Dzie­się­cio­le­cie ze­spo­łu Ko­bie­ty uczczo­ne zo­sta­ło ju­bi­le­uszo­wym kon­cer­tem je­sie­nią 2008 i wy­da­niem DVD z te­go wy­stę­pu. Ze­spół Grze­go­rza Na­wroc­kie­go gra pop, ma bar­dzo do­bre me­lo­die i nie­ba­nal­ne tek­sty, je­go ostat­nia pły­ta „Amne­stia” ma opi­nię naj­le­piej wy­pro­du­ko­wa­ne­go pol­skie­go al­bu­mu od wie­lu lat. Tak do­brze je­st od po­cząt­ku Ko­biet - od prze­bo­ju „Mar­cel­lo”, pierw­szej i ostat­niej pio­sen­ki w ka­ta­lo­gu ze­spo­łu, któ­ra by­ła na­praw­dę czę­sto pusz­cza­na w ra­diu. Dla­cze­go więc swo­je świę­to Ko­bie­ty ob­cho­dzi­ły w klu­bie Żak, a nie na ja­kimś gdań­skim sta­dio­nie, nie na mo­lo w So­po­cie, nie na We­mbley?

(re­cen­zja po­cho­dzi z mie­sięcz­ni­ka Lam­pa, nr 11/2009).

kobiety-3cityW Pol­sce gra­nie ta­kiej mu­zy­ki - pi­kant­ne­go, ta­necz­ne­go po­pu - to pe­łen un­der­gro­und. Na DVD pio­sen­ki są prze­tka­ne trój­miej­ski­mi im­pre­sja­mi i wy­po­wie­dzia­mi mu­zy­ków. Tą dro­gą od Na­wroc­kie­go do­wia­du­je­my się, że Ko­bie­ty ma­ją świa­do­mo­ść, że z gra­nia mu­zy­ki nie uda im się wy­żyć, i dzię­ki te­mu mo­gą ro­bić, co ze­chcą, gra­ją to, co lu­bią i umie­ją grać. Wol­no­ść ar­ty­stycz­na wy­ni­ka pa­ra­dok­sal­nie z te­go, że mu­zy­ka po­pu­lar­na je­st kom­plet­nie nie­po­pu­lar­na. W Pol­sce do­bry pop trze­ba ro­bić w pod­zie­miu.

Na „3 Ci­ty Big Be­at” stu­dyj­ne, wy­gła­dzo­ne brzmie­nie Ko­biet się nie roz­my­wa. Dźwięk je­st wy­pro­du­ko­wa­ny ni­czym na pły­cie stu­dyj­nej, se­lek­tyw­nie, sły­chać wszyst­ko, a na­wet wię­cej - bo do­dat­ko­we par­tie gra mnó­stwo go­ści. Już w otwie­ra­ją­cym „Mar­cel­lo” na fle­cie gra An­na Mią­do­wi­cz, na kla­wi­sza­ch Ma­ciek Cie­ślak. W kil­ku utwo­ra­ch mu­zy­kom to­wa­rzy­szy sek­cja dę­ta, śpie­wa­ją Bu­dyń, Mar­si­ja i Bu­nio. W erze gru­py Ego „Mr Mi­les” w ko­stiu­mie ni­czym z „Blu­es Bro­thers” wy­stę­pu­je ja­ko sak­so­fo­ni­sta Ty­mon Ty­mań­ski. Wśród dwu­na­stu pio­se­nek na „3 Ci­ty Big Be­at” aż pięć je­st z ostat­niej pły­ty, resz­ta to mniej­sze re­pre­zen­ta­cje de­biu­tu i „Po­zwól so­bie”. W co naj­mniej ta­kim sa­mym stop­niu jak brzmie­nie do­pra­co­wa­ny je­st wy­gląd ze­spo­łu i mu­zy­ków to­wa­rzy­szą­cy­ch - z ma­ły­mi wy­jąt­ka­mi (ca­ły w bie­li Grze­go­rz Na­wroc­ki z gi­ta­rą aku­stycz­ną wy­glą­da jak Da­vid Byr­ne, wo­ka­list­ka Mar­ta Hand­sch­ke w czer­wo­nej su­kien­ce olśnie­wa) są ubra­ni w czerń z ele­men­ta­mi czer­wie­ni. Każ­de­mu ka­wał­ko­wi to­wa­rzy­szy od­po­wied­nio do­bra­na war­stwa wi­zu­al­na au­tor­stwa Ma­cie­ja Szu­pi­cy, wy­świe­tla­ją­ca się na wiel­kim te­le­bi­mie za ple­ca­mi mu­zy­ków. Sta­ran­no­ść, z ja­ką zre­ali­zo­wa­no to przed­się­wzię­cie, bu­dzi po­dziw. Pew­nie dla­te­go naj­bar­dziej po­do­ba­ły mi się wsta­wio­ne mię­dzy pio­sen­ka­mi prze­bit­ki z ja­kiejś im­pre­zy z wi­nem i oliw­ka­mi, mo­że ze zbiór­ki przed kon­cer­tem, na któ­rej Ko­bie­ty, go­ście, mał­żon­ki, mę­żo­wie, ca­ła eki­pa po­wta­rza­ją so­bie cza­ru­ją­cy „Pif paf”. Ta pół­im­pro­wi­za­cja po­zwa­la ode­tchnąć od per­fek­cyj­nie za­aran­żo­wa­ne­go kon­cer­tu i na­da­je ca­ło­ści wła­ści­we pro­por­cje. To jed­nak pod­zie­mie.

Co z te­go ma­te­ria­łu wy­ni­ka? Coś in­ne­go niż ze „zwy­kły­ch” kon­cer­tów ze­spo­łu. Ko­bie­ty na ży­wo po­tra­fią po­sza­leć, lu­bią po­sta­wić ścia­nę dźwię­ku, umie­ją ro­ze­dr­gać pu­blicz­no­ść i wpu­ścić ją w ka­nał transu. Na „3 Ci­ty Big Be­at” nie ma te­go zbyt wie­le, wszyst­ko wy­da­je się pod kon­tro­lą, kil­ka ka­mer śle­dzi przede wszyst­kim mu­zy­ków - czę­sto w bar­dzo do­bry­ch ka­dra­ch - za to nie­wie­le je­st w tym fil­mie pu­blicz­no­ści. Ile świet­ny­ch kon­cer­to­wo pol­ski­ch ze­spo­łów ma na kon­cie DVD? W tym przy­pad­ku wy­da­je się, że gó­rę nad spon­ta­nicz­no­ścią, un­der­gro­un­dem, te­stem otwar­tym wziął pre­cy­zyj­ny plan - po­ka­zać jak naj­le­piej ja­kiś koń­czą­cy się etap, przed­sta­wić do­brze ogra­ny ma­te­riał z ludź­mi, któ­rzy wnio­są do nie­go coś świe­że­go. Wiel­ki te­st. Zresz­tą sam ze­spół mó­wił, że na po­cząt­ku by­ło tro­chę stre­su, tre­my, że tę tak bo­le­śnie nie­po­ka­zy­wa­ną pu­blicz­no­ść trze­ba by­ło pod­bić, ku­pić. Uda­ło się.

stro­na ze­spo­łu, my­spa­ce

Dodaj komentarz