Mum — Yesterday Was Dramatic, Today Is OK

Posted on 25/12/2009 by

0


Przed świę­tami mie­li­śmy tro­chę mrozu, krzynkę śniegu, nasta­wi­łem więc ucho na Islandię — ostat­nio grupa stam­tąd, Mum (zda­rza się pisow­nia múm), wydała nową, piątą płytę. O niej napi­szę wkrótce, bo mi się nawet podoba, przed świę­tami słu­cha­łem jed­nak sta­rego dobrego „Yesterday”. Okazja czyni zło­dzieja, dwa słowa o takim sta­ro­ciu nie zaszko­dzą, a chciał­bym jakoś upo­rząd­ko­wać swoje myśli, zanim oce­nię, dokąd dotarł zespół przez te osiem lat.

Mum to bowiem stare byki. Zjawili się w szoł­bi­zie w epoce, gdy świat odkrył Islandię. Pierwsza płyta wyszła krótko po wspól­nej pio­sence Bjork i Thoma Yorke’a z Radiohead (2000) — oboje byli wtedy u szczytu sławy i moż­li­wo­ści arty­stycz­nych, póź­niej już tylko dzi­wa­czyli. Piosenka była do filmu von Triera „Tańcząc w ciem­no­ściach”, w któ­rym Islandka grała główną rolę. Przełom stu­leci to też naj­lep­szy okres Sigur Rós, w 1999 roku pierw­sze suk­cesy świę­ciła Emiliana Torrini, a rok póź­niej poka­zały się filmy „1o1 Reykjavik” i „Anioły wszech­świata” — oba z cie­ka­wymi ścież­kami dźwię­ko­wymi. Nawet nie­zbyt prze­bo­jowi Gus Gus zdo­łali zyskać zain­te­re­so­wa­nie poza wyspą.

I wtedy... Dwóch face­tów zro­biło elek­tro­niczne pod­kłady, bliź­niaczki doło­żyły do nich żywe instru­menty (kla­wi­sze, akor­deon, wio­lon­czela) i zaśpie­wały deli­kat­nymi, por­ce­la­no­wymi gło­si­kami. Publika w Polsce osza­lała i od wielu lat Mum czę­sto przy­jeż­dżają do Polski się przy­po­mnieć i pograć dla dobrej publicz­no­ści. Nie ma sensu porów­ny­wać tego z sza­leń­stwem pt. „Jonathan Carroll a sprawa Polska”, bo oni są po pro­stu lepsi. Nie wyra­zi­łem się pre­cy­zyj­nie, kom­pu­te­rowe pod­kłady to u Mum momen­tami pozy­tywki, cym­bałki, ale także piski, klą­ski, zgrzyty i trza­ski — czyli przede wszyst­kim rytm. Da się to porów­nać z bez­tro­skimi, mimo­cho­dem two­rzo­nymi sym­fo­niami pta­sich gło­sów na wio­sen­nej łące pod lasem. Przenikające się i zle­wa­jące melo­die, każda w swoim ryt­mie. Niepowstrzymane.

Na debiu­cie śpiewu nie ma tak dużo, jak można by sądzić po licz­bie muzy­kan­tów i woka­li­stek. Muzyka jest nastro­jowa, ale wie­lo­kie­run­kowo. Naiwny smu­tek i naiwna pogod­ność. Bardzo zimowi smę­cia­rze nagrali parę pio­se­nek z bal­ladą, rowe­rem, latem, nocą i spa­niem w pociągu w tytule. Część robi wra­że­nie wyłącz­nie gry w obróbkę dźwięku skra­wa­niem, część poru­sza, a część roz­śmie­sza i bawi. Czuję się roz­draż­niony i roz­luź­niony zara­zem. Granie w kulki, kap­sle, noże, w piekło-niebo w wieku sze­ściu czy dzie­wię­ciu lat dostar­cza chyba podob­nych wra­żeń. No więc wła­śnie w to wypo­wie­dzieli Ci, drogi słu­cha­czu, mecza.

myspace, strona zespołu

Tagged: , ,
Posted in: recenzje