Happy Pills — Retrosexual

Posted on 23/04/2010 by

0


Piąta płyta Happy Pills miała być jesie­nią, cho­ciaż zespołu miało nie być już nigdy. Niespodzianka się opóź­niła, ale za to jest. Poznaniacy to pio­nie­rzy, pro­to­pla­ści ame­ry­kań­skiego pro­stego gita­ro­wego gra­nia na pol­skiej ziemi, są jak łagodne, pio­sen­kowe obli­cze Pixies. Wyprzedzili o wiele lat podobne polsko-amerykańskie zespoły, któ­rych dziś jest na pęczki, „Lampa” pisze o takich co miesiąc.

Happy Pills dzia­łali inten­syw­nie już w poło­wie lat 90. Weszli z jazgo­tem gitar, z prze­ste­rem na bęb­nach, z przy­bru­dzo­nym, prze­krzy­wio­nym brzmie­niem; z pol­skim akcen­tem Agi Morawskiej (od lat w Nowym Jorku) w nie zawsze gra­ma­tycz­nych tek­stach. Czy pol­ski akcent prze­bi­jał się też w muzyce? Nie sły­sza­łem. Byli kom­plet­nie różni na tle reszty pol­skich grup, osten­ta­cyj­nie odcięci od pol­skiej sceny — i w sen­sie muzycz­nej histo­rii, i w sen­sie zaple­cza podob­nych zespołów.

Zamiast Morawskiej w Happy Pills śpiewa teraz Natalia Fiedorczuk. Wszyscy na osie­dlu ich nie­na­wi­dzą — znowu naj­lep­sza dziew­czyna w biz­ne­sie chce z nimi być. Chce śpie­wać te słodko-gorzkie, uro­cze pio­senki, melo­die umosz­czone w roz­la­nych gita­rach, z cha­rak­te­ry­stycz­nie pro­stym, aż banal­nym basem. Grają ci co zawsze: Szypura, Kochanowski, Kąkolewski. Do tego per­ku­si­sta znany z „Lo-fi” (1998) Piotr Kończal i trzeci gita­rzy­sta, wete­ran Sławek Mizerkiewicz. W tym skła­dzie Happy Pills robią to samo co na poprzed­niej pły­cie „Smile” (2001).

Zespół z Poznania (tam się wydaje płyty na prze­ło­mie zimy i wio­sny — Strachy na Lachy, Muchy) jest osten­ta­cyj­nie odwró­cony ple­cami do „dzi­siaj” w rozu­mie­niu tego, co robi w muzyce gita­ro­wej kolejne poko­le­nie. Bardzo dobry pomysł. Słucham tego i jest tak, jak­bym wró­cił w mury szkoły sprzed 20 lat — wszystko jest takie samo, ale mniej­sze i bar­dziej dostojne. Nowe pio­senki pro­wa­dzą mnie daw­nymi ścież­kami — wyróż­niają się tytu­łowe prze­korne „Retrosexual” (o, to przej­ście musiał doło­żyć Szypura!), bal­la­dowe „The Wheel” (czy to nie z „Lo-Fi”?), natręt­nie ilu­stra­cyjne „Melt” (muzyka drogi, zmian, roz­sta­nia; refren). Zespół uroz­ma­ica kawałki nie solów­kami, tylko mani­pu­lo­wa­niem przy dyna­mice, dodat­kową melo­dią, chór­kiem bez refrenu. Jest zna­jomo, bez­piecz­nie. Rozbraja „Always” śpie­wane przez Krzysztofa Kochanowskiego — Pillsowy kla­syk. W zwrotce pro­ste bębny, regu­larny bas i brzę­cząca swoją linię gitara. W refre­nie łubu-du dru­giej gitary, jesz­cze jedna linia w kon­tra­punk­cie, nie­uchronny tam­bu­ryn... „And I’m sure I won’t look back” śpiewa Kochanowski, muzycz­nie osten­ta­cyj­nie grze­biąc w prze­szło­ści. Na nowej pły­cie, jak w całym dorobku Happy Pills, może impo­no­wać pogodna melan­cho­lia. Ale czy jest dziś sens melan­cho­lij­nie wspo­mi­nać, jak w ’98 z melan­cho­lią wspo­mi­nało się ’91? Czy w ten spo­sób nie oddaje się wal­ko­we­rem dzi­siaj, w któ­rym jesz­cze tyle można zro­bić, prze­żyć, tyle stracić?

Pytanie, czy dla HP zna­cze­nie mają ewo­lu­cja i roz­wój — bo nawet dziecko we mgle i kulawy pies, typowi uczest­nicy ich kon­cer­tów, zauważą, że kom­plet­nie nie o to cho­dzi w Happy Pills. Jest gra­nica, za którą nie da się zro­bić prost­szej pio­senki, bar­dziej chwy­tli­wego refrenu, napi­sać jesz­cze naiw­niej­szych słów... Oni są ope­ra­to­rami brzmie­nia, kli­matu dźwię­ko­wego, a dla bar­dziej podat­nych — cza­ro­dzie­jami nastroju, falo­wa­nia mię­dzy bez­tro­ską a despe­ra­cją. Happy Pills nigdy nie mieli zostać odkryci przez Amerykę (roman­tyczna histo­ria o samo­lo­cie zawró­co­nym nad Atlantykiem 11 wrze­śnia 2001 r. i szyb­kim końcu zespołu). Może to dobrze, że drewno nie doje­chało do lasu, bo nigdy też nie mieli odkryć Ameryki swoim gra­niem. Ich nowa płyta jest szczera i wia­ry­godna, jest jasne, że nie wra­cają na scenę i do nagry­wa­nia dla nie­licz­nych fanów (jak zespoły z tam­tych lat: Pixies, Soundgarden, Faith No More). Robią to dla sie­bie, dla odtwo­rze­nia tam­tej eks­cy­ta­cji, tam­tej prawdy, za którą nic nie dostali w zamian.

Recenzja udo­stęp­niona przez ser­wis Polskiego Radia. Zespół twier­dzi, że to pierw­sza recen­zja tej płyty w ogóle.

strona zespołu, myspace, face­book

Posted in: recenzje