Klasyk pol­skie­go indie prze­trwał stu­dia i przej­ście w doro­słość. Brzmi to coraz doj­rza­lej. Bydgoszczanie mają melan­cho­lię jak­by szkoc­ką, ale lubią otrzeć się o ame­ri­ca­nę. Gitarowe zaba­wy w cicho-gło­śno są już tyl­ko jed­nym z ele­men­tów ukła­dan­ki.

gocry_george-dornSporo tu chłod­nych pej­za­ży. Ten album to nie zbiór utwo­rów, tyl­ko opo­wieść. Dlatego są one połą­czo­ne ambien­to­wym moty­wem, w któ­rym szu­mi coś i piłu­je. Muzycy ukła­da­ją dźwię­ki war­stwa­mi nawet w lżej­szych utwo­rach. Singel „Alpha Coma” wypa­da świet­nie - to natu­ral­ny, lek­ki utwór jak z „Prostej histo­rii” Lyncha. Jednak od począt­ku obok głów­ne­go moty­wu buzu­ją tu gita­ry w pogło­sach, kla­wi­sze - jak­by nad pogod­ną melo­dią uno­sił się jakiś ciem­ny duch. Odświeżające podej­ście.

Najbardziej roz­bu­do­wa­ny (i trzy­ma­ją­cy w napię­ciu!) „The Hour Of Ghosts” oby­wa się bez gło­su Magdy Powalisz, śpie­wa Kuba Ziołek, nie­zu­peł­nie obcy pasa­żer na pły­cie GDS. Ten osłu­cha­ny i ogra­ny gita­rzy­sta dołą­czył do zespo­łu, żeby nagrać płyt­kę „The Large Glass” (2009). Wyszło super, został na dłu­żej - faj­nie, ale dziś nie gra już z George Dorn Screams. Dlatego cie­ka­wi mnie, jak pora­dzą sobie bez nie­go na kon­cer­tach. I cze­kam na nową pły­tę.

Tekst uka­zał się 10/11/11 w „Dużym Formacie” - w por­ta­lu wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz