Komety — Luminal

Posted on 03/05/2011 by

0


Komety to Lesław — autor muzyki i tek­stów, jeden z naj­lep­szych w Polsce w tej dzie­dzi­nie. Jego cha­rak­te­ry­styczne, od razu roz­po­zna­walne pio­senki — melan­cho­lijne, cza­sem cierp­kie, zawsze bar­dzo fil­mowe — to skarb kra­jo­wej popkul­tury. „Luminal” to według zespołu nowe obli­cze Komet, a zda­niem fanów — typowa ich płyta. Wydaje się, że fani wie­dzą lepiej, ale płyta zasko­czyła mnie na plus. Duży.

Komet grają starą dobrą Partię, choćby w sin­glo­wym „Mogłem być tobą” z udzia­łem ksy­lo­fonu, trąbki, smycz­ków — to naprawdę jeden z lep­szych „lesła­wów” w ostat­nich latach. W tek­stach lider zespołu po sta­remu, jak każdy porządny arty­sta z kręgu muzyki pop, ogromną wagę przy­kłada do pro­ble­mów mło­dzieży. Czuje swoją publicz­ność, pisze dla niej i o niej, ale czę­sto trudno stwier­dzić, kiedy mówi wprost i na poważ­nie, a kiedy iro­ni­zuje — i on sam nie pomaga tego roz­strzy­gnąć. Bardzo mi odpo­wiada takie podej­ście. Do świet­nej frazy z poprzed­niej płyty: „Teraz wresz­cie jesteś w ciąży / już nigdy wię­cej nie będziesz musiała być sama”, dosta­jemy przy­pis w pio­sence o kłó­cą­cych się za ścianą rodzi­cach: „Wiesz, że to wszystko chcesz zro­bić ina­czej / dużo o tym myślisz i mocno w to wie­rzysz” („Inaczej”). Ten utwór, z groove’em i trą­bami żywcem z „Move On Up” Curtisa Mayfielda, jest ozdobą płyty, mimo że nie­zu­peł­nie oddaje hasło zespołu: „naj­więk­szym źródłem inspi­ra­cji jest popkul­tura polska”.

Lepieć widać to w „Powiedz to teraz” — nie napi­sałby tego lepiej Seweryn Krajewski, albo w fun­ko­wym, ale ciem­nym „Tańcu”. Komety wywo­łują tu ducha Tadeusza Nalepy, a oprócz orga­nów do pod­sta­wo­wego składu dołą­czają bębny i prze­szka­dzajki, które mru­gają do „Podaruj mi tro­chę słońca” Ewy Bem. Instrumentalny „Taniec” to epi­log „Osiemnastych uro­dzin”, następ­nej perły w nowym kla­se­rze Lesława: „znowu w cen­trum uwagi, oto­czona tłu­mem / który wymie­nia plotki, zawią­zuje soju­sze, wywo­łuje wojny (...) pierw­szy wie­czór doro­sło­ści / która będzie z tobą aż do samej śmierci”. No tak, cały Lesław: skoro już jeste­śmy na weso­łej impre­zie, weźmy pod uwagę, jakie to wszystko smutne. Myślę, że lider Komet mógłby się pod­pi­sać pod sło­wami Marcina Pryta z 19 Wiosen: „kolejne kroki, które sta­wiasz do przodu / prak­tycz­nie posu­wają cię w mroki / zapad­nię­tego grobu”. No i pod­pi­suje się, pisząc: „Praca któ­rej nie lubisz / zwią­zek w któ­rym się dusisz / dom w któ­rym umie­rasz / meble które dobrze znasz” („Karolina”).

Luminal” nie usy­pia. To porząd­nie napi­sana i zagrana płyta, rów­niej­sza od poprzed­niej „Akcji V1” i moim zda­niem dużo lep­sza. Na ten obraz rzu­tuje tylko stara przy­pa­dłość zespołu. Lesław wciąż twier­dzi, że „nie chce do końca życia nagry­wać róż­nych wer­sji tej samej płyty”, ale ogromny roz­rzut sty­li­styczny pio­se­nek grupy spra­wia, że płyty to lep­sze lub gor­sze odcinki serialu. Tematy się zmie­niają, postaci się tasują, są nowe kon­fi­gu­ra­cje, ale boha­te­rzy wciąż ci sami: muzycz­nie rock and roll, punk rock, big­bit, roc­ka­billy, pio­senka. Tekstowo — doj­rze­wa­nie, samot­ność, nie­speł­nie­nie, duszna Warszawa, ucieczka, podróż. Mimo wszystko nikt w Polsce nie robi tego lepiej. I dłu­żej, można dodać zło­śli­wie. Komety nagrały kie­dyś taki oto numer Lady Pank: „To jest tylko rock and roll / naj­prost­szy rytm / coś w dur i w moll / i wię­cej nic”. Doprowadzili ten model do per­fek­cji, więc każda ich płyta — gdy tylko słowa są udane (a na „Luminalu” są) — potrafi dać furę rado­ści. Pod nazwi­skiem polecam.

Tekst uka­zał się w ser­wi­sie Polskiego Radia

strona zespołu

Posted in: recenzje