Po wydaniu latem zeszłego roku płyty „Syro” Aphex Twin nie daje o sobie zapomnieć. Nowym albumem znowu spycha całą współczesną muzykę w dalekie tło – to płyta wyzwanie. Nie za sprawą poziomu kompozycji, ale z powodu koncepcji stojącej za nowym wydawnictwem.

aphex-cc„Computer Controlled Acoustic Instruments pt2” są tym, co w tytule – próbą sterowania automatami tak, by grały na prawdziwych instrumentach to, co założy sobie kompozytor (a może programista?). Trwający niecałe pół godziny albumik prezentuje efekty kilku lat pracy 43-letniego Brytyjczyka nad programowaniem komputerów i robotów grających na instrumentach perkusyjnych i klawiszowych (w „hat5c 0001-rec4” – typowy dla Aphexa tytuł utworu – słychać np. uderzenia w struny wydające dźwięk podobny do cymbałów).

Komputer nie potrzebuje już gotowych śladów, sampli, żeby stworzyć rytm czy cały utwór, lecz instrumentów. Dźwięki z „Computer Controlled…” wybrzmiały w jakiejś przestrzeni, zostały nagrane na mikrofony, nie wzięły się z pudełka. Niektóre kilkunastosekundowe miniatury przekonują, że imitacja jest perfekcyjna, a maszynie nigdy nie „zadrży” ramię, czy to w hiphopowym breakbeacie („diskhat1”), czy w pseudoawangardowym obtłukiwaniu różnych miejsc na „ciele” fortepianu („DISKPREPT4”). Płyta zbiera skrajne oceny: jednym imponuje ta szaleńcza koncepcja; inni, w uproszczeniu, chcieliby, żeby to te dźwięki „zmieniły ich życie”. Nie zmienią. To po prostu wynik postawienia przed samym sobą pewnego zadania. Samo zadanie, praca nad nim są może i ciekawsze od efektu, ale „Computer Controlled…” słucha się inaczej niż każdej innej płyty. O to chyba też w tym wszystkim chodzi?

Tekst ukazał się 6/2/15 w „Gazecie Wyborczej” – w portalu więcej recenzji

Dodaj komentarz