Druga płyta improwizującego tercetu międzymiastowego. Filip Kalinowski używa gramofonu, Paweł Bartnik elektroniki, a Olgierd Dokalski – trąbki. To nie jest tak, że trębacz lata sobie jak chce po zgrabnie ułożonych na komputerze tłach. Nie, każdy z trójki na bieżąco buduje nastrój, wpływa na kierunek działań pozostałych.

kirk-zlakrewPodstawą są niepokojące podkłady, rzadziej tak mocno zrytmizowane jak na pierwszym albumie „Msza święta w Brąswałdzie”. Muzycy mają teraz więcej przestrzeni, wypełniają ją solidarnie: oprócz jasno brzmiącej trąbki istotne są intrygujące wtręty Kalinowskiego – zapętlone, porwane fragmenty muzyki, mowy i rapu, szumy, skrecze. Do tego zmieniające się, łamane bity, dźwiękowe chmury wypływające z elektronicznych generatorów Bartnika (świetny w tytułowej, „narastającej” kompozycji). Jest tu też ich własna wersja „Children Of God” z najsłynniejszej płyty Swans. Muzyka kIRka wychodzi poza gatunki i schematy, ale zespół wystąpił też np. na festiwalu Open’er. „W tej muzyce jest dużo różnorodności, ale nie ma kompromisów. To wszystko razem gada” – twierdzi Dokalski. Artyści tą duszną płytą upuszczają sobie złej krwi, oczyszczają się, a co uzyskają słuchacze, zewnętrzni uczestnicy tej procedury, zależy już tylko od nich.

„Zła krew” ukazuje się na CD i w wersji kasetowej, a wyłącznie do magnetofonu nadaje się wychodząca równolegle „Msza święta w Altonie”. To zapis grudniowego koncertu kIRka z towarzyszeniem gitarzysty Wojciecha Kwapisińskiego, rzecz dla pilniejszych fanów składu. No i dla licznych kolekcjonerów kaset.

Tekst ukazał się 8/2/13 w „Gazecie Wyborczej” – w portalu więcej recenzji

Dodaj komentarz