Wokalnie jest jak chło­piec przy­stę­pu­ją­cy do pierw­szej komu­nii: stre­mo­wa­ny w obli­czu cere­mo­nii, spę­ta­ny zwy­cza­jem, sta­ra się jesz­cze bar­dziej. Pielęgnuje nie­do­sko­na­łość.

Wytwórnia Latarnia bły­snę­ła w zeszłym roku pły­tą hipho­po­we­go duetu Syny. Wiosną 2017 wyda­ła albu­my obu arty­stów tak chwa­lo­nych za „Orient” – 1988 i Piernikowskiego. Na jesień trój­miej­ska fir­ma zapla­no­wa­ła atrak­cję z innej orbi­ty: elek­tro­nicz­ne, wyci­szo­ne „Kaskady” Normal Echo. To trze­cia pro­duk­cja arty­sty w Latarni i pierw­sza na pły­cie kom­pak­to­wej.

Jej autor Dawid Szczęsny wystę­po­wał w duecie Niwea z Wojciechem Bąkowskim, odpo­wia­dał za stro­nę muzycz­ną przed­się­wzię­cia (widać go np. w wide­okli­pie do utwo­ru „Miły mło­dy czło­wiek”). Współtworzył Earpeace, wyda­wał pły­ty z Ignazem Schickiem, a przede wszyst­kim był auto­no­micz­nym auto­rem muzy­ki, któ­rą moż­na nazwać mecha­nicz­ną, z dużym udzia­łem zim­nej fali.

Sednem pro­jek­tu „Kaskady” jest ogra­ni­cze­nie środ­ków. Jakby z wcze­śniej­szych dzia­łań arty­sty wykro­jo­no wszyst­ko, co nie jest nie­zbęd­ne. W cie­le zosta­ło nie­mal wyłącz­nie ser­ce.

Jasne jest pokre­wień­stwo z innym wiel­kim elek­tro­ni­kiem, któ­ry wyniósł się do Berlina – Adamem Byczkowskim uży­wa­ją­cym nazwy Better Person. To nie tajem­ni­ca, pro­szę spoj­rzeć na ostat­nie uję­cie wide­okli­pu do utwo­ru „Hotele”. Grają ude­rza­ją­co podob­nie, są jak bra­cia, jed­nak im dłu­żej się przy­słu­chi­wać, tym wyraź­niej­sze są róż­ni­ce. Bracia Yin i Yang.

Rytmy i bar­wy syn­te­za­to­rów Normal Echo są podob­ne do tych, któ­re wyko­rzy­stu­je Better Person. Podkłady pierw­sze­go są jed­nak chłod­ne i powol­ne, a dru­gi uży­wa jaśniej­szych har­mo­nii. Ciepła i wil­got­na muzy­ka Better Person czer­pie z dorob­ku George’a Michaela i jego pobra­tym­ców z lat 80. Jeżeli Byczkowski jest prze­bo­jo­wy i melo­dyj­ny, to Szczęsny ma ostrzej­sze kan­ty, lepiej orga­ni­zu­je ryt­my i dobie­ra cie­kaw­sze brzmie­nia per­ku­syj­ne.

Tyle że teraz Szczęsny nie tyl­ko gra, ale też śpie­wa – w spo­sób nie­do­sko­na­ły, bole­sny i poważ­ny, ale też inny od zna­ko­mi­te­go w wyso­kich reje­strach kole­gi. Wokalnie Szczęsny jest jak chło­piec przy­stę­pu­ją­cy do pierw­szej komu­nii: wyda­je się stre­mo­wa­ny w obli­czu cere­mo­nii, spę­ta­ny zwy­cza­jem, przez co sta­ra się jesz­cze bar­dziej. Pielęgnuje nie­do­sko­na­łość, co bar­dzo mi się podo­ba, ale nara­ża arty­stę się na odrzu­ce­nie. Może to część tzw. prze­ka­zu?

Ponury Szczęsny ma talent do skró­tu. Gdy śpie­wa, że „od daw­na wiem, że wszyst­ko skoń­czy się źle” („Z dale­ka”, prze­bój pły­ty), to każe odczy­tać komu­ni­ka­ty, że: „w danej chwi­li jest bar­dzo dobrze”, „zazwy­czaj nie trwa to dłu­go” i „nie zale­ży to ode mnie”.

To jed­nak jest poda­ne mimo­cho­dem – tek­sty na „Kaskadach” są obli­czo­ne na to, żeby słu­chacz patrzył poza kadr, nie wprost, jak Gombrowicz, któ­ry „bał się, że zoba­czy za dużo”. Może nawet to nie nar­ra­tor skoń­czy źle? Podobnie autor nie mówi o byciu za gra­ni­cą i czu­ciu się nie na miej­scu, daje tyl­ko infor­ma­cję: „Wszystko jest w obcym języ­ku” („Hotele”), zresz­tą pięk­ną też jako meta­fo­ra rela­cji z inny­mi ludź­mi, bli­ski­mi czy ogól­nie – całym świa­tem.

Pracująca na Zachodzie reży­ser­ka Urszula Antoniak powin­na zain­te­re­so­wać się Normal Echo. Jej dopie­ro co poka­za­ny na festi­wa­lu w Gdyni film „Pomiędzy sło­wa­mi” dzie­je się Berlinie. Jestem pewien, że wręcz zim­ne kino Antoniak stwo­rzy­ło­by pięk­ną parę z muzy­ką Normal Echo.

Na koniec, na znak tego, jak dobrym i uważ­nym poetą jest Szczęsny, moje ulu­bio­ne zda­nia z „Kaskad”:

* „Spóźnione oso­by mają cały świat za szy­bą” („Za szy­bą”)
* „Rozkazy przy­cho­dzą pocz­tą pro­sto w ser­ce” („Rozkazy”)
* „Dom idzie na mnie, okna­mi w noc” („Dom”)
* „Zamawiam wię­cej takich jak ja” („Kolory”)
* „Po ciem­ku do lam­py, po cichu do łóż­ka” („Wyścig”)

Tekst uka­zał się 27/9/17 w Wyborcza.pl/kultura – tam­że wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz