Earl Jacob reprezentuje warszawski puls, uliczne reggae, jest współpracownikiem Pablopavo. Teraz debiutuje jako artysta solowy, z własnymi piosenkami i zespołem. Brzmieniowo bliżej mu do tradycyjnych jamajskich brzmień niż do elektronicznej nowoczesności.

earl_wartorozrabiacPrzy czym mamy do czynienia z serią wpadających w ucho przebojów w żwawych tempach, a najbardziej ujmujące są staromodne „Weź mnie nie zawiedź” czy hitowe „Stój głuptasie!”. Bardzo dobrze wypada także duet z Anią Iwanek „Stop stop” z wyskakującym poza ramy reggae/ska refrenem i ładnie dopasowanymi smyczkami.

Wielkie wrażenie robią teksty Jacoba. Niczym na klasycznym albumie z Jamajki temat przewodni jest damsko-męski. Słuchamy np. historii, w której od narzeczonej bardziej przychylna podmiotowi okazuje się jej rodzicielka, poznajemy tajemnice „szurania w tańcu”, a także rady dotyczące (nie)mówienia kilku słów za dużo. Wątkiem pobocznym są przyjaciele, miejskie przygody i rymy.

Earl Jacob ma świetny głos kojarzący się momentami z Grabażem, dobre piosenki i sprawnych muzykantów, a śliczną oprawę graficzną płyty przygotował Jan Kallwejt. Czego chcieć więcej? Jedynie bardziej rewolucyjnej muzyki, bo choć płyta bije na głowę większość propozycji rodzimych reggae’owców, jest dość bezpieczna. Mimo to debiut niemal perfekcyjny, tak jak zeszłoroczny rockowego Skubasa.

Tekst ukazał się 13/12/13 w „Gazecie Wyborczej” – w portalu więcej recenzji

Dodaj komentarz