka z Krakowa. Ta komik­sowa kon­struk­cja nie jest regułą w utwo­rach słowno-muzycznych, ale się zda­rza. „Jestem Łucja, bła­watna panna / córka kowala, co w jedwa­biach cho­dzi cała (...) nocna kraw­cowa, spa­lił mi się dom, kiedy byłam młoda / na zglisz­czach zostały kara­biny dwa”. Tak się zaczyna opo­wieść kra­wiecka, ewo­lu­cja Łucji, która „tobie jedną [suk­nię] szyje też”, od czu­łego, spo­koj­nego opo­wia­da­nia o mate­ria­łach do mar­szu, kara­bi­nów i miana Łucji rewo­lu­cji — czer­wo­nej kraw­co­wej, która z naj­de­li­ka­ta­niej­szych mate­ria­łów szyje sztan­dary, z jedwa­biu flagi, z muślinu ban­daże. Czy to nie piękne? Zbliżają się żniwa, więc oka­zji, żeby ulec ata­kowi Południcy!, nie zabrak­nie. Przecież nie uka­trupi. Chyba.

myspace zespołu

Tekst uka­zał się w mie­sięcz­niku „Lampa”, nr 7–8/2010.

Posted in: recenzje