Kobiety — 3 City Big Beat (DVD)

Posted on 09/12/2009 by

0


Dziesięciolecie zespołu Kobiety uczczone zostało jubi­le­uszo­wym kon­cer­tem jesie­nią 2008 i wyda­niem DVD z tego występu. Zespół Grzegorza Nawrockiego gra pop, ma bar­dzo dobre melo­die i nie­ba­nalne tek­sty, jego ostat­nia płyta „Amnestia” ma opi­nię naj­le­piej wypro­du­ko­wa­nego pol­skiego albumu od wielu lat. Tak dobrze jest od początku Kobiet — od prze­boju „Marcello”, pierw­szej i ostat­niej pio­senki w kata­logu zespołu, która była naprawdę czę­sto pusz­czana w radiu. Dlaczego więc swoje święto Kobiety obcho­dziły w klu­bie Żak, a nie na jakimś gdań­skim sta­dio­nie, nie na molo w Sopocie, nie na Wembley?

(recen­zja pocho­dzi z mie­sięcz­nika Lampa, nr 11/2009).

kobiety-3cityW Polsce gra­nie takiej muzyki — pikant­nego, tanecz­nego popu — to pełen under­gro­und. Na DVD pio­senki są prze­tkane trój­miej­skimi impre­sjami i wypo­wie­dziami muzy­ków. Tą drogą od Nawrockiego dowia­du­jemy się, że Kobiety mają świa­do­mość, że z gra­nia muzyki nie uda im się wyżyć, i dzięki temu mogą robić, co zechcą, grają to, co lubią i umieją grać. Wolność arty­styczna wynika para­dok­sal­nie z tego, że muzyka popu­larna jest kom­plet­nie nie­po­pu­larna. W Polsce dobry pop trzeba robić w podziemiu.

Na „3 City Big Beat” stu­dyjne, wygła­dzone brzmie­nie Kobiet się nie roz­mywa. Dźwięk jest wypro­du­ko­wany niczym na pły­cie stu­dyj­nej, selek­tyw­nie, sły­chać wszystko, a nawet wię­cej — bo dodat­kowe par­tie gra mnó­stwo gości. Już w otwie­ra­ją­cym „Marcello” na fle­cie gra Anna Miądowicz, na kla­wi­szach Maciek Cieślak. W kilku utwo­rach muzy­kom towa­rzy­szy sek­cja dęta, śpie­wają Budyń, Marsija i Bunio. W erze grupy Ego „Mr Miles” w kostiu­mie niczym z „Blues Brothers” wystę­puje jako sak­so­fo­ni­sta Tymon Tymański. Wśród dwu­na­stu pio­se­nek na „3 City Big Beat” aż pięć jest z ostat­niej płyty, reszta to mniej­sze repre­zen­ta­cje debiutu i „Pozwól sobie”. W co naj­mniej takim samym stop­niu jak brzmie­nie dopra­co­wany jest wygląd zespołu i muzy­ków towa­rzy­szą­cych — z małymi wyjąt­kami (cały w bieli Grzegorz Nawrocki z gitarą aku­styczną wygląda jak David Byrne, woka­listka Marta Handschke w czer­wo­nej sukience olśniewa) są ubrani w czerń z ele­men­tami czer­wieni. Każdemu kawał­kowi towa­rzy­szy odpo­wied­nio dobrana war­stwa wizu­alna autor­stwa Macieja Szupicy, wyświe­tla­jąca się na wiel­kim tele­bi­mie za ple­cami muzy­ków. Staranność, z jaką zre­ali­zo­wano to przed­się­wzię­cie, budzi podziw. Pewnie dla­tego naj­bar­dziej podo­bały mi się wsta­wione mię­dzy pio­sen­kami prze­bitki z jakiejś imprezy z winem i oliw­kami, może ze zbiórki przed kon­cer­tem, na któ­rej Kobiety, goście, mał­żonki, mężo­wie, cała ekipa powta­rzają sobie cza­ru­jący „Pif paf”. Ta pół­im­pro­wi­za­cja pozwala ode­tchnąć od per­fek­cyj­nie zaaran­żo­wa­nego kon­certu i nadaje cało­ści wła­ściwe pro­por­cje. To jed­nak podziemie.

Co z tego mate­riału wynika? Coś innego niż ze „zwy­kłych” kon­cer­tów zespołu. Kobiety na żywo potra­fią posza­leć, lubią posta­wić ścianę dźwięku, umieją roze­dr­gać publicz­ność i wpu­ścić ją w kanał transu. Na „3 City Big Beat” nie ma tego zbyt wiele, wszystko wydaje się pod kon­trolą, kilka kamer śledzi przede wszyst­kim muzy­ków — czę­sto w bar­dzo dobrych kadrach — za to nie­wiele jest w tym fil­mie publicz­no­ści. Ile świet­nych kon­cer­towo pol­skich zespo­łów ma na kon­cie DVD? W tym przy­padku wydaje się, że górę nad spon­ta­nicz­no­ścią, under­gro­un­dem, testem otwar­tym wziął pre­cy­zyjny plan — poka­zać jak naj­le­piej jakiś koń­czący się etap, przed­sta­wić dobrze ograny mate­riał z ludźmi, któ­rzy wniosą do niego coś świe­żego. Wielki test. Zresztą sam zespół mówił, że na początku było tro­chę stresu, tremy, że tę tak bole­śnie nie­po­ka­zy­waną publicz­ność trzeba było pod­bić, kupić. Udało się.

strona zespołu, myspace

Tagged: , ,
Posted in: recenzje