Duet CocoRosie przyjeżdża właśnie do Polski na pięć występów (11-16 maja) promować wydaną we wrześniu płytę „Heartache City”. Po drodze wydarzyła się jeszcze jedna ważna dla fanów rzecz – ukazał się debiutancki album młodszej z sióstr, Bianki.

bianca_front_OK34-letnia artystka pisze piosenki solo od lat. „Oscar Hocks” spodoba się miłośnikom bardziej odjechanych i delikatniejszych płyt CocoRosie. Nie ma tu beatboxingu, są skrzypce, trąbka, gitara, żywe bębny i piekielnie rozstrojone stuletnie pianino, od którego się to zaczęło.

Płyta C.i.A. (Cult International Alliance) mieści się w uniwersum macierzystego zespołu. Bianca często dogrywa dodatkowe ścieżki wokalu (np. w „Poor Deal”, „Lordess Moon”, „Tumbleweed”), jakby brakowało jej siostry, a melodie pozostają podobne. Po co więc odrębny szyld? „CocoRosie jest napędzane przez przeciwności. Tu nie muszę negocjować z nikim poza duchami bohaterów, o których piszę”, wspominała artystka.

Typowe dla Bianki poetyckie zaklęcia (niektóre utwory brzmią wręcz jak mówiona poezja) wzięły się ze stert wierszy, przesianych, poskładanych na nowo. Ukazała się zresztą książka poetycka „Porno Thietor” dodawana do edycji winylowej i sprzedawana na koncertach. (Polskiej edycji kompaktowej nic nie brakuje, zawiera sporo zdjęć i teksty piosenek).

Delikatnie zaaranżowana płyta w dużej części jest ponura. W najdłuższej kompozycji „Left Shoe” to wrażenie pogłębiają klarnet basowy i elektroniczny bit współgrający z uderzeniami w jakieś domowe sprzęty. Bianca zderza tu ze sobą różne dźwięki (z różnym skutkiem). Singlem zostało odwołujące się do Toma Waitsa „Roadkill”, ale najbardziej przemawia do mnie piosenkowe „Tumbleweed”.

Ścieżka sióstr biegnie przez cyrk, dziwactwo, poezję i melancholię. Piekielnie trudno to opisać słowami, ale Bianca solo też idzie za swoim instynktem, nie boi się niczego. Ten zbiór utworów trzymają razem nie tylko narracja i bohaterowie na czele z tytułowym odludkiem, lecz także jej głos. Artystka nie przekombinowuje, ale puszcza poręcz, daje się prowadzić muzyce. Wynikiem są utwory zaskakujące, nieprzewidywalne, niewygodne do słuchania, ale ciekawe.

Tekst ukazał się 11/5/16 w Wyborcza.pl/kultura – tamże więcej recenzji

Dodaj komentarz