Dagadana — Maleńka

Posted on 21/04/2010 by

2


Magnetyczne! Bez cepe­lii, bez paź­dzie­rzo­wej ludo­wi­zny Daga Gregorowicz, Dana Wynnycka i Miko Pospieszalski zgłę­biają melo­dyj­ność i śpiew­ność języ­ków ukra­iń­skiego i pol­skiego oraz ich wspól­ność, prze­ni­ka­nie się. Czar i pozy­tywna ener­gia pły­nące z tego nagra­nia pole­gają nie tylko na uży­ciu zabaw­ko­wych instru­men­tów, pozy­ty­wek itd., oraz „świet­nej zaba­wie przy nagry­wa­niu płyty”.

Składa się na to także melan­cho­lia pła­skich jak stół, pustych prze­strzeni Ukrainy — cze­ka­nia wyśpie­wa­nego w świet­nym „Kolorze szczę­ścia”. Składa się inten­syw­ność utrzy­mu­jąca się rów­nież w dłu­gich frag­men­tach instru­men­tal­nych, nie­spo­dzie­wa­nych w przy­padku zespołu o nazwie wzię­tej od imion dwóch woka­li­stek. I jesz­cze nie­na­chal­ność, nie­ty­powe połą­cze­nie braku wysiłku i pre­cy­zji w wyko­na­niu. Taki Garri Kasparow gra­jący naj­lep­sze kom­bi­na­cje bez marsz­cze­nia czoła.

Do porów­na­nia narzuca się inna polsko-ukraińska współ­praca — Voo Voo i Haydamaków — muzy­ków dużo bar­dziej doświad­czo­nych, po obu stro­nach z wła­sną długą histo­rią, no i co też dość istotne, dużo licz­niej­szych. Dagadana jest bar­dziej kame­ralna. Na pierw­szym pla­nie zawsze dwa głosy — czę­sto jeden śpiewa tekst, a drugi zdobi — oraz kon­tra­bas. W tle ele­ganc­kie elek­tro­niczne pod­kłady, skrzypce i sporo gości, któ­rzy zostali jed­nak zapro­szeni po to, żeby pomóc w nada­niu jak naj­lep­szego brzmie­nia „Maleńkiej”, a nie żeby lepiej sprze­dać płytę. Nie pró­bują przy­ćmie­wać zespołu. To miło. Tylko występ Afrojaxa w odręb­nym, jakby od czapy utwo­rze — tanecz­nym, fun­ko­wym „Dagadana” z Miko na basie-gitarze — jest błysz­czący i krad­nie przed­sta­wie­nie dziew­czy­nom. Głos Afro Kolektywu zaśpie­wał rolę sobo­wtóra Norbiego w utwo­rze skro­jo­nym na pla­żową dys­ko­tekę. Żart się udał, faj­nie wypa­dają koń­cowe roz­jazdy instru­men­tów, jak się oka­zuje, żywych. Plus.

Jest więc do wio­sny, do tańca (tanga) i do słońca. Na prze­ciw­nym bie­gu­nie są te bar­dziej elek­tro­niczne kawałki Dagi, koja­rzące się z debiu­tem Pati Yang („Sny”, „Świniorz”) — zro­bione na intry­gu­jącą, nie­klu­bową muzykę póź­nych pór, ciem­nych przejść. Co cie­kawe, elek­tro­niczne aran­ża­cje dobrano przede wszyst­kim do utwo­rów wzię­tych z pio­se­nek ludo­wych („Szumila lisz­czyna”, ww. „Świniorz”). Najlepsze są dla mnie wspól­nie śpie­wane, deli­kat­nie, kru­cho aran­żo­wane „Kolor szczę­ścia” i „Maleńka” — klamry spa­ja­jące płytę.

Bardzo mi się podo­bają tra­dy­cyjne tek­sty, np. ukra­iń­skie roz­wią­za­nia zaga­dek: „słońce wscho­dzi, choć nie ma nasion / kamień rośnie, choć nie ma korze­nia / skrzypce grają, choć nie mają głosu / serce pła­cze, choć nie ma łez”. Co chwila dziew­czyna, woda, ptak, drzewo. W pol­skiej czę­ści tek­stów: bieg, sen, tan, spo­tka­nie. W koń­co­wej koły­sance „Maleńka” Dana po ukra­iń­sku obja­śnia, że maleń­kie jest marze­nie, które się speł­niło, i że speł­nić się musi nawet wielkie.

Jest coś teatral­nego w tej pły­cie, w pozy­tyw­nym zna­cze­niu tego słowa — intry­gu­jące spo­tka­nie trzech oso­bo­wo­ści, trzech świa­tów, które nie miały obo­wiązku razem zaga­dać. Nikt z tej trójki się nie cofa, nie ogra­ni­cza się do poma­ga­nia, akom­pa­nio­wa­nia. Fundament „Maleńkiej” to pomy­słowy, zrów­no­wa­żony miks głosu pol­skiego (bar­dziej matowy), ukra­iń­skiego (jaśniej­szy) i kon­tra­basu. Bezpretensjonalne pio­senki, chwy­ta­jące, ale nie pop. Czysta, jak to odczu­wam, radość wspól­nego muzy­ko­wa­nia, z któ­rego wynika wię­cej, niż dałaby pro­sta suma składników.

Recenzja uka­zała się w mie­sięcz­niku „Lampa”, numer 4/2010

strona zespołu, myspace

Posted in: recenzje