Pablopavo i Ludziki — 10 piosenek

Posted on 21/04/2011 by

0


Pablopavo, w dniu pre­miery koń­czący 33 lata, na okładce swo­jej dru­giej płyty jest war­szaw­skim cza­ru­siem. Teksty spra­wiają jed­nak, że na ten por­tret trzeba spoj­rzeć jesz­cze raz — ten cza­ruś ma w oczach śmierć.

No bo tak. Głównym boha­te­rem płyty jest jesz­cze raz Warszawa, „popę­kane mia­sto”. Numery jak zawsze mają ogromny roz­rzut sty­li­styczny. Mistrz cere­mo­nii wciąż ma 20 „palcy”, nie pal­ców. Lirycznie poka­zuje się jed­nak zupeł­nie na nowo — ciemny, księ­ży­cowy i zło­wrogi. Śmierć, czerń, a listo­pad to już nawet nie „pra­wie koniec świata” jak u Świe­tlic­kiego, ale „wia­domo świata koniec”.

Ballada o Okrzei” — boha­ter­ska śmierć. „Złoto” — miłość i śmierć. „Warzywniak” — nie­win­ność i śmierć. Na „Telehonie” też parę tru­pów było, ale aż tyle?! Oto, pro­szę bar­dzo, jest jesz­cze wstrzą­sa­jące „Za darmo” — hołd dla „A gdy będę umie­rał” Stanisława Staszewskiego. Ojciec Kazika dzień przed śmier­cią pisał: „A gdy będę umie­rał / to nie przyj­dzie gene­rał / ziew­nie z cicha dyrek­tor / Bo umiera byle kto”. Pablopavo dzi­siaj: „Za darmo się rozejdą ludzie i pod­stępne słu­chy / że to od wódy i dżojn­tów nie wyka­zu­jąc skru­chy / za darmo się prze­krę­cił na bok ciemny Pablopavo / za darmo ramio­nami wzru­szą ci co mieli ze mną klawo”.

Majstersztykiem pana Pawła jest „Wpuść mnie” — zna­cze­nia zwro­tek naświe­tlają się z każ­dym sło­wem, a cały tekst do końca zostaje wie­lo­znaczny. Artysta lubi puen­to­wać, ale w tym przy­padku nie robi tego — i świet­nie, bo pozwala wybrzmieć poezji dużej klasy: „Przyszedłem tro­chę gruby i tro­chę nie­młody / ale mam wino co ujmie mi lat [Waglewski?] / przy­nio­słem książkę w ramach dru­giej nagrody [!] / jak mnie nie wpu­ścisz poczy­tam przy drzwiach [!!] / w autobusie [!!!]”

Tematu war­szaw­skiego na pły­cie jest w sam raz („to jest to mia­sto o które nikt się nie mar­twi”), poety­zo­wa­nia momen­tami za wiele. Autorowi poezja wycho­dzi sama, wyziera z każ­dego lekko napi­sa­nego wersu, to jest uni­ka­towy dar. W pol­skiej muzyce nie przy­cho­dzi mi do głowy nikt, z kim Pablopavo nie mógłby w tej kon­ku­ren­cji co naj­mniej zawal­czyć. Dlatego nie pasują mi te miej­sca, gdzie stara się dać „jesz­cze wię­cej” (muzycz­nie nie­sa­mo­wite „Iście iście”) albo robi zakrę­cone opisy „tego, co jest”, za to wysoko oce­niam oby­cza­jówkę, kry­mi­nałki i auto­te­maty. Trochę kwe­stia gustu, a tro­chę wywa­że­nia proporcji.

Orkiestra woka­li­sty Vavamuffin zapusz­cza się o wiele, wiele dalej niż na styk reg­gae i hip-hopu, choćby naj­bar­dziej nowo­cze­snego. Bez wysiłku grają solidny afro­beat, rasowy soul z lat 60. (refren „Indziej” — Maluta i Stashka rzą­dzą w chór­kach), zaci­na­jące się reg­gae („Ballada o Okrzei”), a leni­wie pul­su­ją­cej elek­tro­nice („Złoto”) sporo dała Marika. I przede wszyst­kim — Pablopavo i Ludziki bar­dzo dobrze wie­dzą, jak robić refreny („Aneta ucieka”). Całego mate­riału słu­cha się z cie­ka­wo­ścią i przy­jem­no­ścią. Tam jest dużo wię­cej niż podkład.

W Polsce z jej PRL-owskim wyko­rze­nie­niem kul­tury ludo­wej trudno o dobrych śpie­wa­ków. Mocni są u nas woka­li­ści dzia­ła­jący na styku gada­nia i śpie­wa­nia — Pablopavo stoi w jed­nym rzę­dzie z Fiszem i Sidneyem Polakiem, któ­rzy nie są gigan­tami woka­li­styki, ale mają bar­dzo dobre przy­go­to­wa­nie muzyczne. Bohater tej recen­zji ma lep­szy od nich wokal, a muzycz­nie wspiera się dobrymi cwa­nia­kami. No i git.

Tekst uka­zał się w ser­wi­sie Polskiego Radia

Posted in: recenzje