MGMT — Oracular Spectacular

Posted on 22/03/2009 by

0


Syndrom inży­niera Mamonia — ten album polega na „pio­sen­kach, które gdzieś wcze­śniej sły­sza­łem” i jest to zro­bione kon­se­kwent­nie. Inaczej mówiąc: na chama. Świetny pomysł na pierw­szą płytę, jeśli popro­wa­dzić go — jak w tym przy­padku — do końca, ale miejmy nadzieję, że to tylko nie­równy pilot bar­dzo cie­ka­wego serialu.

mgmt-oracularNowojorskie MGMT było rewe­la­cją roku 2008, znaw­com tematu nie znu­dziło się do tej pory, a jakiś czas temu zgar­nęło masę wyróż­nień jako twórca jed­nej z naj­lep­szych płyt i sin­gli zeszłego roku. Ostatnio sły­sza­łem tę płytę w hin­du­skiej restau­ra­cji — nie ma wyj­ścia, trzeba pisać.

Co takiego jest w tej pły­cie, że działa i na fachow­ców, i na sza­rego czło­wieka? Otóż łączy ele­menty, które w natu­rze wystę­pują razem rzadko. Jeśli cho­dzi o fachow­ców, to zawsze urzeka ich ambitna mie­szanka sty­lów, zwłasz­cza jeśli jest dzie­łem mło­dych ludzi. Młodzi ludzie nie słu­chają już na przy­kład wcze­snego Bowiego („Pieces Of What”), Stonesów („The Handshake”) albo Lennona („Weekend Wars”), a jeśli robią coś podob­nego, to raczej nie topią tego w morzu elek­tro­niki. Poza tym spece od muzyki mają sen­ty­ment do Nowego Jorku — brudu Sonic Youth, prze­bo­jo­wo­ści Blondie i wital­no­ści Beastie Boys. Z tych jakże cen­nych, choć nie uni­kal­nych pier­wiast­ków klei swoją muzykę, a także wize­ru­nek MGMT. Szwów nie widać.

Jeśli cho­dzi o śmier­tel­ni­ków, to płyta jest po pro­stu przy­stępna. Hit par­kie­tów „Kids” nie jest tu naj­bar­dziej melo­dyj­nym kawał­kiem. To raz. Druga rzecz to syn­drom inży­niera Mamonia — ten album polega na „pio­sen­kach, które gdzieś wcze­śniej sły­sza­łem” i jest to zro­bione kon­se­kwent­nie. Inaczej mówiąc: na chama. Świetny pomysł na pierw­szą płytę, jeśli popro­wa­dzić go — jak w tym przy­padku — do końca, ale miejmy nadzieję, że to tylko nie­równy pilot bar­dzo cie­ka­wego serialu. Jaskółką jest połą­cze­nie, nie bójmy się tego słowa, chwy­tli­wej muzyki i dosko­na­łego tek­stu w „Time To Pretend”. Mistrzostwo, dla­tego tę w sumie fajną płytę oce­nić trzeba ostro. A ocena jest jasna — MGMT są roz­kra­czeni mię­dzy zabawą w puz­zle a densflorem.

Oby nowo­jor­ski duet nie zgu­bił się w labi­ryn­cie psy­cho­de­licz­nego popu a la Of Montreal, bo nie musi w ten spo­sób roz­mie­niać na drobne talentu do naprawdę dobrych melo­dii. Płyta bucha mło­do­ścią i stu­denc­ko­ścią, ale jakoś tak... tylko miej­scami. Na razie staję zatem po stro­nie ludu i słu­cham w kółko tych paru melo­dyj­nych pio­se­nek, bez żalu pomi­ja­jąc mniej prze­ko­nu­jące „arty­styczne wydzi­wia­nie”. Jest ono inte­re­su­jące dla kone­se­rów, ale ciut za roz­wle­kłe dla bywal­ców hin­du­skich restauracji.

strona zespołu, myspace

ocena: 6/10, będzie ciekawiej

Tagged: , ,
Posted in: recenzje