Za tę pły­tę o tytu­le bliź­nia­czo podob­nym do zbio­ru prze­bo­jów Petera Gabriela („Shake The Tree” wzię­ło się z indiań­skie­go przy­sło­wia o cier­pli­wo­ści) odpo­wia­da nowy zespół zło­żo­ny z muzy­ków dobrze już zna­nych. Śpiewa Patrycja Hefczyńska, daw­niej w Öszibarack, a gra gita­rzy­sta Marcin „Cinass” Kowalski z Cool Kids Of Death.

girl-nervous-cdWspólny zespół wymy­śli­li ponad deka­dę temu, ale gdy ostat­nio wzię­li się do reali­za­cji pla­nów, stwier­dzi­li, że potrze­bu­ją żywej per­ku­sji - gra na niej Łukasz Klaus, też zna­ny CKOD.

Shake The Tree” zaczy­na się od deli­kat­nych, wkrę­ca­ją­cych się w ucho prze­bo­jów - w sam raz dla deli­kat­ne­go, wyso­kie­go gło­su Hefczyńskiej. W nie­któ­rych utwo­rach, jak „Good Shoes”, w nie­na­chal­ną har­mo­nię z jej śpie­wem wcho­dzi głos Kowalskiego. Jeśli cho­dzi o muzy­kę, gita­ra się nie narzu­ca, sły­chać dużo kla­wi­szy i instru­men­tów elek­tro­nicz­nych, a czę­sto prym wie­dzie per­ku­sja - nawet w sin­glo­wym „Puncak Jaya”. Decyzji o włą­cze­niu do zespo­łu Klausa moż­na przy­kla­snąć. Jego gęste, mato­we ryt­my nie są li tyl­ko fun­da­men­tem utwo­rów, szkie­le­tem, ale wręcz zna­kiem fir­mo­wym Girl & Nervous Guy.

Z tek­stów orien­tu­ję się, że woka­list­kę inspi­ru­je bycie w dro­dze (czy bycie dale­ko od codzien­no­ści) albo moment wyru­sza­nia na wypra­wę. Jedna rzecz to muzycz­na egzo­ty­ka, któ­rą te tema­ty pozwa­la­ją wpro­wa­dzić np. w wymie­nio­nym sin­glu. Druga z tym zwią­za­na - pochwa­ła otwar­to­ści, jaką woka­list­ka gło­si nie tyl­ko w związ­ku z podró­ża­mi. „I don’t wan­na lose/ my child’s delight/ with eve­ry­thing I touch”, śpie­wa Hefczyńska w „Follow The Nose”. To chy­ba nie tyl­ko oso­bi­ste wyzna­nie, ale też klucz do całe­go albu­mu, któ­ry jest pełen rado­ści z gra­nia i wymy­śla­nia muzy­ki.

Zgodnie z tymi sło­wa­mi woka­list­ki z począt­ku krót­kie, prze­bo­jo­we pio­sen­ki prze­ra­dza­ją się z bie­giem minut pły­ty w bar­dziej impre­syj­ne kola­że. Wzbogacona elek­tro­nicz­ny­mi szme­ra­mi „Muskoka”, poświę­co­ny wybit­ne­mu foto­gra­fo­wi „Capa” z migo­tli­wy­mi par­tia­mi cytry są z zupeł­nie innej baj­ki niż „Puncak Jaya” lub „Tail”. A zamy­ka­ją­ca pły­tę minia­tu­ra „Bella Tuk” koń­czy się kil­ku­mi­nu­to­wym nagra­niem szu­mu fal. Czy popły­nąć w rejs z Girl & Nervous Guy? Bardzo dobry pomysł na sezon wio­sen­no-let­ni.

Tekst uka­zał się 10/5/15 w Wyborcza.pl/kultura - tam­że wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz