Broken Social Scene — Forgiveness Rock Record

Posted on 13/10/2010 by

0


Kolejny powrót (po Arcade Fire) i kolejny dowód, że w Kanadzie jakoś cie­ka­wiej niż w Stanach. Więcej relaksu i wię­cej moż­li­wo­ści. Jeśli nie zała­piesz się na hoke­istę w NHL, to zawsze znaj­dzie się miej­sce w Broken Social Scene (na ogół od 12 do 18 eta­tów). Ich sezon mija się z hoke­jo­wym — to wio­sna, lato i wcze­sna jesień.

Przez parę lat była cisza. Cisza w obo­zie BSS prze­ry­wana poje­dyn­czymi pły­tami, na któ­rych oni tak naprawdę z grub­sza grali razem, z tym że wymy­ślał jeden, a efekty ozna­czali hasłem „Broken Social Scene Presents”. Tak wyszły fajna „Spirit If” (Kevin Drew) i śred­nia „Something For All Of Us” (Brendan Canning). Teraz nie­złe recen­zje zbiera „Forgiveness Rock Record”. Jaka zaje­bi­sta szkoda, że w tym roku wio­sna nie raczyła zaj­rzeć, gdyż to do niej służy ta płyta.

Krótko mówiąc, kilka lat temu zaczą­łem słu­chać tej orkie­stry, bo jeden film w sieci — zimowa podróż kurie­rów rowe­ro­wych przez Nowy Jork — był opa­trzony ich pio­senką. Którąś z płyt kupi­łem na aukcji, miała jesz­cze naklejkę z anty­kwa­riatu w Stanach. Melancholia wyłazi z Broken Social Scene zawsze i zewsząd — nie tylko mi! — na nowej pły­cie naj­wy­raź­niej­szym jej zna­kiem jest „Sentimental X’s”, odsta­jący od innych kawał­ków i zara­zem sku­pia­jący w sobie pro­mie­nie od nich idące. Albo takie „All To All”, też kobiece, pod­szyte elek­tro­niką. Oba roze­dr­gane jak pro­duk­cje z ostat­niego Portishead, ostrożne i zwiewne. Ale czy w ogóle wolno z czym­kol­wiek porów­ny­wać obie strony tego niby-równania? Nowe BSS trzeba by gło­sić na dachach, podob­nie jak to jest z Portishead, mają zdol­ność zawie­sza­nia w powie­trzu elek­trycz­no­ści, gra­nia sepii, i tak dalej, i tak dalej.

Niezależne gra­nie, gitary, troszkę czadu, tro­chę smę­ce­nia. Świetny, sze­roki „World Sick” na począ­tek i luzacko old­sku­lowo gita­rowy „Water In Hell” pod koniec. W środku róż­nie. Normalna sytu­acja, więc po co komu sześć­setna płyta z taką muzyką i jesz­cze pisa­nie o niej ze cztery mie­siące za późno? Po to, że oni robią ina­czej niż inni. O BSS pisano, że grają baro­kowy już nie pamię­tam co, zdaje się pop albo rock. No więc bie­rzesz pierw­szą płytę z półki pop/rock, drugą, ósmą i czter­na­stą i tam nie ma tego, co jest tu. Te kil­ka­na­ście osób umie zagrać gęsto i mocno albo nar­ko­tycz­nie lekko i zwiew­nie. Różnorodnie i zawsze z dobrymi melo­diami, choć i nie to uwa­żam za naj­więk­szą ich siłę. Dość sta­rawe są te pomy­sły na gra­nie, a z dru­giej strony dymi z tego entu­zjazm i radość gra­nia, które dla mnie, chłopca z blo­ko­wi­ska w Polsce, są zja­wi­skiem rewe­la­cyj­nym. Polska ci tego nie da, kocha­nie. Podobnie jak ulu­bio­nego dla czę­ści fachow­ców prze­sta­wia­nia klo­ców i spa­la­nia się w kom­pi­lo­wa­niu, które upra­wiają tysiące arty­stów, ale kloce to nie jest moja ulu­biona zabawa.

Czytając kra­jowe recen­zje tej płyty (fachow­ców zaczy­ta­nych, jak sądzę, w pitch­forku), odno­szę wra­że­nie, że mło­dzież nie­zu­peł­nie dostała to, czego się spo­dzie­wała. W dodatku wina leży po stro­nie zespołu — jak mógł nie speł­nić ocze­ki­wań! Jedni mają pre­ten­sje, że to podobne do wcze­śniej­szej roboty Broken Social Scene. Inni — że za mało podobne, a do tego słabe pio­senki. Jeszcze kto inny uważa, że nie­po­dobne, ale pio­senki świetne i do tego wielki roz­rzut sty­li­styczny. A poza tym za długa ta płyta. A mi się wydaje, że sza­cowni się­gnęli po tę płytę, bo im się jakoś podo­bały wcze­śniej­sze. Bo mniej lat mieli i faj­nie wtedy było, o mamo, jak fajnie...

Przykro mi, że teraz życie mniej jest kolo­rowe. Wciąż jed­nak zda­rzają się nie­złe płyty, z nie­złymi pomy­słami, dobrymi pio­sen­kami i tym luzem, któ­rego mili­me­try może się udzielą piszą­cym o muzyce. Bo ina­czej gdy chuj weź­mie wszyst­kie przy­szłe wio­sny, będę wie­dział, do kogo iść po zwrot kasy.

strona zespołu, myspace

Posted in: recenzje