Ta płyta jest jak oddech pustyni, ma nastrój lekko zrezygnowany, a przy tym kontemplacyjny. Świetnie zaaranżowana i po prostu przykuwająca uwagę, do tego brzmiąca szczerze, naturalnie. Przystępna, a tajemnicza.
Mikstura folku i popu to nic nowego, ale nerw, z jakim Golden Kanine grają drapieżny „Burial” albo minimalistyczne „A Change”, jest godny szacunku. Czarują surowym amerykańskim klimatem. Dziwna sprawa, bo muzycy noszą nazwiska: Ekfeldt, Lindvall, Lundquist, Olrog i Sahlin.
Cały tekst w „Dużym Formacie” z 14/7/2011 albo na stronie „Gazety Wyborczej”

Posted on 20/07/2011 by Jacek Świąder
0