Gdybyś miał zabrać na bezludną wyspę jedną płytę, w życiu nie wziąłbyś Kawałka Kulki. Gdyż oni potrzebują towarzystwa jak nie wiem. Gdybyś miała towarzystwo i jeszcze zrobić nastrój, w życiu nie włączyłabyś Kawałka Kulki. Nie, bo to jedna z bardziej irytujących kapel w Polsce, nawet jeśli nagrywa najkrótsze i szalenie nastrojowe płyty. Bo będzie wojna nerwów i lało.
Ciągle nie wiadomo, co o nich myśleć, przypuszczam, że nie są tym zmartwieni. Kupować czy tylko kraść, może w ogóle sobie odpuścić? Warto czy nie warto, jakieś wskazówki, podpowiedzi, noty za styl? A zwłaszcza: do czego to jest podobne. „Gram w zespole”. „A co gracie?”. O Kawałku Kulki nie da się powiedzieć nic, ale chwila. Z nieznanych mi przyczyn bardzo korzystna dla artysty jest etykietka (niemożliwa przecież, zawsze fałszywa), zgodnie z którą „nie da się obok niego przejść obojętnie, można albo się nim zachwycać, albo go nienawidzić”. Otóż koło nowego Kawałka Kulki przechodzę, nadstawiając uszu i zakrywając je zarazem. Takie tam paradoksy są z nimi, normalnie: czujesz się źle psychicznie i akurat losowe wydarzenie — idziesz sobie przez most. Chętnie wychylasz się za barierkę, ale w sumie trzymasz się jak najdalej od niej. Naraz. Ale nie idziesz przez most po prostu. Tak jest ze słuchaniem zespołu z Gorzowa Wielkopolskiego, który (zespół) nagrał drugą płytę.
Oni powtarzają ciągle po kilka, kilkanaście razy te swoje wersy, które nic nie znaczą: 1) „pan szuka książki, która szybko spłynie, a nie spokój w sercu zmąci”; 2) „miętówka po starej znajomości, papieros za dobre czasy, ubieraj się, poznasz moich rodziców”; 3) „stoję w cieniu, reguluję ostrość, spadam / cios staranny i troskliwy, czar opada” itd. Równie dobrze mógłbym napisać, że te teksty znaczą bardzo wiele albo są fantastyczną poezją, jasne. Oczywiście to wszystko jest prawda, zależy, kto patrzy. Dla jednego takie zdanie czyni kultowy tekst, szlagwort; inny się zdziwi, że to jakaś proteza, zatyczka, po co śpiewać cokolwiek w ogóle — można było to zagrać na akordeonie, melodia by ocalała i jeszcze byłoby bardzo ciekawie. Albo solo na perkusji.
W każdym razie pod względem poezji na „Nocy poza domem” jest no wprost niebywale, szalenie nieszablonowo, nie ma miejsca na kompromis, niecodziennie słyszy się takie teksty. Co my będziemy się wychylać, gdzież nam tu w Polsce do standardów światowych; co się będziemy przejmować, my tu w Polsce po raz kolejny pokazaliśmy, że umiemy zrobić coś oryginalnego, naszego, i gdzieś mamy standardy światowe. Tego typu myśli po tego typu wersach. Gratulacje bądź wyrazy współczucia.
Brzmienie to takie lo-fi w tym sensie, że „ej, słyszałem szesnastą płytę twojego brata, tym razem nagrane w kiblu, a nie w kuchni, ale ocalił swoje niebanalne brzmienie”. W tym staromodnym, tradycyjnym, rzewnym i agresywnym graniu mieszczą się z rzadka automatyczne bity (staromodne), ciągle śpiewanie na dwa głosy, stukanie pukanie nie w okienko (a może, a nuż?), spogłosowana czasem gitara, oczywiście bezkompromisowe tytuły w rodzaju „W stanie romantycznie pijanego zakochania/nęcimy-hipnotyzujemy”. Bo to jest nie tylko w tytułach taki Pavement (a może Animal Collective, nie wiem, co jest w tym sezonie modne — zdaje się Tory Y Moi?), dużo zabawy w muzykę, grania ni to równo, ni to nierówno, ale tak żeby brzmiało jak nierówno, teksty niedbałe (albo na przykład bardzo dopracowane, zmyślne i pobudzające do myślenia, ale piszę tu o wrażeniach), wokalnie też nie za bardzo Krzysztof Krawczyk z Violettą Villas. Skrzypce jeżdżą, bas pulsuje, gitara podaje rytm. Głośne akordy i śpiewanie skandowaniem. Nie taki piosenkowy jest Kawałek Kulki, jak go malują, zupełnie nie odbieram go jako fabryki świetnych melodii. Normalny zespół, na oko na ogół na przekór, więcej „inaczej niż” niż „tak samo jak”. Singiel na rytmie rege, ale folkowy, dialog głosów, gitarki malutko, skrzypiec dużo. Klimat, nastrój, atmosfera, duch, fluid, humor, aura. Tę płytę trzeba obtoczyć w jajku i tartej bułce, inaczej nie ma sensu jej słuchać.
Recenzja ukazała się w miesięczniku „Lampa”, numer 4/2010

Posted on 09/05/2010 by Jacek Świąder
0