Piotr Stróżyński — Nienawidzę was!!! [książka]

Posted on 18/03/2011 by

4


Się dzieje. Miłość, nie­na­wiść, pan­krok, jabole, próby samo­bój­cze, no i rzecz jasna święta miłość kocha­nej ojczy­zny. Katyń, Hitler, kłam­stwa złych nauczy­cieli, ZOMO na two­ich uli­cach, ZOMO w twoim aka­de­miku, komor­nik w twoim miesz­ka­niu. Oraz żarliwa wiara rzym­sko­ka­to­licka trzy­ma­jąca znę­kany naród przy życiu: „Coś kurwa musi się dać wymy­ślić! Bałtyk się nie roz­stąpi, cho­ciaż mógłby, bo tylu ludzi tu w Boga wie­rzy”, powiada jeden z bohaterów.

Momentami wydaje się zresztą, że w tej histo­rii jest tylko jeden głos, który autor dzieli mię­dzy kilka postaci. W pierw­szej czę­ści okrutny świat PRL przed­sta­wia anty­ko­mu­ni­styczny out­si­der, który znaj­duje sens w gra­niu pan­kroka z kole­gami. Niestety, nawet w Jarocinie bez kom­pro­misu ani rusz — chło­paki srają na taki kom­pro­mis. Drugą część książki opo­wiada czy­tel­ni­kowi anty­ka­pi­ta­li­styczny młod­szy brat boha­tera pierw­szej. Już przed prze­czy­ta­niem tych 242 stron nie­trudno zgad­nąć, że i tak źle, i tak nie­do­brze. Wprawdzie późno, ale potwier­dza to młod­szy brat w orę­dziu na stro­nie 236: „mam w głę­bo­kiej pogar­dzie i komunę, i kapi­ta­lizm, i pra­wicę i lewicę, a nawet cen­trum też mam w dupie”. Przygody braci bywają cie­kawe bar­dzo lub mniej, ale zawsze opi­sane są kośla­wym, kula­wym języ­kiem, co pięk­nie kore­spon­duje z pro­ble­mami oraz dys­funk­cjami psy­chicz­nymi, i nie tylko, głów­nych postaci.

Bohater „prze­bywa w mokrej odzieży”. „Wsiada do zaawan­so­wa­nego wie­kowo moskwi­cza”. Bohaterka „wyraża kry­ty­cyzm wobec wła­snej urody”. Ta, która ma „dłu­gie i jakieś takie gęste rzęsy; wydatne piersi, jak zwy­kle nie skrę­po­wane sta­ni­kiem i wyraź­nie rysu­jące się pod bluzką” (gru­dzień, siódma rano, daleka podróż fia­tem 125p). Taki jest język całej książki Stróżyńskiego. Przyznaję, że ja tego języka nie kupuję, on mnie drażni na tyle, że nie mogę osią­gnąć satys­fak­cji z lek­tury. Zasłania mi histo­rię, zasła­nia mi wyło­żone kawa na ławę poglądy głów­nych boha­te­rów, co rusz potwier­dzane zresztą przez boha­te­rów dru­go­pla­no­wych. Sposób budo­wa­nia zdań, opi­sy­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści w spo­sób tak pogięty, zako­tło­wany ma silny zwią­zek z tym, jak pogięci, odrzu­ceni, poza spo­łe­czeń­stwem są boha­te­ro­wie. Pytanie, czy mam prawo odrzu­cić ten język? Otóż mam. Można to było napi­sać lepiej, przy oka­zji przy­da­jąc wia­ry­god­no­ści bohaterom.

A tak — mamy intry­gu­jący opis końca trzy­dzie­sto­oso­bo­wej imprezy w aka­de­miku. Oto „do pokoju gęsiego [a jaką mieli alter­na­tywę?] zaczęli wbie­gać umun­du­ro­wani [widać bywali też cywilni] zomowcy w heł­mach [hełm nie mun­dur?] z osło­nię­tymi pla­sti­ko­wymi szy­bami twa­rzami [szyk tego zda­nia jest praw­dziwy...], dzier­żąc w dło­niach wiel­kie białe pałki”. Na kar­tach „Nienawidzę was!!!” można się też pod­szko­lić z eko­no­mii. Ja pole­głem przy tek­ście: „...minęło już ponad dwa­dzie­ścia lat, a infla­cja rośnie szyb­ciej od płac, czyli jest coraz bied­niej”. Trudno powie­dzieć, czy Stróżyński wci­ska takie bzdury w usta swo­jego głów­nego boha­tera, żeby go ośmie­szyć, czy żeby poka­zać jego bez­rad­ność w walce z książ­kami (to coś dla mnie).

Jest tro­chę kung fu, macha­nia nogami, pię­ściami, oczy­wi­ście jeden nasz roz­wala ich trzech albo jed­nego, ale za to wiel­kiego. Niczym w grze kom­pu­te­ro­wej naj­waż­niej­szy jest na końcu, więc ten wątek aku­rat idzie bez nie­spo­dzia­nek. Część pro­ble­mów nie znaj­duje roz­wią­zań i po pro­stu jest, inne szybko udaje się poko­nać. Laska zosta­wiła naszego boha­tera dla komu­ni­stycz­nego apa­rat­czyka, z któ­rym chce porzu­cić ojczy­znę? Nie ma sprawy, bez trudu zga­dza się na ostatni seks z boha­te­rem i słusz­nie od wciąż zako­cha­nego roman­tyka dostaje spermą w swój zdra­dziecki ryj. Na zgodę.

Bohaterzy lubią wygła­szać mono­logi, nawet gdy są sami i nikt ich nie słu­cha. Myślę, że bez więk­szej pomyłki można zało­żyć, że wyra­żają wizję świata autora. Na przy­kład: „Dawniej rekla­mo­wali [tele­wi­zja za komuny] rze­czy­wi­stość jakiej nie ma, teraz [w kapi­ta­li­zmie] zachwa­lają towary i usługi, prze­ko­nu­jąc, że są czymś, czym nie są. Żaden rząd nie widział i nie widzi potrzeb narodu. Są zbyt ode­rwani od ludzi. Prawo nie jest sto­so­wane, jest zresztą zbio­rem absur­dów i sprzecz­no­ści. Biurokracja i korup­cja to pod­stawy ist­nie­nia pań­stwa. Prywatyzację prze­pro­wa­dzono w ban­dycki spo­sób. Przestępcy cie­szą się powszech­nym sza­cun­kiem spo­łecz­nym. Emeryt z UB, co się pastwił nad ludźmi, ma kilka tysięcy na sta­rość, a jego ofiara z wybi­tymi zębami i poła­ma­nymi nogami, jakieś gro­sze na suchy chleb. Ja pier­dolę te prze­miany i cały ten kapi­ta­lizm”. Można zażar­to­wać, że mamy tu próbę stwo­rze­nia mitu dość inte­re­su­ją­cej for­ma­cji wystę­pu­ją­cej pod nazwą con­se­rva­tive punk. Okazuje się, że pobożni chłopcy pun­kowcy tymi rękami oba­lili komu­nizm (zabi­ja­jąc zomow­ców), ale nie o take Polske wal­czyly. Te dia­gnozy, bądź to roz­go­ry­cze­nie, mają sens, są praw­dziwe i trafne. Tylko że, o ile się zorien­to­wa­łem, autor nie zamie­ścił na kar­tach książki pro­po­zy­cji wyj­ścia z tego gówna, a szkoda, było na to miej­sce. Nołfjuczer jed­nak obo­wią­zuje i zobo­wią­zuje. Brak kon­cep­cji świata, w któ­rym boha­te­ro­wie poczu­liby się dobrze, jest — jak rozu­miem — uspra­wie­dli­wiony, wynika z ich zagu­bie­nia w świe­cie współ­cze­snym, ich nie­do­ro­śnię­cia. Jest tylko ucieczka albo gni­cie. No to dzięki.

Na koniec próbka stylu. Pierwsze zda­nia roz­działu szó­stego, Stróżyński at his best: „Znudziło ich i zmę­czyło sys­te­ma­tyczne obrzu­ca­nie rzeki waha­dło­wymi bla­chami. Przysiedli nie­opo­dal ostrogi (czyli wrzy­na­ją­cej się w nurt rzeki połaci ziemi). Poziom wody oscy­lo­wał wokół sta­nów śred­nich. Mętna ciecz gro­ziła zala­niem prze­grody w nur­cie, nie­malże rów­na­jąc się z pozio­mem ziemi i traw”. Osoby, które zro­zu­miały, co robili boha­te­rzy z rzeką lub np. jaki był poziom wody, pro­szę o kon­takt z redak­cją. Satysfakcjonującą odpo­wiedź nagro­dzę wyczy­ta­nym tylko do połowy egzem­pla­rzem powie­ści. Uwaga! Redaktorka i korek­tor „Nienawidzę was!!!” nie mogą brać udziału w konkursie.

Tekst uka­zał się w mie­sięcz­niku „Lampa” nr 10/2010

Posted in: książka, recenzje