Let The Boy Decide — Like The Earth, Like The Sun, Like The Ocean In The Night

Posted on 24/12/2009 by

0


Nazywają się jak kolejny zespół Stuarta Murdocha z Belle And Sebastian albo zapo­mniana pio­senka Morrisseya. Piszemy o ich dru­giej pły­cie z drob­nym pośli­zgiem, sporo już o nich napi­sali inni. Jakie ety­kietki przy­le­piono na grzbie­cie Let The Boy Decide?

* Grają podob­nie do Iowa Super Soccer, po ame­ry­kań­sku i wolno.

Iowa Super Soccer to świetny zespół z dziew­czyną na wokalu. Ich rze­czy są bli­skie nur­towi singer/songwriter — aku­styczne, melo­dyjne kawałki Michała Skrzydło są uma­jone ete­rycz­nym woka­lem Natalii Baranowskiej. Let The Boy Decide ma na moje ucho tro­chę inne metody, środki, prio­ry­tety. Muzyka nie jest tak aku­styczna, czę­sto dra­pie, chrzę­ści, solówki co rusz prze­ste­ro­wane. W bar­dziej zespo­ło­wym gra­niu mniej jest melo­dii, piękna, a wię­cej nastroju — jest bogat­sze, peł­niej­sze, bar­dziej inten­sywne. Zostawia mniej przestrzeni.

* Wokalistka Magdalena Noweta nie jest mistrzy­nią uroz­ma­ica­nia kawał­ków, za mało kombinuje.

Zwracam uwagę, że LTBD lubi zająć się budo­wa­niem nastroju i robi to nie­źle. Wszystko zależy od ocze­ki­wań słu­cha­cza. Dla mnie jest jasne, że muzycy pod­po­rząd­ko­wują gra­nie kli­ma­towi. Dziewczyna nie wpy­cha się na pierw­szy plan, bo nie o to cho­dzi, żeby jak żyleta ostrym dźwię­kiem zmie­nić w Londyn itd., itd. Instrumenty są rów­no­prawne, a tzw. głos żeński jest jed­nym z nich. W tych pio­sen­kach poka­zują się tu i ówdzie dobre melo­die, to faj­nie i miło — ale czy tylko ja sły­szę tam mie­sza­nie Birthday Party ze Stereolab? Jazgotliwe ame­ry­kań­skie solówki gitary, trąby, deli­katne desz­czowe kla­wi­sze w „River” (żaden cover ISS) two­rzą cie­kawą całość. Fajnie to jest pomyślane.

* Są zimowi, jesienni, senni.

Są też letni jak Happy Pills (ener­giczne „The Light Stays Off”). Wiosenni jak My Bloody Valentine („Moira’s Hero”). Znów letni jak... Iowa Super Soccer („Western Eyes”). To nie jest płyta stu­le­cia ani roku. Jest jed­nak parę god­nych uwagi spraw. Brzmienie. Już wieki temu mło­dzież pol­ska jarała się Nickiem Cave’em. Przeważnie tek­stowo — książki, tłu­ma­cze­nia — a dziś LTBD gra nam krwi­stego, gorą­cego pana Mikołaja i to działa („Deadman”). Poza tym mało który pol­ski zespół ma tak dobry pomysł na kla­wi­sze w skła­dzie (Łukasz Hoja). Ten instru­ment robi parę kawał­ków i jest cał­kiem zabawny, kiedy trzeba. No i na koniec — odsą­dzana od czci i wiary, niby „mru­cząca” woka­listka w „How It Ends” z wdzię­kiem Beth Ditto wska­kuje w uni­form Cerys Matthews z grupy Catatonia (może ktoś pamięta taki hit „Moulder And Scully”). Wiarygodnie i nie­na­chal­nie. Perkusista mimo­cho­dem gra to Mogwaiem, to Smashing Pumpkins. Piosenki też są, i to bar­dzo dobre — „Ghost On Your Road” i „Moira’s Hero” to hajlajty.

(recen­zja pocho­dzi z ser­wisu Polskiego Radia)

myspace

Posted in: recenzje