Happysad — Mów mi dobrze

Posted on 29/10/2009 by

0


Zespół muzyki mło­dzie­żo­wej Happysad po nie­dłu­gim cza­sie od wyda­nia kon­cer­to­wego DVD przy­po­mina się pre­mie­ro­wym mate­ria­łem. W tym momen­cie Wojewódzki mówi: „Jestem na nie!” i wycho­dzi, dys­ko­te­kowa Chylińska ze wsty­dem spusz­cza oczy, a Foremniak zachęca: „Prosimy bardzo”.

(recen­zja pocho­dzi z ser­wisu Polskiego Radia i ma tam bar­dzo fajne komentarze)

happysad-mowmiPoczątek nowej płyty Happysad przej­muje dresz­czem, ale zna­jo­mym. Opener „Ciało i rozum” intry­guje zmie­sza­nym z reg­gae mar­szo­wym ryt­mem, do któ­rego chce się zakrzyk­nąć „Zośka – nie strze­lać, tu Zośka, nie strze­lać!”. Ta część robi wra­że­nie, jakby muzycy Happysad byli ostat­nimi, któ­rzy sły­szeli „Powstanie war­szaw­skie” Lao Che, płytę mającą już swoje lata. W dodatku wokal, zwłasz­cza pod koniec, jest bez­wstyd­nie zerżnięty z cha­rak­te­ry­stycz­nej, pre­ten­sjo­nal­nej maniery Spiętego. Cóż, przy­naj­mniej war­stwa muzyczna eks­po­nuje talent nowego w zespole Daniela Pomorskiego (trąbka, kla­wi­sze, akordeon).

Słyszymy na pły­cie tro­chę fir­mo­wej żwawej łupanki („Mów mi dobrze”, „Made in China”, „Sami sobie”), tro­chę tra­dy­cyj­nego kopio­wa­nia Pidżamy Porno („Pętla” z rów­nież nawią­zu­ją­cym do tej sty­li­styki tek­stem „prze­klęte koryta bram” i rymem „może uda się nam”). Jednak naj­bar­dziej kurio­zalne jest imi­to­wa­nie gita­ro­wego revi­valu w skocz­nym refre­nie cał­kiem dobrej „Kostuchny”. Po tym nie­mi­łym zasko­cze­niu bar­dzo dobre wra­że­nie robi koły­sanka „Taką wodą być”. Jest zgrab­nie zaaran­żo­wana, nie łzawa, wpraw­dzie głos Kawalca tro­chę wysi­lony, ale ten kawa­łek to mocny punkt płyty. Inny reflek­syjny, samo­bój­czy wręcz utwór to „Pani K” – nie­stety, jest nie­zno­śnie pod­nio­sły. Bogata aran­ża­cja (trąbka jak z Kultu, skrzypce, man­do­lina) nie ratuje utworu, wszystko psuje tekst („do snu układa się cały świat zasłu­chany w pieśń” etc.) i roz­pacz woka­li­sty, który roz­ch­mu­rza się na chwilę w utwo­rze „W piw­nicy u dziadka”. Na tle opty­mi­stycz­nego, począt­kowo aku­stycz­nego kawałka stwa­rza mito­lo­gię szczę­śli­wego dzie­ciń­stwa. W tej pio­sence gość – Kasia Gierszewska z zespołu Trzydwa% UHT – poka­zuje swoje nosow­skie obli­cze. Niestety, Kuba Kawalec miewa pro­blemy z opty­mi­stycz­nym śpie­wa­niem, wycho­dzi mu dziar­ski har­cerz. Pod koniec oka­zuje się, że to jed­nak pastisz. Uff!

Bardzo dobre wra­że­nie robi „Made in China” świet­nie wyko­rzy­stu­jące trę­ba­cza, ener­gię zespołu i gita­rowe pomy­sły Łuka­sza Ceglińskiego. Do tego mamy nie­śmiałe, ale inte­re­su­jące próby śpie­wa­nia na parę gło­sów. Wychodzi z tego naj­lep­szy utwór na pły­cie, pory­wa­jący. Na koniec błysz­czy jesz­cze „My się nie chcemy bić”, zro­biony po cyr­ko­wemu wal­czyk, śpie­wany chó­rem pacy­fi­styczny hymn. Na myśli przy­cho­dzą zarówno Pogodno, jak i The Beatles – i bar­dzo dobrze. Temu zespo­łowi służy tro­chę luzu, dystansu. Potrafią być uro­czy mimo­cho­dem, bez tłu­cze­nia słu­cha­czy w głowę młot­kiem. Tak, koniecz­nie powinni roz­wi­nąć ten kierunek.

Słowo o tek­stach. Hitem płyty jest fraza „ja na złe reaguję źle i kur­czę się w sobie zamy­kam” (utwór tytu­łowy), która oprócz śmie­chu daje kilka inte­re­su­ją­cych moż­li­wo­ści inter­pre­ta­cji. Miejscami stra­szy gim­na­zjalna liryka w rodzaju „sam sobie nary­suj świat / coś nie podoba ci się / to sobie to zdrap” (słabe pidża­mowe „Sami sobie”). W smęt­nej bal­la­dzie „Lęki i fobie” (musieli chyba upić Seweryna Krajewskiego na smutno, żeby im to napi­sał) Kuba Kawalec wyja­wia, że „łez nie wylewa za koł­nierz”. W „Nie ma nieba” z kolei „nie wiem nie jestem pewien / czy spo­tkamy się w nie­bie”. Najwyraźniej tek­ściarz do nieba nie cho­dzi, bo mu nie po dro­dze. Ta pio­senka zaraz prze­cho­dzi w Pidżamę Porno (ale dla­czego zawsze muzycz­nie i tek­stowo naraz?!) ze zda­niami w rodzaju „serce to tylko kawa­łek mięsa”. A prze­cież wygląda jak jabłko.

Przykro, że jak Happysad ścią­gają, to po cało­ści. Być może na następ­nej pły­cie (na pewno taka powsta­nie, może to i dobrze) uda się wymie­szać inspi­ra­cje, a nie tylko robić kawałki oparte w cało­ści a to na Pidżamie, a to na sta­rym Franz Ferdinand, a to na czymś jesz­cze innym. Zespół ma bowiem atuty potrzebne do nagra­nia bar­dzo dobrej płyty: dużą bazę fanów, wiel­kie doświad­cze­nie kon­cer­towe i nie­złe stu­dyjne, nowego świet­nego muzyka w skła­dzie (aran­ża­cje!), który pięk­nie zaczął, pomy­sły kon­struk­cyjne wykra­cza­jące poza sche­mat zwrotka-refren. No i parę płyt prze­słu­cha­nych... Trochę ini­cja­tywy, mniej naboż­no­ści w sto­sunku do swo­ich bogów. Bo na razie – jestem na nie.

Strona zespołu, myspace

Tagged: , ,
Posted in: recenzje