Podróż na księ­życ” Georges Méliès nakrę­cił w 1902. Ten kil­ku­na­sto­mi­nu­to­wy nie­my film został odno­wio­ny na bazie ręcz­nie kolo­ro­wa­nej kopii zna­le­zio­nej w Hiszpanii i wyświe­tlo­ny na festi­wa­lu w Cannes w zeszłym roku. O muzycz­ną ilu­stra­cję do nowej wer­sji popro­szo­no roda­ków Mélièsa, fran­cu­ski duet Air.

Air-Le-Voyage-Dans-La-LuneTeraz ten sound­track - roz­ro­śnię­ty do for­my pół­go­dzin­nej - uka­zał się jako regu­lar­ny album. Air nagra­li chy­ba naj­lep­szy kawa­łek muzy­ki od debiu­tanc­kie­go „Moon Safari” (pro­ro­czy tytuł, praw­da?). Wtedy jeden miał pociąg do ana­lo­go­wych syn­te­za­to­rów, dru­gi do instru­men­tów stru­no­wych. Obaj - do róż­nych prosz­ków. Wychodziła im muzy­ka bar­dzo bez­po­śred­nia, prze­bo­jo­wa, z jed­nej stro­ny mło­da i bez­czel­na, z dru­giej nostal­gicz­na, nawią­zu­ją­ca do lat 60. i 70., cza­sów pod­bo­ju kosmo­su. Markę dały im prze­bo­je „Sexy Boy” i „Kelly Watch The Stars”. Przy tej mar­ce zosta­li, nudząc przez 14 lat. Ech, Francuzi.

I teraz Air „zabie­ra­ją nas w podróż”, bla bla, „prze­no­szą w cza­sie”, bla bla, po sta­re­mu draż­nią i ocza­ro­wu­ją jed­no­cze­śnie. Czym? Żywe bęb­ny, bas, bul­got kor­gów i rolan­dów, for­te­pian, moog, smycz­ki (sztucz­ne czy praw­dzi­we?). Kobiecy głos jak w izo­lat­ce Alberta i Maksa, a dźwię­ki - jak z prze­strze­ni mię­dzy­pla­ne­tar­nych, dostoj­ne a pro­ste.
Rozszerzona wer­sja pły­ty zawie­ra DVD z kolo­ro­wą wer­sją „Podróż na księ­życ”.

Tekst uka­zał się 23/2/12 w „Dużym Formacie” - w por­ta­lu wię­cej recen­zji

Dodaj komentarz